W poprzednim sezonie wszyscy kibice w Niemczech i nie tylko zachwycali się grą beniaminka z Hoffenheim. Po udanej rundzie jesiennej plan drużyny Ralfa Rangnicka był prosty – zdobycie mistrzostwa Niemiec. Dalszą ciąg tej historii znamy wszyscy, kontuzja Ibisevicia, długa seria porażek i koniec marzeń o wielkich trofeach…
W piłce jednak, jak w życiu, los bywa przewrotny i w pewnym momencie dostajemy drugą szansę, którą warto wykorzystać. W niedzielny wieczór TSG Hoffenheim wróciło do wielkiej gry, a zwycięstwo z Herthą Berlin było wprost niesamowite. Wróciły radość z gry, zaangażowanie, pewność siebie i magia ekipy Rangnicka. Można zaryzykować stwierdzenie, że obecnie Hoffenheim ma lepszy zespół niż rok temu, bo doświadczenie w piłce jest bezcenne.
Datę 27 września na długo zapamięta z pewnością reprezentant Bośni Vedad Ibisević. Po wyleczeniu groźnej kontuzji na początku sezonu 25-latek za wszelką cenę chciał się wpisać na listę strzelców, jednak w pierwszych sześciu spotkaniach Ibiseviciowi brakowało szczęścia. W niedzielny wieczór Bośniak jednak przełamał się i w ciągu 20 minut trzykrotnie pokonał Timo Ochsa. Wielka radość tego zawodnika po bramce strzelonej w 47. sekundzie mówi sama za siebie – wraca „stary, dobry ” Ibisević.








