Niestety w ten weekend nie udało mi się obejrzeć porażki Bayernu z rewelacyjną Moguncją, nie widziałem także kolejnego zwycięstwa Borussii Dortmund. Wszystko jednak zrekompensowała dramaturgia starcia Werderu Brema z HSV. Naprawdę kapitalny mecz.
Jaroslav Drobny, Colin Benjamin, Robert Tesche, Mladen Petrić, Gojko Kacar, Jonathan Pitroipa, Piotr Trochowski – każdy trener Bundesligi chciałbym mieć w swoim zespole choćby dwóch, trzech zawodników z tego grona. Armin Veh ma (nie)szczęście posiadać w swojej ekipie taki potencjał ludzki i… kieruje wszystkich na ławkę rezerwowych.
To dziwne, że zespół z takimi dublerami (zwłaszcza Petrić i Pitroipa) zajmuje obecnie 8. miejsce w lidze niemieckiej. Mam nadzieję, że właśnie ta szeroka kadra będzie największym plusem w walce o puchary, bo jeżeli HSV nie zawita do Europy, to Veh będzie musiał odejść z Hamburga.
Słów kilka o Werderze, który może nie jest na dzień dzisiejszy kandydatem do zdobycia tytułu mistrzowskiego (gdyby był Mesut Ozil, może byłoby inaczej), ale z pewnością nikt, kto przychodzi na Weserstadion (i kto ogląda na ES2 domowe mecze bremeńczyków), nie narzeka na brak emocji. Zespół Thomasa Schaafa potrafi zarówno zniszczyć defensywę rywala, jak i stracić w ciągu pięciu minut dwie bramki.
Dobrze, że drużyna z Bremy ma w swoich szeregach wiele osobowości (Marin, Almeida, Mertesacker, Wiese, Frings, Pizarro), bo właśnie oni decydują o zwycięstwach – tym razem głównym aktorem został Portugalczyk.
Wielkie brawa należą się także piłkarzom Hannoveru, którzy nieoczekiwanie po 6. kolejce zajmują miejsce na podium. Kiedyś śmiano się z Karima Haggui (to ten, który w jednym meczu strzelił dwie bramki samobójcze), a teraz Tunezyjczyk jest ostoją defensywy „96”. Coraz lepiej w Bundeslidze radzi sobie Mohammed Abdellaoue (cztery trafienia), także Florian Fromlowitz pozytywnie zaskakuje niemieckie media. Czy Hannover myśli o pucharach? Nie. Tutaj cel jest jasny – spokojne utrzymanie w Bundeslidze.
PS A na czele 2. Bundesligi znajduje się zespół ze stolicy. Hertha Berlin dzielnie radzi sobie pod wodzą Markusa Babbela, tym razem pokonując w meczu na szczycie Energie Cottbus 1:0. Czekam na kolejne zwycięstwa „Starej Damy” i jej powrót do domu…








