W swoim zachowaniu Borussia Mönchengladbach, czerwona latarnia Bundesligi, bardzo przypomina Herthę Berlin sprzed roku. Nie jest to chwalebne, ale szefowie klubu postanowili jeszcze bardziej upodobnić się do drużyny ze stolicy… i zatrudnili w miejsce Michaela Frontzecka szwajcarskiego szkoleniowca, Luciena Favre. Tego samego, pod wodzą którego Hertha swego czasu spadła na przeklęte ostatnie miejsce w tabeli niemieckiej ekstraklasy.
Oczywiście, kiedy zespół przegrywa 14 z 22 spotkań, miarka się przebiera i należy zwolnić szkoleniowca, poszukać kogoś, kto wniesie trochę świeżości do drużyny i zmieni jej oblicze na lepsze. Po wyrzuceniu Michaela Frontzecka media spekulowały na temat przybycia do Mönchengladbach między innymi Christiana Grossa, który rok wcześniej uratował VfB Stuttgart, czy Huuba Stevensa, który ma spore doświadczenie w prowadzeniu niemieckich klubów, a niedawno zdobył mistrzostwo Austrii. Wybrano jednak Luciena Favre, ostatnio zatrudnionego w Hercie Berlin.
Wybór nie tylko może, ale wręcz powinien dziwić. Tak, Favre z Herthą zdobył w zamierzchłych czasach 4. miejsce w tabeli, jednak ostatnio wsławił się negatywną serią – zwolniono go przecież po tym, jak berlińczycy przegrali aż sześć spotkań z rzędu i wylądowali na ostatnim w tabeli miejscu. Co prawda zmiany szkoleniowców nie przyniosły wtedy żadnych efektów, jednak sam fakt, że taka sytuacja zaistniała, już działa na niekorzyść Szwajcara.
Favre uchodzi za miłośnika futbolu ofensywnego. Borussia powinna popracować jednak przede wszystkim nad formacją defensywną – w 22 meczach straciła aż 56 bramek, co daje przerażającą średnią 2,5 gola na mecz. Pod względem liczby bramek strzelonych Gladbach zajmuje za to w tabeli miejsce 7., wyprzedzając między innymi wysoko notowane HSV, Hannover czy Freiburg. Drużyna z zachodnich Niemiec fatalnie prezentuje się przede wszystkim jeśli chodzi o liczbę czerwonych kartek. Aż pięć takich, najwięcej z całej ligi, zdobyli dotychczas piłkarze Borussii. Czy taki trener, jak Lucien Favre będzie w stanie to zmienić?
Dobrej odpowiedzi na to pytanie nie ma, bo – naturalnie – piłka nożna jest nieprzewidywalna, a w takiej lidze jak niemiecka już wiele cudów się zdarzało. I choć Lucien Favre to świetny fachowiec, jeśli chodzi o szlifowanie nowych talentów i układanie ofensywnej taktyki, a nie muru obronnego, to przecież niewykluczone, że ze swoją filozofią sprawi, że Borussia Mönchengladbach w lidze się utrzyma. A jeśli nie…
Klub i tak się zabezpieczył i kontrakt nowego trenera obowiązuje również w razie spadku do 2. Bundesligi. Pan Favre uwielbia zaczynać od zera, jednak raz już udowodnił, że kiedy najlepsi zawodnicy odchodzą, nie może sobie poradzić. I tak koło się zamyka. Niesamowicie interesujący będzie ten eksperyment Borussii z Lucienem Favre, a pierwsze efekty zobaczymy już w niedzielę, kiedy „Die Fohlen” zmierzą się z Schalke. Tak trudne wyzwanie powinno pokazać, czy pod czerwoną latarnią naprawdę było na tyle ciemno, żeby zatrudniać nieodpowiedniego szkoleniowca, czy jednak maleńkie światełko okazało się tym wskazującym drogę do właściwego portu.








