Bayern jaki jest, każdy widzi. W rozgrywkach Ligi Mistrzów drużyna Louisa Van Gaala punktuje wszystkich i pewnie lideruje w grupie E. Niestety, w Bundeslidze tak różowo nie jest i na poprawę się nie zanosi. Dlaczego?
W poprzednim sezonie zespół z Monachium również nie zachwycał na początku rozgrywek ligowych, przegrywając m.in. z beniaminkiem z Moguncji czy remisując na własnym boisku z FC Köln. Bayern po 8. kolejce tracił do lidera tabeli – Bayeru Leverkusen – aż osiem punktów. Wszystko jednak skończyło się szczęśliwie dla Holendra i jego ekipy, bo „Bawarczycy” w cuglach wygrali Bundesligę, a na dodatek zdobyli Puchar Niemiec i dotarli do finału Champions League.
Czy historia się powtórzy? Wszystko zależy od sztabu medycznego Bayernu, bo lista kontuzjowanych zawodników z Monachium po prostu przeraża.

– Na ławkę rezerwowych niedługo będą chyba kibiców zapraszać, żeby wyglądało, że ktoś tam jest – tak w żartobliwy sposób sytuację kadrową „Bawarczyków” przedstawiła moja koleżanka z redakcji działu Bundesligi iGol.pl, Aleksandra Sonsalla.
Arjen Robben, Franck Ribery, Mark Van Bommel, Miroslav Klose, Holger Badstuber, Diego Contento oraz Ivica Olić – cała siódemka boryka się z mniej lub bardziej poważnymi urazami. W najbliższym czasie do gry mają wrócić Ribery i Contento, natomiast Robbena i Olicia w tym roku na boisku już nie zobaczymy.
Z powodu kontuzji swoich graczy w spotkaniu z SC Freiburg Louis Van Gaal nie mógł skompletować całej ławki rezerwowych (jedynie pięciu zawodników do zmiany, w tym niedoświadczony bramkarz Thomas Kraft, znajdujący się w słabej formie Daniel Van Buyten oraz Edson Braafheid i… Sansone, Nicola Sansone, znany chyba tylko kibicom rezerw Bayernu).
Pamiętajmy, że Bayern nadal gra na trzech frontach, więc o kolejne ubytki nietrudno. Jakaś rada dla działaczy „Bawarczyków”? Uzbierać w pozostałych siedmiu spotkaniach ligowych jak najwięcej punktów i w styczniu zakupić dwóch, trzech klasowych graczy, zwłaszcza do formacji defensywnej, a wtedy marzenia o obronie tytułu powrócą.
PS Bohaterem tego komentarza pierwotnie miał być napastnik z Kolonii, Milivoje Novaković. Słoweniec nie potrafił dogadać się z byłym już szkoleniowcem „Koziołków” Zvonimirem Soldo i początek sezonu musiał spisać na straty. Po dymisji trenera Novaković ustrzelił hat-tricka i poprowadził swój zespół do arcyważnego zwycięstwa nad HSV. Takie to losy snajperów… i trenerów.








