Za nami kolejna runda gier Bundesligi. W minionej kolejce formą błysnął Bayern Monachium, a pierwszy raz w tym sezonie na listę strzelców wpisał się Robert Lewandowski. Jednak najbardziej interesującą wydaje się postawa Schalke Gelsenkirchen. Podopieczni Rangnicka fatalnie zaczynają spotkania, by w drugiej połowie przesądzić rywalizację na swoją korzyść.
Po słabej grze w lidze w poprzednim sezonie w tym roku Schalke miało grać zdecydowanie lepiej. Jednak już pierwszy mecz z VfB Stuttgart pokazał, że w Gelsenkirchen niekoniecznie wyciągnięto wnioski z zeszłej kampanii. Powielanie wciąż tych samych błędów w defensywie i brak pomysłu z przodu spowodowały, że sam Rangnick zaczął obawiać się powtórki z minionych rozgrywek. 2. kolejka i mecz z Kolonią miały pokazać, że to Stuttgart zagrał dobrze, a nie Schalke słabo. Tymczasem po pierwszej połowie nie było widać progresu. Drużyna Peszki była zespołem lepszym i gdyby nie rzut karny, wykorzystany przez Huntelaara, zasłużenie prowadziłaby do przerwy. Jednak po 15 minutach przerwy z szatni wyszła zupełnie inna drużyna. Drużyna, która zaaplikowała rywalom cztery bramki i zwyciężyła 5:1.
Z Rangnicka częściowo spadł ciężar po nieudanej inauguracji, a kibice uwierzyli, że ten sezon będzie lepszy. Ale już w następnym meczu z FSV Mainz Schalke pokazało się z „jak najlepszej”, zeszłorocznej strony. Beznadziejna gra w obronie i kompletny brak kreatywności w ofensywie, plus dobra postawa na własnym boisku podopiecznych Tuchela, dały gospodarzom do przerwy dwa gole, a powinno ich być nawet więcej. Jednak w drugiej połowie zespoły wymieniły się nie tylko stronami boiska, ale i stylem gry. Schalke podobnie jak w meczu z Kolonią wyszło odmienione, przejęło inicjatywę i tak samo jak przed tygodniem strzeliło rywalowi cztery gole. Dwa mecze – jeden scenariusz. Przypadek? Zaryzykuję stwierdzenie, że nie, i że to może być znak rozpoznawalny Schalke w tym sezonie, czyli „gramy dopiero w drugiej połowie”.
Warto wspomnieć także o nowej, starej twarzy Bayernu Monachium, który w końcu zagrał tak jak na potentata przystało. Hamburger przez wiele fragmentów spotkania miał problemy z wyjściem z własnego pola karnego, o przekroczeniu połówki boiska nie wspominając. Pogrom 5:0 da Heynckesowi trochę wytchnienia i mały kredyt zaufania na najbliższe tygodnie, które powinny być udane także dla Roberta Lewandowskiego. Polak strzelił pierwszego gola w lidze w tym sezonie i od początku rozgrywek udowadnia, że jest nie tylko godnym zastępcą Barriosa, ale nawet może konkurować z nim o miejsce w składzie. Przy tak dobrej formie „Lewego” powrót Peruwiańczyka do ataku Borussii może być trudny.








