Wątpliwe, czy kiedykolwiek zdarzył się w niemieckiej lidze tak dziwny sezon jak obecny. Przetasowania w tabeli, kryzysy największych klubów, drużyna z bilansem bramkowym +3 na trzecim miejscu… A do tego ta trenerska karuzela w jednej z najstabilniejszych i najspokojniejszych lig w Europie.
Lista szkoleniowców, którzy w tym sezonie musieli opuścić swoje kluby – dodając jeszcze tych, którzy na pewno zrobią to tuż po zakończeniu rozgrywek – jest imponująca. Tylko siedem z osiemnastu klubów nie wymieniło bądź nie planuje wymienić trenera, choć i tego nie wiadomo, do końca sezonu pozostało przecież jeszcze trochę czasu. Jak na razie, wielki powrót będzie świętował Christoph Daum we Frankfurcie, swoją ostatnią szansę na zaistnienie w niemieckiej ekstraklasie wykorzystuje w Stuttgarcie Bruno Labbadia, a w nie najmilszej atmosferze z Bayernu latem odejdzie Louis van Gaal, którego zastąpi twórca tegorocznego sukcesu Bayeru Leverkusen, dwukrotny szkoleniowiec „Bawarczyków”, Jupp Heynckes. Jego następcą w zespole „Aptekarzy” będzie z kolei Robin Dutt z SC Freiburg. Karuzela, karuzela…
Oczywiście najbardziej spektakularnie kręci się Felix Magath – jeżeli po kimś w Bundeslidze można się spodziewać wszystkiego, to tylko po nim. Dwa kluby w jeden tydzień, najpierw autokrata w Schalke Gelsenkirchen, za chwilę ratownik zranionych „Wilków”. Specjalnie sporej sympatii tym ruchem sobie „Qualix” nie przysporzył – trener VfB Stuttgart, Bruno Labbadia, był wściekły, że przez taką zmianę jego taktyka na mecz z Wolfsburgiem musiała w samym środku przygotowań zostać całkowicie zmieniona, a Louis van Gaal stwierdził, że taka zamiana klubów nie jest normalna, i że powinno zostać stworzone okno transferowe również dla trenerów.
Pomysł taki najgorszy chyba nie jest, sporo racji mają ci, którzy twierdzą, że takie trenerskie zamiany klubów w obrębie jednej ligi, i to w jednym sezonie, wypaczają rywalizację. Wyrzucenie trenera i zatrudnienie nowego w krytycznej sytuacji, tak, ale zatrudnianie człowieka, którego przed chwilą za zbyt słabe wyniki zwolniono z innego klubu? Jak stwierdził Franz Beckenbauer – cyrk! Jak wielka musi być wiara władz VfL Wolfsburg w Feliksa Magatha, który, choć zdobył dla nich pierwsze w historii mistrzostwo kraju, stosuje kontrowersyjne metody treningowe i ma tendencje do męczenia swoich podopiecznych? Tego i oni sami, zdesperowani, nie są pewni. Odejście „Qualixa” z VfL było dla tego klubu ciosem, ale jego powrót wcale nie musi okazać się zbawienny. Wszystko jak zwykle jeszcze się okaże, Felix tym razem naprawdę musi się sprawdzić. W końcu sam stwierdził – spadek byłby katastrofą. Ale, głowa do góry, jego nowa umowa obowiązuje również w 2. Bundeslidze, co w przypadku innych trenerów, pracujących w klubach zagrożonych spadkiem, nie jest regułą.
Cóż, miejmy nadzieję, że w przeciwieństwie do karuzeli z wiersza Mirona Białoszewskiego, od którego tym razem zaczerpnęłam tytuł, ta niemiecka przestanie się kręcić albo przynajmniej zwolni… Bo, jak słusznie stwierdził Karl-Heinz Rummenigge – na zewnątrz taka sytuacja wcale nie sprawia dobrego wrażenia…








