Ostatni w tabeli FC Augsburg postawił trudne warunki Borussii Dortmund. Nie tylko nie dał się zdominować, ale momentami przeważał nad mistrzem Niemiec. Również Bayern i Schalke miały problemy z niżej notowanymi rywalami.
W przypadku Dortmundu problemem nie jest tylko ten jeden mecz. Podopieczni Jürgena Kloppa przez cały sezon w Bundeslidze prezentują się – łagodnie mówiąc – przeciętnie. To, co pokazują w Lidze Mistrzów, nie potrafią przełożyć na krajowe podwórko, mimo że w każdym meczu grają niemal tym samym składem. Problemem więc nie są umiejętności. Chyba że ktoś uważa, że rywale w Bundeslidze są bardziej wymagający niż Real Madryt i Manchester City.
Borussia wszystkie siły rzuciła na Ligę Mistrzów. W poprzednim sezonie walka na trzech frontach skończyła się dla zawodników z Dortmundu katastrofą. W wymagającej, ale nie najsilniejszej grupie z Olympique Marsylia, Olympiakosem Pireus i Arsenalem Londyn zajęła czwarte miejsce i na wiosnę nie grała nawet w Lidze Europy. To zaangażowanie w kilka rozgrywek nie wyszło również na dobre w lidze. Odpadnięcie z europejskich pucharów pozwoliło jednak na odrobienie dziesięciopunktowej straty do Bayernu. Teraz dla Kloppa najważniejsza jest Liga Mistrzów. Dobry wynik osiągnięty na arenie europejskiej jest wart dobrowolnej rezygnacji z obrony mistrzostwa Niemiec.
Błędu z poprzedniego sezonu nie chce popełnić również Bayern. Stąd miliony (nie zawsze rozsądnie) wydane na transfery i jedna z najszerszych kadr w Europie. „Bawarczycy” nie chcą powtórki z ubiegłego sezonu, kiedy to przegrali trzy najważniejsze mecze, czyli wiosenny pojedynek z Borussią oraz finał Pucharu Niemiec i Ligi Mistrzów. Jupp Heynckes ma za zadanie zdominować Niemcy i Europę.
Widać jednak, że również Bayern powoli wszystkie siły będzie przerzucał na Ligę Mistrzów. Po imponującym, rekordowym początku (osiem zwycięstw w ośmiu meczach) Ribery i spółka nieco przystopowali. Nie chodzi tu jednak o przegraną z Bayerem, bo tam dominowali. Bayern stał się zespołem minimalistycznym. HSV zagrało słabo, skończyło się na 0:3, bo „Bawarczycy” po prostu nie chcieli wygrać wyżej. Nie było im to potrzebne, a kolejne bramki oznaczałyby większą utratę sił. Widoczne oszczędzanie się było też widoczne w meczu z Eintrachtem. Trudno znaleźć fragment, w którym 22-krotni mistrzowie Niemiec dominowaliby nad ekipą beniaminka. Było wręcz odwrotnie, to Frankfurt długimi fragmentami prowadził grę. Bayern dobrze wiedział, że rywale lubią grać ofensywnie, i ze skutecznością wyborowego strzelca to wykorzystał. Najgroźniejsze w wykonaniu podopiecznych Heynckesa były kontry, które gdyby nie kapitalna postawa Trappa, przyniosłyby więcej niż dwa gole. Monachijczycy nie stracili jednak zbyt wiele sił, spotkanie wygrali i nadal mają dużą przewagę nad resztą stawki. Zupełnie inaczej „Bawarczycy” wyglądają w Lidze Mistrzów, nie licząc wpadki z BATE Borysów. Ale wystarczy tylko spojrzeć na ostatni mecz (pomijając słabą postawę Lille), żeby dowiedzieć się, jaka jest realna siła ekipy Heynckesa. 6:1 to najniższy wymiar kary, jaki otrzymał francuski rywal, bo równie dobrze mogło zakończyć się dwucyfrówką. Bayern w Lidze Mistrzów nie zamierza się oszczędzać.








