W pewnym klubie od lat na porządku dziennym były luki w obronie i niesamowite „przeciągi” pod własną bramką. Klub ten miał jednak dużo szczęścia – idealni gracze ofensywni strzelali tyle goli, że akurat wystarczało do 3. miejsca w tabeli. Pewnego dnia zdarzyła się rzecz straszna: odszedł najlepszy i najbardziej kreatywny zawodnik. I tak rozpoczął się swobodny spadek reszty piłkarzy rzeczonego klubu. Spadek aż na 14. (na razie) miejsce. Witajcie w Werderze Brema.
Kto by pomyślał, że utrata jednego, kluczowego zawodnika może wyrządzić wielkiemu klubowi tyle krzywdy? Owszem, duże doświadczenie w tych sprawach mają działacze i kibice VfB Stuttgart, w którym po odejściu niegdyś Mario Gomeza, a ostatnio Samiego Khediry dzieje się fatalnie, ale Werder? Przecież od kilku lat drużyna ta świetnie sobie radzi, jeśli nie w lidze, to przynajmniej w pucharach, krajowym i międzynarodowych. Ten sezon jest jednak inny niż wszystkie. Bremeńczycy w lidze zajmują po 19 kolejkach zaledwie 14. miejsce, ich bilans bramek to 25:39, a w rundzie jesiennej przegrali nawet ze słabym VfB Stuttgart, i to aż 0:6. Z Pucharu Niemiec odpadli już w 2. rundzie, przegrali z Bayernem Monachium. Liga Mistrzów także zakończyła się dla klubu z północnych Niemiec bardzo szybko, bo już po fazie grupowej. Podopieczni Thomasa Schaafa wylądowali na ostatnim miejscu w tabeli grupy A i pozbawili się szans nawet na dogranie sezonu w Lidze Europejskiej.
À propos Thomasa Schaafa: trener pracuje w Werderze od ponad 11 lat. Przez całą jego kadencję w 1. Bundeslidze szkoleniowcy zmieniali się aż 193 razy. Schaaf wywalczył dublet, jego drużyna wielokrotnie kwalifikowała się do rozgrywek międzynarodowych, przez 11 sezonów wszystko szło jak po maśle. I nagle nadszedł kryzys, z jakim trener jeszcze nie musiał walczyć. Czy to wina jedynie odejścia Mesuta Özila? Czy wypalił się sam szkoleniowiec? Dlaczego inni podstawowi zawodnicy grają tak słabo i bez woli walki? Pytania znowu się mnożą, odpowiedzi jak na lekarstwo. Wiadomo, że Klaus Allofs nie chce zwalniać wieloletniego trenera i wierzy, że ten jakoś dotrze do swoich piłkarzy. Do tych, których już ma, bo na więcej nie może liczyć.
A jeśli nie? Zawodnicy i tak grają, jak by ich głównym celem była wizyta w 2. Bundeslidze, a nie Lidze Mistrzów. Szczytem wszystkiego, a raczej dnem, był ostatni mecz z FC Köln, w którym brakowało im chęci, pomysłu, serca do gry. W Bremie przestają się powoli oszukiwać i zaczynają głośno przyznawać: walczymy o utrzymanie. Te puste słowa na razie jeszcze nic nie wniosły, wzajemne oskarżenia nie pomagają. Piłkarze Werderu nie mieli w zasadzie styczności z prawdziwą walką o utrzymanie, być może po prostu nie wiedzą, jak się do niej zabrać. Tego typu dyletantyzm może im poważnie przeszkodzić. Oczywiście, nikt nie wątpi, że chcą nadal grać w najwyższej niemieckiej klasie rozgrywkowej, ale na razie jeszcze tego po nich nie widać. Zawodzą doświadczeni, na młodych też nie ma co liczyć… Ciekawe, czy stanie się cud i uratuje Schaafa oraz jego owieczki, które w najbliższym czasie czekają pojedynki z wysoko postawionymi Bayernem, Mainz i Hannoverem…








