W sobotnie popołudnie miałem wielką ochotę zobaczyć spotkanie Werderu Brema z VfB Stuttgart (wiadomo, duża liczba bramek gwarantowana). Los chciał jednak, że na moim ulubionym kanale sportowym postawili na inny „hit” 25. kolejki, a mianowicie na starcie FC Koln – Bayern Monachium…
Bohater Rhein-Energie Stadion
Przed meczem drużynie Zvonimira Soldo nie dawano wielkich szans, oczywiście przypominano jesienną konfrontację obu zespołów (na Allianz Arena padł bezbramkowy remis), ale po 24. kolejce to Bayern był liderem, a zespół z Kolonii zajmował 14. miejsce w tabeli. Gospodarze mieli jednak asa w rękawie, a mianowicie byłego napastnika „Bawarczyków”, Lukasa Podolskiego…
Urodzony w Gliwicach reprezentant Niemiec w tym sezonie spisywał się fatalnie, do spotkania z Bayernem przystępował mając na koncie zaledwie jedną bramkę (trafienie 13 września przeciwko Schalke Gelsenkirchen) i dwie asysty. Dorobek można powiedzieć skromny, jak nie tragiczny. Krytyka Podolskiego jednak ustała w sobotnie popołudnie, bo kibice w Kolonii ponownie zobaczyli tego Lukasa, z tych najlepszych lat. 24-latek biegał, dryblował, strzelał, kłócił się (nawet z Markiem Van Bommelem), faulował, robił po prostu wszystko, żeby udowodnić sobie i działaczom z Monachium, że Podolski to nadal wielki gracz.
„Koziołki” ostatecznie zremisowały z utytułowanym rywalem, Lukas strzelił cennego gola (pomógł mu w tym Hans-Jorg Butt) i jak zapowiada Soldo, jego napastnik ma w końcu zacząć regularnie zdobywać bramki. Ma na to nadzieję również Joachim Loew, który widzi w Podolskim podstawowego gracza „Nationalelf”.
Co z tym Leverkusen?
– To jest dla nas gorzka lekcja. Takiej klęski w tym sezonie jeszcze nie było i tym bardziej jest mi przykro. Jak tak się gra jak my, to nie można odnosić sukcesów – tak właśnie zareagował szkoleniowiec Bayeru Leverkusen Jupp Heynckes po pierwszej porażce w obecnych rozgrywkach. To musiało się w końcu zdarzyć, ale wszyscy eksperci, kibice myśleli, że „Aptekarze” polegną w starciu z Bayernem Monachium lub Schalke Gelsenkirchen. A tu taka niespodzianka…
Katem Bayeru okazał się 20-letni napastnik FC Nurnberg, Eric Choupo-Moting, który dwukrotnie w świetnym stylu uwolnił się spod opieki obrońców gości i pewnie pokonał Rene Adlera. Trzecie trafienie w tym spotkaniu dołożył Mickael Tavares i trzy punkty zostały na Easy-Credit Stadion. Co ciekawe, w starciu z zespołem z czołówki tabeli nie mógł zagrać ( z powodu nadmiaru żółtych kartek) najlepszy strzelec „Der Club”, Albert Bunjaku.
Jaka będzie przyszłość Bayeru i Norymbergi po tym spotkaniu? „Aptekarze” to nadal świetny zespół, który ma w swoich szeregach wielu zdolnych zawodników (tacy gracze, jak Tranquillo Barnetta czy Patrick Helmes w sobotę znaleźli się nawet na ławce rezerwowych) i będzie walczyć do ostatniej kolejki o miejsce w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Drużyna Dietera Heckinga (tak, tego, którego chwaliłem w moich komentarzach) marzy o utrzymaniu w Bundeslidze, choć łatwo nie będzie, bo z koszmaru budzi się Hannover 96, a i Hertha Berlin nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa…








