Bundesliga znacznie przyspieszyła, za nami kolejne dwie serie rozgrywek. Przebudził się Wolfsburg, odetchnął Feliks Magath… oraz Robert Lewandowski. Największe brawa należą się jednak Thomasowi Tuchelowi i jego piłkarzom.
Za nami pięć kolejek, a tabeli przewodzi FSV Mainz. Nie jest to żart, tylko święta prawda. Już w poprzednim sezonie zespół Tuchela kilkakrotnie pokazał się z dobrej strony (m.in. zwycięstwa z Bayernem Monachium, Borussią Dortmund i dwa razy z TSG Hoffenheim) i ostatecznie uplasował się na dziewiątej pozycji w tabeli.

Apetyty w Moguncji rosną, już mówi się o walce o europejskie puchary, choć to dopiero początek sezonu. Drużyna z Mainz świetnie wystartowała, ma w swoich szeregach nie tylko doświadczonych graczy (Noveski, Ivanschitz, Fuchs), ale także zdolną młodzież (Schurrle, Szalai, Holtby), jednak cele tego zespołu poznamy dopiero po zakończeniu rundy jesiennej. Na razie niech Thomas Tuchel spokojnie sobie pracuje.
Zadowolony jest Tuchel, radości nie kryje w ostatnim czasie również Steve McClaren. Ekipa z Wolfsburga w dwóch spotkaniach zdobyła sześć punktów i uciekła ze strefy spadkowej. Edin Dzeko nadal zaskakuje swoją formą strzelecką (pięć trafień w bieżących rozgrywkach, a łącznie już 61 goli w Bundeslidze), Diego próbuje zastąpić w zespole Zvjezdana Misimovicia, prawdziwą szansę dostał wreszcie Thomas Kahlenberg, a Brazylijczyk Grafite przypomniał sobie, że kiedyś był najlepszym snajperem Bundesligi. Negatywnie zaskakuje jedynie postawa Simona Kjaera, który na razie jest jak dziecko we mgle…
Lepiej radzi sobie za to inny debiutant – Robert Lewandowski. Były napastnik Lecha Poznań w drugim z kolei już meczu wpisał się na listę strzelców, a warto przypomnieć, że reprezentant Polski dokonał tego w ciągu 36 minut. Średnia znakomita, ale taka skuteczność wyjściowego składu nie wyczaruje, bo ofensywa Borussii z każdym dniem pięknieje – Barrios, Kagawa, Grosskreutz, Błaszczykowski, Götze, Zidan…
PS Wczoraj miałem w planie zobaczyć na żywo graczy z Dortmundu, ale oczywiście panowie z TV wybrali za mnie i puścili mecz HSV – Wolfsburg. Cieszę się jednak, że to spotkanie obejrzałem, a to za sprawą akcji Jonathana Pitroipy. Reprezentant Burkina Faso ośmieszył jednym zwodem byłego mistrza świata – Andree Barzaglego. To wyglądało tak, jakby Pitroipa jechał na skuterze, a Włoch gonił go pieszo…








