Bundesliga po raz kolejny dostarczyła swoim wiernym fanom wielu ciekawych wrażeń podczas 6. kolejki spotkań. Kibiców niektórych drużyn rozczarowała, a innym wlała nadzieję na nowy początek. Szczególnie takie odczucia może przeżywać Kolonia, która wreszcie zdobyła pierwszy punkt w sezonie. Po środowej kolejce nie było widać już śladu. Wszystkie zespoły mimo natłoku gier w minionym tygodniu żwawo ruszyły do zdobywania kolejnych punktów. Nie jest to jednak koniec maratonu dla drużyn, które grają w europejskich pucharach. Od wtorku do czwartku mierzyć się będą w drugiej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów i Ligi Europy.
Kolonia powoli odbija się od dna
Fatalny start sezonu podopiecznych Petera Stögera był jednym z najmniej spodziewanych wydarzeń początku sezonu Bundesligi. Zrozumiałe było, że utrata Anthony’ego Modeste’a odbije się na grze piłkarzy z Kolonii, ale nikt nie spodziewał się aż takiej tragedii. Zero punktów po pierwszych pięciu meczach sezonu i zdobyta zaledwie jedna bramka wywołały wręcz panikę wśród kibiców „Die Geißböcke”. Widać było od początku sezonu, że to nie są te same waleczne i skuteczne „Kozły”, co w poprzednich rozgrywkach. Mimo to ich kibice uznali, że najgorsze, co mogliby zrobić dla swojego klubu, to odwrócenie się od zespołu w tak trudnym momencie. Pokazuje to frekwencja na RheinEnergieStadion podczas meczu z Eintrachtem, gdy na stadionie zasiadło 49 tys. widzów, co stanowi niemal komplet. Jak widać, Kolonia mimo słabego startu sezonu nadal żyje futbolem.
Sam mecz 6. kolejki z Hannoverem 96, beniaminkiem Bundesligi, nie był jakimś porywającym spotkaniem w wykonaniu zespołu „Die Geißböcke”. Kolonia często była zmuszona do bronienia się, czego jednak gospodarze z Hannoveru nie potrafili przełamać. Ostatecznie po 90 minutach Peter Stöger wraz ze swoimi podopiecznymi mógł odetchnąć z ulgą i cieszyć się z pierwszego, cennego punktu w ligowych zmaganiach. Radość z remisu szybko jednak została zmącona. Okazało się, że kontuzji kolana dostał Marcel Risse, czyli jedna z kluczowych postaci zespołu z Kolonii.
Wpadka Bayernu
Mecz Bayernu z Wolfsburgiem zawsze wywołuje wielkie emocje w niemieckim futbolu. Ta rywalizacja przypomina o wielu niesamowitych chwilach, jakie działy się w spotkaniach między tymi drużynami. Polakom ten pojedynek nasuwa jedno, ale niezwykle jasne skojarzenie – pięć goli w dziewięć minut Roberta Lewandowskiego zdobyte 22 września 2015 roku. Dokładnie dwa lata później kapitan reprezentacji Polski, również w 6. kolejce spotkań Bundesligi, zmierzył się z klubem, przeciwko któremu dokonał rzeczy historycznej. Wszystko wskazywało na to, że Bayern wygra ten mecz łatwo, zwłaszcza że Wolfsburg był w trakcie wprowadzania nowego trenera, Martina Schmidta, do zespołu.
Wydawało się, że nic nie może zepsuć święta monachijczykom, zwłaszcza w trakcie Oktoberfest. Do przerwy wszystko szło zgodnie z planem, ponieważ Bayern prowadził 2:0 po bramkach Lewandowskiego i Robbena. Kibice Bayernu byli już niemal pewni zwycięstwa, lecz wtedy Wolfsburg nagle otrząsnął się i grając naprawdę dobrze po przerwie, przełamał Bayern. Kryzys, który aktualnie przeżywa mistrz Niemiec, dobitnie pokazała kuriozalna interwencja Svena Ulreicha, który zastępuje kontuzjowanego Neuera.









