Podopieczni Dariusza Wdowczyka zremisowali 1:1 z Jagiellonią Białystok. Najpierw objęli prowadzenie, lecz krótko potem goście zdobyli wyrównującego gola i taki rezultat utrzymał się do ostatniego gwizdka arbitra.
Pogoń Szczecin zremisowała trzy ostatnie ligowe spotkania, ale żeby odgrywać znaczącą rolę w górnej części klasyfikacji, potrzebowała zwycięstwa. Jagiellonia nie chciała łatwo oddać przeciwnikom inicjatywy i zamierzała od początku do końca walczyć o trzy punkty, które pomogą jej wskoczyć do pierwszej ósemki T-Mobile Ekstraklasy.

W pierwszych fragmentach meczu żadna drużyna nie miała pomysłu na swoje akcje, bo gra była bardzo chaotyczna. W 8. minucie Marcin Robak wyszedł w sytuacji sam na sam z bramkarzem, lecz ten doskonale się zachował i zażegnał niebezpieczeństwo. Jagiellonia nie chciała być gorsza i dlatego parę chwil później wyprowadziła groźny kontratak, który mógł zakończyć się golem. Piątkowski, dobrze ustawiony w okolicach pięciu metrów od bramki Janukiewicza, nie trafił w futbolówkę i akcja zakończyła się fiaskiem. Sprawdziło się powiedzenie, że niewykorzystane sytuacje lubią się mścić. W 17. minucie Akahoshi wrzucił piłkę w pole karne i z małej odległości wpakował piłkę do siatki.
Radość z gola trwała zaledwie dwie minuty, bo po dobrym dośrodkowaniu Quintany z rzutu rożnego bramkę zdobył Ukah. Był to sygnał, że w tym spotkaniu goście tanio skóry nie sprzedadzą i do końca będą zacięcie walczyć o zwycięstwo. Pogoń kilkukrotnie wyprowadzała groźne akcje, ale defensorzy przeciwnika potrafili koncertowo zażegnać niebezpieczeństwo. Do przerwy na stadionie w Szczecinie na tablicy świetlnej widniał wynik 1:1. Zawodnicy obu zespołów mieli nadzieję, że uda się przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę w drugiej części meczu.
Od początku drugiej połowy w natarciu była Pogoń Szczecin. Podopieczni Dariusza Wdowczyka dłużej utrzymywali się przy futbolówce i zacięcie walczyli o każdą piłkę. W 61. minucie powstało spore zagrożenie w polu karnym Jagiellonii. Najpierw Baran wybronił strzał, po którym dobijać próbował Maksymilian Rogalski, lecz defensorzy stworzyli zaporę trudną do przejścia i zablokowali uderzenie.
Czas upływał nieubłaganie, a piłkarze wyprowadzali kontrataki z mniejszym animuszem. Nie byli już w stanie zdobyć zwycięskiego gola przed ostatnim gwizdkiem arbitra, więc mecz zakończył się remisem 1:1. Biorąc pod uwagę przebieg starcia, można powiedzieć, że był to w miarę zasłużony wynik, bo obie strony miały sytuacje, żeby wygrać, ale nie potrafiły ich wykorzystać.











