W niezwykle interesującym spotkaniu w Manchesterze mistrzowie Anglii pokonali Queens Park Rangers. Wynik 3:1 to wyjątkowo niski wymiar kary, ale należy zaznaczyć, iż „Citizens” mogli uniknąć nerwowej końcówki, gdyby wykorzystali sytuacje z pierwszej połowy.
Sobotni wieczór na Etihad Stadium zapowiadał się bardzo ciekawie. Naprzeciw siebie stanęły zespoły, które dostarczyły niezwykle wielu emocji na koniec zeszłego sezonu. Wtedy to „The Citizens” w doliczonym czasie gry zdołali strzelić zwycięskiego gola, dzięki czemu wygrali 3:2 i zdobyli mistrzostwo Anglii. Początek spotkania należał zdecydowanie do gospodarzy. Już w 4. minucie Dzeko mógł otworzyć wynik, lecz jego uderzenie głową po dośrodkowaniu z rzutu rożnego minęło światło bramki Greena. Kilka chwil później również tą samą częścią ciała strzelał Yaya Toure, ale także tym razem golkiper zachował się bez zarzutu. Gospodarze cały czas naciskali drużynę przyjezdną, jednak w pierwszym kwadransie nie udało im się zdobyć bramki. Jeśli nie dawał rady bramkarz, to obrońca był w stanie wybić piłkę z linii bramkowej.

W 16. minucie 1:0 dla „Citizens”! W tej sytuacji piłkarz z Wybrzeża Kości Słoniowej grający w środku pola strzelił z bliskiej odległości, dobijając zablokowany wcześniej strzał Teveza. Trzeba przyznać, że obaj gracze rozgrywali dzisiaj świetne spotkanie, co bardzo szybko przyniosło efekt. Już pięć minut później gospodarze mogli prowadzić dwoma bramkami. Po ładnie rozegranej kombinacyjnej akcji w pole karne wpadł Kolarov, lecz niedokładnie zagrał po skosie do Teveza. Gdyby tylko zauważył Dzeko, lepiej ustawionego aniżeli jego partner z ataku, pewnie byłby gol.
Ależ okazja! Ależ interwencja Greena! Nie dał się pokonać Silvie z pięciu metrów dzięki instynktownemu wybiciu piłki na rzut rożny. Wystarczyło kilka szybkich podań, by rozpracować defensywę londyńczyków i doprowadzić do kolejnej sytuacji bramkowej. Choć cały czas dominowali „Citizens”, nie można jednoznacznie stwierdzić, iż byli w tym spotkaniu całkowicie bez szans. Wraz z upływającym czasem pozwalali sobie na coraz więcej w ataku i niewykluczone było, że goście mogli jeszcze napsuć krwi Roberto Manciniemu i jego podopiecznym. Pamiętamy jego niezwykle ekspresywne zachowanie podczas majowego spotkania… Tym bardziej że City raziło nieskutecznością w ofensywie, szczególnie zagrania Davida Silvy. W 45. minucie sędzia po raz pierwszy w tym spotkaniu postanowił sięgnąć do kieszeni po kartkę. Żółty kartonik otrzymał Kolarov, który nieprzepisowo zatrzymywał Wrighta-Phillipsa szarżującego prawą stroną. Do przerwy wynik nie uległ zmianie i Manchester City zasłużenie prowadził 1:0, choć miał bardzo wiele sytuacji, by na drugą połowę wychodzić z większą zaliczką.










