Legia Warszawa już oficjalnie potwierdziła, że na zgrupowaniu w Belek pojawił się Taye Taiwo. Nigeryjski piłkarz na razie będzie trenował z zespołem mistrza Polski, a potem? Jeśli się sprawdzi, to pozostanie w stolicy naszego kraju na dłużej. I miejmy nadzieję, że sprawdzi się lepiej niż pozostali Nigeryjczycy, którzy mieli okazję występować w barwach „Wojskowych”.
Cała „zabawa” zaczęła się dość niewinnie. Klasycznie atmosferę podgrzał Bogusław Leśnodorski, który umiejętnie używa Twittera do grania z kibicami i dziennikarzami. Co prezes Legii Warszawa zamieścił tym razem?
No i rozpoczęła się loteria nazwisk. Jeśli poszukamy głębiej, znajdziemy odpowiedzi pokroju Tarkadiusz Tiech czy Tikel Tarraubarena. Jeden z kibiców zagłębił się w temat i zaproponował wciąż młodego Thomasa Toure. Kreatywność kibiców nie zna jednak granic, bo przypuszczano, że może chodzić również o Arkadiusza Malarza.
https://twitter.com/TraditionalPol/status/559446270004445184
Kibice szybko jednak domyślili się, że tak naprawdę chodzi o Taye Taiwo. Z marketingowego punktu widzenia to zdecydowanie strzał w dziesiątkę. Doskonale wiemy, jak fani „Wojskowych” zareagowali na przyjście i (znakomitą) grę gwiazdy francuskiej piłki, Daniela Ljuboji. Nic więc dziwnego, że zapanowała radość, gdy ponad 200-krotny reprezentant Olympique Marsylii czy były zawodnik AC Milan zasila taką ligę jak T-Mobile Ekstraklasa.
Gra warta świeczki
Przyjście zawodnika z takim piłkarskim CV to zawsze duże ryzyko. To chyba oczywiste, że gdy piłkarz reprezentuje barwy tureckiego przeciętniaka to nie po to, by rozwijać dalej swoje umiejętności i podbijać tamten rynek, a po prostu po to, by rozbić bank. Pytanie również, ile Taiwo zostało z zawodnika grającego znakomicie (kilkakrotnie w jedenastce sezonu) w Ligue 1. Podobne wątpliwości pojawiały się jednak przecież również podczas kontraktowania Serba. Jak się skończyło? Pamiętamy chyba wszyscy…
Dla Legii Warszawa Taiwo może okazać się bezcenny. Przed mistrzami kraju bardzo ciężka batalia z Ajaksem Amsterdam, a w tym momencie kontuzjowani są Ondrej Duda i, co gorsza, Tomasz Brzyski. Nigeryjczyk na spokojnie mógłby zastąpić o cztery lata starszego Polaka, u którego doszło do małego złamania zmęczeniowego kości sześciennej prawej stopy, co wyklucza go z gry na najbliższe kilka tygodni. W sytuacji, gdy ciężko o zmiennika, przydatność i obecność w składzie 54-krotnego reprezentanta kraju może okazać się nieoceniona.











