Liverpool znów zawodzi. Tym razem drużyna z Anfield Road przegrała 1:0 z Wolverhampton. Jedyną bramkę w tym spotkaniu zdobył Stephen Ward.
Jako pierwsi strzał na bramkę przeciwnika oddali piłkarze Wolverhampton, a konkretnie Nenad Milijas. Uderzenie zawodnika gości było jednak niecelne. Już chwilę później Stephen Hunt bardzo ładnie ograł Glena Johnsona i podał do Christophe’a Berry, który również nie zdołał trafić w światło bramki. Liverpool nie zamierzał tylko i wyłącznie się bronić. Już po chwili Fernando Torres bardzo dobrze wypatrzył Raula Meirelesa. Portugalczyk nie zdołał trafić do siatki tylko dlatego, że bardzo dobrą interwencją popisał się w tej sytuacji Wayne Hennesey. Na początku spotkania aktywny był Hunt, ale jego uderzenie także nie znalazło drogi do bramki rywala. W 23. minucie spotkania gospodarze przeprowadzili groźny kontratak, a pierwszą okazję do zdobycia gola miał Torres, lecz uderzenie reprezentanta Hiszpanii było niecelne.

Liverpool w dalszym ciągu atakował, ale wysiłki podopiecznych Roya Hodgsona nie przynosiły żadnych rezultatów, nie potrafili oni bowiem stworzyć dobrych sytuacji strzeleckich. Jedenaście minut przed końcem pierwszej części gry Dirk Kuyt podał do Davida N’Goga, ten jednak strzelił wprost w bramkarza rywali. Kolejny strzał tego piłkarza został z kolei zablokowany przez Berrę. Więcej okazji w pierwszej połowie zawodnicy obu drużyn stworzyć już nie zdołali. Kibice na Anfield najwyraźniej nie byli tym faktem zbytnio zachwyceni, od czasu do czasu z trybun słychać było bowiem gwizdy. Co innego fani „Wilków”, których taki wynik w meczu z bardziej utytułowanym rywalem satysfakcjonował. Przed drugą częścią gry mieli oni bardzo duże nadzieje na pozytywny dla Wolverhampton rezultat.
Nadzieje te okazały się uzasadnione. Dwie okazje do zmiany wyniku tuż po przerwie miał co prawda N’Gog, lecz albo strzelał w siedzących za bramką widzów, albo wprost w bramkarza gości. Jedenaście minut po wznowieniu gry obawy kibiców Liverpoolu znalazły potwierdzenie na boisku. Obrońców „The Reds” ograł Sylvan Ebanks-Blake i zagrał do Stephena Warda, który bez najmniejszych problemów pokonał Pepe Reinę. Trzeba przyznać, że piłkarze Wolverhampton na tę bramkę zdecydowanie zasłużyli. Nieprzypadkowo strzelił ją właśnie Ward, który w tym spotkaniu był bardzo aktywny. Sześć minut później Meireles próbował podać do N’Goga, ale niebezpieczeństwo pewną interwencją zażegnał Richard Stearman. W 69. minucie meczu do wyrównania starał się doprowadzić Ryan Babel, który na murawie pojawił się kilka minut wcześniej. Jego uderzenie nie trafiło jednak w światło bramki.
Osiem minut przed końcem spotkania prowadzenie gości mógł podwyższyć Ebanks-Blake, ale także strzelił niecelnie. Sześć minut później kibice Liverpoolu cieszyli się z bramki wyrównującej, kiedy to piłkę w siatce umieścił Martin Skrtel. Ich radość nie trwała jednak zbyt długo, arbiter tego gola bowiem nie uznał, dopatrując się pozycji spalonej obrońcy gospodarzy. Zawodników Hodgsona nie było stać już na nic więcej i mecz zakończył się zwycięstwem Wolverhampton 1:0. Liverpool po raz kolejny w tym sezonie zawiódł. „Wilki ”odniosły natomiast pierwsze zwycięstwo nad ekipą „The Reds” od ponad 20 lat.











