Jens Lehmann powiedział przed derbami Niemiec, że przy ewentualnym zwycięstwie „Bawarczyków” Bundesliga stanie się zwyczajnie nudna. Jak pamiętamy, Borussia nie była się w stanie przeciwstawić, a porażka 0:3 znacząco przybliżyła nas do odpowiedzi na pytanie, kto wygra niemiecką ekstraklasę. Czy słowa golkipera się spełnią? Trudno stwierdzić. „Pechowa trzynastka” przyniosła nam wielkie emocje. Czy tak samo będzie w przypadku czternastej kolejki?
Niestety. Ta seria spotkań wielkich fajerwerków, medialnego szumu i transmisji na sto kilkadziesiąt państw na świecie nam nie przyniesie. Po punkcie kulminacyjnym rundy jesiennej przyszedł czas na antyczne katharsis. W starożytnej Grecji polegało ono na oczyszczeniu widzów z wszelkich emocji. Nie inaczej będzie za naszą zachodnią granicą w ten weekend. Próżno szukać spotkań, które rozgrzeją nas do czerwoności i przyprawią o tachykardię. Nie zabraknie jednak meczów, które obejrzeć zwyczajnie się powinno. Tym razem będzie to niedzielne starcie Borussii Moenchengladbach z Freiburgiem.
Podopieczni Christiana Streicha pojadą na Borussia-Park w znakomitych humorach. Po przyzwoitym spotkaniu ze Slovanem Liberec powrócili do rywalizacji o awans do fazy pucharowej Ligi Europy. Kluczowe okaże się starcie z Sevillą. Niemcy faworytami nie będą, jednak nie mają zamiaru poddać się bez walki. Europejski sen może dla nich trwać przez kolejne kilka miesięcy. – To wspaniałe, że ci chłopcy mogą grać w tych rozgrywkach. Panuje wielka radość. Zespół cały czas stara się grać razem, wspierają się. Na nieszczęście dla nich sen równie szybko może zamienić się w bardzo bolesny upadek. Ich sytuacja w tabeli jest nie najlepsza. Na co zdadzą się niesamowite rezultaty na globalnym parkiecie, jeśli widmo spadku do 2. Bundesligi zaczyna zbliżać się w stronę Badenova-Stadion?
Szampańskie nastroje spróbuje przytłumić Borussia Moenchengladbach. Podopieczni Luciena Favre, podobnie jak ich niedzielni przeciwnicy, wiedzą, co oznacza granie spotkań w jedynie kilkudniowym odstępie. „Źrebaki” po znakomitym sezonie 2011/2012 zagrały w eliminacjach Champions League, a nie przebrnąwszy kwalifikacji, trafili do rozgrywek niższych rangą. Walkę o jak najlepszy rezultat w LE okupili spadkiem formy na krajowym podwórku, gdzie ostatecznie zajęli 8. miejsce. To nie miało prawa zaspokoić rozbudzonych apetytów fanów „Die Fohlen”, którym trudno było się pogodzić z porażkami z niżej notowanymi rywalami.
W tym roku ponownie przyszła zwyżka formy, która pozwala im utrzymywać krótki dystans do podium (trzy oczka do imienniczki z Dortmundu). Co jest przyczyną lepszych nastrojów na Borussia-Park? Do tej pory silna ofensywa osłabiana była przez luki w cofniętych formacjach. Lucien Favre dokonał jednak cudu, sprawiając, że jego defensywa jest piątą najlepszą w całej lidze. Głównym czynnikiem był oczywiście dobór piłkarzy, którzy mieli w tej obronie zagrać. Jednym z najsilniejszych i najpewniejszych tam punktów jest Martin Stranzl. Austriakowi wygasa jednak kontrakt i mimo 33 wiosen na karku mógłby być łakomym kąskiem transferowym w nadchodzącym okienku. Kluczowym słowem jest „mógłby”. Niemiecki serwis Kicker poinformował w piątek, że zawodnik podpisał nowy kontrakt z klubem, który miałby wygasać w czerwcu 2015 roku. Jeśli te informacje okażą się prawdziwe, to obrona „Die Fohlen” (zestawienie Korb-Janstchke-Stranzl-Wendt) byłaby jedną ze starszych w lidze. Średnia wieku tych piłkarzy przekracza bowiem 26 lat. Tylko czy ta defensywa nie jest jak wino? Im starsza tym lepsza?








