30. turę pojedynków ligowych angielskiej Premier League, podobnie jak poprzednią, najkrócej można opisać mianem kolejki jednego szlagieru. Tym spotkaniem będzie oczywiście mecz pomiędzy dwiema londyńskimi ekipami – Chelsea i Tottenhamem. Pozostałe potęgi angielskiego futbolu będą się mierzyć z zespołami teoretycznie dużo od siebie słabszymi. Na dziewięć kolejek przed zakończeniem ligowych zmagań w grze o tytuł liczą się już tylko dwie drużyny z Manchesteru. Bardzo ciekawie zapowiada się natomiast rywalizacja o prawo gry w Lidze Mistrzów oraz o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Już na starcie kolejki będziemy mieli okazję zobaczyć najciekawsze spotkanie. W sobotę o 13:45 na Stamford Bridge Chelsea będzie podejmować „Koguty”. W tym derbowym pojedynku zmierzą się drużyny sąsiadujące ze sobą nie tylko na mapie, ale również w ligowej tabeli. „The Blues” ostatnio zwycięstwa regularnie przeplatają porażkami, więc skoro w ostatniej kolejce na Etihad Stadium stracili punkty, to być może tym razem przyszła pora na wygraną. Podopieczni Harry’ego Redknappa spisują się ostatnio fatalnie, pomimo świetnego całego sezonu. Dopiero w poprzednim spotkaniu ze Stoke City udało się im przerwać serię trzech porażek z rzędu. Wówczas Tottenham grał jednak na White Hart Lane, a teraz pojedzie na stadion przeciwnika. A to dla Redknappa i jego zespołu zła wiadomość, bo „Koguty” nie wygrały w żadnym z pięciu ostatnich meczów, w których występowały jako goście (zaliczyły trzy porażki i dwa remisy). Warto jednak, ku pokrzepieniu serc kibiców Tottenhamu, przypomnieć stare piłkarskie porzekadło: „mecze derbowe rządzą się swoimi prawami”.
Gylfi Sigurdsson jest ostatnio w wysokiej formie (fot. SkySports.com)
Chwilę po zakończeniu meczu Chelsea – Tottenham, czyli o 16:00, rozpoczną się następne spotkania. W jednym z nich kolejna londyńska ekipa – Arsenal, podejmie na Emirates Stadium Aston Villę. „Kanonierzy” wygrali sześć ostatnich ligowych spotkań z rzędu i są w tej chwili w najlepszej formie spośród wszystkich drużyn Premier League. Ekipa z Birmingham również jest w czymś najlepsza. W remisowaniu. W tym sezonie jej mecze aż 12 razy pozostawały nierozstrzygnięte. W poprzednim pojedynku obu drużyn w tym sezonie górą była ekipa prowadzona przez Arsene Wengera. Bramki strzelili dla niej wówczas van Persie i Benayoun, a dla Aston Villi – Albrighton.
Równolegle toczyć się będzie spotkanie Swansea – Everton. Największa rewelacja rozgrywek, drużyna prowadzona przez Brendana Rodgersa, wygrała ostatnie trzy spotkania z rzędu, w tym mecz z ówczesnym liderem tabeli, Manchesterem City. W tych trzech potyczkach brylował zwłaszcza Gylfi Sigurdsson, który zdobył w nich aż cztery gole. Dzięki tak dobrej postawie „Łabędzie” zajmują świetną ósmą lokatę. Everton gra ostatnio w kratkę i zajmuje dziesiąte miejsce w tabeli. W ostatnim bezpośrednim starciu zespołów górą była właśnie drużyna z Liverpoolu, a jedynego gola strzelił Leon Osman.
Druga drużyna z miasta Beatlesów, FC Liverpool, w tym samym czasie będzie się mierzyć ze słabym Wigan. Zespół Roberto Martineza pokazał ostatnio, że zasługuje co najwyżej na to miejsce w tabeli, na którym znajduje się w tej chwili, czyli przedostatnie. W ostatnich sześciu meczach zdobył bowiem tylko siedem punktów, przy bardzo sprzyjającym kalendarzu. Teraz przed Wigan mecze m.in. z czterema gigantami Premier League, więc wygląda na to, że jednego pewniaka do spadku już mamy. Biorąc pod uwagę umiejętności graczy obu drużyn, Liverpool powinien spokojnie zjeść rywali na kolację. Jednak w trzech ostatnich pojedynkach ligowych pomiędzy tymi drużynami padały remisy, a w jeszcze wcześniejszym wygrało Wigan. Na dodatek Liverpool gra ostatnimi czasy kiepsko, przegrał cztery z pięciu ostatnich meczów. Wyjątkiem było derbowe spotkanie z Evertonem, w którym Liverpool zagrał tak, jak powinien.
Pogromca Liverpoolu z poprzedniej kolejki, Queens Park Rangers, tym razem pojedzie do Sunderlandu. Bilans spotkań QPR z Sunderlandem jest dla zespołu Marka Hughesa bardzo niekorzystny. Drużyna ze Stadium of Light wygrała cztery ostatnie bezpośrednie starcia. To tylko jeden z powodów, dla których można uważać, że zespół prowadzony przez Martina O’Neilla będzie faworytem. Poza tym jest gospodarzem spotkania, a w ostatnim czasie radzi sobie świetnie w tej roli. Również w tabeli obie drużyny dzieli przepaść – QPR dopiero po ostatnim zwycięstwie nad Liverpoolem wyskoczyło ponad strefę spadkową, a Sunderland znajduje się na dziewiątym miejscu.
Skoro o strefie spadkowej mowa, to trzeba wspomnieć również o meczu Boltonu z Blackburn na Reebook Stadium, czyli pojedynku stałych bywalców tych okolic tabeli w tym sezonie. Trudno wytypować zwycięzcę tego spotkania, ponieważ obie ekipy będą rozpaczliwie walczyć o utrzymanie w Premier League, więc każda z nich będzie chciała dopisać trzy punkty do swojego konta. Blackburn ma za sobą dwa bardzo udane, wygrane mecze, dzięki którym podopieczni Steve’a Keana wywindowali się na 16. miejsce. Bolton natomiast zagra pierwszy raz od czasu spotkania z Tottenhamem w Pucharze Anglii, w którym ataku serca doznał Fabrice Muamba. Szkoleniowiec zespołu Owen Coyle stwierdził, że trudno będzie się skupić w tym meczu na grze, bo wszyscy nadal mają w głowach to, co przytrafiło się młodemu Anglikowi.
Na Carrow Road Norwich będzie podejmować Wolverhampton. „Kanarki” wcale nie muszą jednak zostać pożarte przez „Wilki”, Wolverhampton jest bowiem ostatnią drużyną w tabeli ligowej i spisuje się katastrofalnie. Wydawałoby się, że w tak silnej lidze nie ma chłopców do bicia, ale jeszcze kilka wyników takich jak w ostatnich spotkaniach (5:0 z Manchesterem United, 5:0 z Fulham, 5:1 z WBA) i będzie można śmiało nazywać tak drużynę z Molineux Stadium. Norwich spisuje się przyzwoicie jak na beniaminka, zajmując 14. pozycję z 13 punktami przewagi nad strefą spadkową.
Sobotni maraton Premier League zakończy mecz Stoke City – Manchester City, który zostanie rozegrany o 18:30. Faworyt tego meczu jest jeden. W rundzie jesiennej zespół z Etihad Stadium zwyciężył pewnie 3:0 na własnym obiekcie. Trudno przewidywać, by tym razem było inaczej, zważywszy na fakt, że „The Citizens” do samego końca będą walczyć o mistrzostwo i nie mogą sobie pozwolić na stratę punktów. Stoke jednak w ostatniej kolejce było bardzo bliskie wygranej z Tottenhamem, co pokazuje, że potrafi walczyć z drużynami z czołówki.
W niedzielę rozegrany zostanie tylko jeden mecz. O godzinie 17:00 West Bromwich Albion zmierzy się na własnym stadionie z Newcastle United. „Sroki” nie prezentują już takiej formy jak na początku sezonu. Nadal jednak mają w swoim składzie zawodników wyższej klasy, niż piłkarze występujący w zespole WBA. Ekipa z The Hawthorns wydaje się jednak być na fali wznoszącej – miesiąc temu potrafiła wygrywać 5:1 z Wolverhampton, 4:0 z Sunderlandem czy 1:0 z Chelsea. Dlatego też podopiecznych Roya Hodgsona nie należy skreślać, są nieprzewidywalni i mogą napsuć Newcastle sporo krwi.
Kolejkę zakończy poniedziałkowy mecz mistrza Anglii z drużyną Fulham Londyn. „Czerwone Diabły” powinny bez problemu poradzić sobie z zajmującą 12. miejsce drużyną Martina Jola, tak jak to zrobiły w grudniowym starciu obu drużyn. Wówczas na Craven Cottage zawodnicy United zwyciężyli 5:0. Wygląda na to, że na Old Trafford może paść podobny wynik, bo nie dość, że gospodarze są drużyną lepszą i są w dobrej dyspozycji (wygrali pięć ostatnich ligowych meczów z rzędu, dzięki czemu wskoczyli na pozycję lidera), to jeszcze bardziej niż Fulham potrzebują punktów. „The Cottagers” nie walczą już właściwie o nic – od miejsca w strefie spadkowej dzieli ich dość bezpieczne 13 punktów, a o zajęciu miejsca promującego grą w europejskich pucharach nie mają co marzyć.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
30. turę pojedynków ligowych angielskiej Premier League, podobnie jak poprzednią, najkrócej można opisać mianem kolejki jednego szlagieru. Tym spotkaniem będzie oczywiście mecz pomiędzy dwiema londyńskimi ekipami – Chelsea i Tottenhamem. Pozostałe potęgi angielskiego futbolu będą się mierzyć z zespołami teoretycznie dużo od siebie słabszymi. Na dziewięć kolejek przed zakończeniem ligowych zmagań w grze o tytuł liczą się już tylko dwie drużyny z Manchesteru. Bardzo ciekawie zapowiada się natomiast rywalizacja o prawo gry w Lidze Mistrzów oraz o utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Już na starcie kolejki będziemy mieli okazję zobaczyć najciekawsze spotkanie. W sobotę o 13:45 na Stamford Bridge Chelsea będzie podejmować „Koguty”. W tym derbowym pojedynku zmierzą się drużyny sąsiadujące ze sobą nie tylko na mapie, ale również w ligowej tabeli. „The Blues” ostatnio zwycięstwa regularnie przeplatają porażkami, więc skoro w ostatniej kolejce na Etihad Stadium stracili punkty, to być może tym razem przyszła pora na wygraną. Podopieczni Harry’ego Redknappa spisują się ostatnio fatalnie, pomimo świetnego całego sezonu. Dopiero w poprzednim spotkaniu ze Stoke City udało się im przerwać serię trzech porażek z rzędu. Wówczas Tottenham grał jednak na White Hart Lane, a teraz pojedzie na stadion przeciwnika. A to dla Redknappa i jego zespołu zła wiadomość, bo „Koguty” nie wygrały w żadnym z pięciu ostatnich meczów, w których występowały jako goście (zaliczyły trzy porażki i dwa remisy). Warto jednak, ku pokrzepieniu serc kibiców Tottenhamu, przypomnieć stare piłkarskie porzekadło: „mecze derbowe rządzą się swoimi prawami”.
Gylfi Sigurdsson jest ostatnio w wysokiej formie (fot. SkySports.com)
Chwilę po zakończeniu meczu Chelsea – Tottenham, czyli o 16:00, rozpoczną się następne spotkania. W jednym z nich kolejna londyńska ekipa – Arsenal, podejmie na Emirates Stadium Aston Villę. „Kanonierzy” wygrali sześć ostatnich ligowych spotkań z rzędu i są w tej chwili w najlepszej formie spośród wszystkich drużyn Premier League. Ekipa z Birmingham również jest w czymś najlepsza. W remisowaniu. W tym sezonie jej mecze aż 12 razy pozostawały nierozstrzygnięte. W poprzednim pojedynku obu drużyn w tym sezonie górą była ekipa prowadzona przez Arsene Wengera. Bramki strzelili dla niej wówczas van Persie i Benayoun, a dla Aston Villi – Albrighton.
Równolegle toczyć się będzie spotkanie Swansea – Everton. Największa rewelacja rozgrywek, drużyna prowadzona przez Brendana Rodgersa, wygrała ostatnie trzy spotkania z rzędu, w tym mecz z ówczesnym liderem tabeli, Manchesterem City. W tych trzech potyczkach brylował zwłaszcza Gylfi Sigurdsson, który zdobył w nich aż cztery gole. Dzięki tak dobrej postawie „Łabędzie” zajmują świetną ósmą lokatę. Everton gra ostatnio w kratkę i zajmuje dziesiąte miejsce w tabeli. W ostatnim bezpośrednim starciu zespołów górą była właśnie drużyna z Liverpoolu, a jedynego gola strzelił Leon Osman.
Druga drużyna z miasta Beatlesów, FC Liverpool, w tym samym czasie będzie się mierzyć ze słabym Wigan. Zespół Roberto Martineza pokazał ostatnio, że zasługuje co najwyżej na to miejsce w tabeli, na którym znajduje się w tej chwili, czyli przedostatnie. W ostatnich sześciu meczach zdobył bowiem tylko siedem punktów, przy bardzo sprzyjającym kalendarzu. Teraz przed Wigan mecze m.in. z czterema gigantami Premier League, więc wygląda na to, że jednego pewniaka do spadku już mamy. Biorąc pod uwagę umiejętności graczy obu drużyn, Liverpool powinien spokojnie zjeść rywali na kolację. Jednak w trzech ostatnich pojedynkach ligowych pomiędzy tymi drużynami padały remisy, a w jeszcze wcześniejszym wygrało Wigan. Na dodatek Liverpool gra ostatnimi czasy kiepsko, przegrał cztery z pięciu ostatnich meczów. Wyjątkiem było derbowe spotkanie z Evertonem, w którym Liverpool zagrał tak, jak powinien.
Pogromca Liverpoolu z poprzedniej kolejki, Queens Park Rangers, tym razem pojedzie do Sunderlandu. Bilans spotkań QPR z Sunderlandem jest dla zespołu Marka Hughesa bardzo niekorzystny. Drużyna ze Stadium of Light wygrała cztery ostatnie bezpośrednie starcia. To tylko jeden z powodów, dla których można uważać, że zespół prowadzony przez Martina O’Neilla będzie faworytem. Poza tym jest gospodarzem spotkania, a w ostatnim czasie radzi sobie świetnie w tej roli. Również w tabeli obie drużyny dzieli przepaść – QPR dopiero po ostatnim zwycięstwie nad Liverpoolem wyskoczyło ponad strefę spadkową, a Sunderland znajduje się na dziewiątym miejscu.
Skoro o strefie spadkowej mowa, to trzeba wspomnieć również o meczu Boltonu z Blackburn na Reebook Stadium, czyli pojedynku stałych bywalców tych okolic tabeli w tym sezonie. Trudno wytypować zwycięzcę tego spotkania, ponieważ obie ekipy będą rozpaczliwie walczyć o utrzymanie w Premier League, więc każda z nich będzie chciała dopisać trzy punkty do swojego konta. Blackburn ma za sobą dwa bardzo udane, wygrane mecze, dzięki którym podopieczni Steve’a Keana wywindowali się na 16. miejsce. Bolton natomiast zagra pierwszy raz od czasu spotkania z Tottenhamem w Pucharze Anglii, w którym ataku serca doznał Fabrice Muamba. Szkoleniowiec zespołu Owen Coyle stwierdził, że trudno będzie się skupić w tym meczu na grze, bo wszyscy nadal mają w głowach to, co przytrafiło się młodemu Anglikowi.
Na Carrow Road Norwich będzie podejmować Wolverhampton. „Kanarki” wcale nie muszą jednak zostać pożarte przez „Wilki”, Wolverhampton jest bowiem ostatnią drużyną w tabeli ligowej i spisuje się katastrofalnie. Wydawałoby się, że w tak silnej lidze nie ma chłopców do bicia, ale jeszcze kilka wyników takich jak w ostatnich spotkaniach (5:0 z Manchesterem United, 5:0 z Fulham, 5:1 z WBA) i będzie można śmiało nazywać tak drużynę z Molineux Stadium. Norwich spisuje się przyzwoicie jak na beniaminka, zajmując 14. pozycję z 13 punktami przewagi nad strefą spadkową.
Sobotni maraton Premier League zakończy mecz Stoke City – Manchester City, który zostanie rozegrany o 18:30. Faworyt tego meczu jest jeden. W rundzie jesiennej zespół z Etihad Stadium zwyciężył pewnie 3:0 na własnym obiekcie. Trudno przewidywać, by tym razem było inaczej, zważywszy na fakt, że „The Citizens” do samego końca będą walczyć o mistrzostwo i nie mogą sobie pozwolić na stratę punktów. Stoke jednak w ostatniej kolejce było bardzo bliskie wygranej z Tottenhamem, co pokazuje, że potrafi walczyć z drużynami z czołówki.
W niedzielę rozegrany zostanie tylko jeden mecz. O godzinie 17:00 West Bromwich Albion zmierzy się na własnym stadionie z Newcastle United. „Sroki” nie prezentują już takiej formy jak na początku sezonu. Nadal jednak mają w swoim składzie zawodników wyższej klasy, niż piłkarze występujący w zespole WBA. Ekipa z The Hawthorns wydaje się jednak być na fali wznoszącej – miesiąc temu potrafiła wygrywać 5:1 z Wolverhampton, 4:0 z Sunderlandem czy 1:0 z Chelsea. Dlatego też podopiecznych Roya Hodgsona nie należy skreślać, są nieprzewidywalni i mogą napsuć Newcastle sporo krwi.
Kolejkę zakończy poniedziałkowy mecz mistrza Anglii z drużyną Fulham Londyn. „Czerwone Diabły” powinny bez problemu poradzić sobie z zajmującą 12. miejsce drużyną Martina Jola, tak jak to zrobiły w grudniowym starciu obu drużyn. Wówczas na Craven Cottage zawodnicy United zwyciężyli 5:0. Wygląda na to, że na Old Trafford może paść podobny wynik, bo nie dość, że gospodarze są drużyną lepszą i są w dobrej dyspozycji (wygrali pięć ostatnich ligowych meczów z rzędu, dzięki czemu wskoczyli na pozycję lidera), to jeszcze bardziej niż Fulham potrzebują punktów. „The Cottagers” nie walczą już właściwie o nic – od miejsca w strefie spadkowej dzieli ich dość bezpieczne 13 punktów, a o zajęciu miejsca promującego grą w europejskich pucharach nie mają co marzyć.