W pierwszym z niedzielnych hitów Tottenham na White Hart Lane upokorzył Liverpool, pokonując go aż 4:0. „The Reds” przez niemal godzinę grali w dziesiątkę, a od 62. minuty w dziewiątkę. W ekipie z Liverpoolu wyraźnie brakuje lidera w postaci Stevena Gerrarda.
Po koszmarnym początku i dwóch porażkach z Manchesterami, Tottenham w ostatniej kolejce odniósł swoje pierwsze zwycięstwo, pokonując „Wilki” 2:0. Tym razem „Koguty” na swoim stadionie gościły kolejny zespół z „Wielkiej Piątki” – Liverpool. „The Reds” mają zupełnie odwrotną passę do londyńskiego klubu, po dwóch zwycięstwach zanotowali sensacyjną przegraną ze Stoke 0:1, ten mecz miał pokazać, że był to jedynie przypadek.

Jednak już od pierwszych minut Tottenham zaczął atakować połowę Liverpoolu. Wynik mógł otworzyć w 2. minucie Emmanuel Adebayor, który otrzymał znakomite podanie od Niko Krancjara. Reprezentant Toga mimo bardzo dobrej okazji, fatalnie przestrzelił niczym piłkarz młodzieżówki. Co nie udało się wypożyczonemu z City napastnikowi, udało się Luce Modrociowi. Po bardzo składnej akcji z udziałem Bale i Defoe, piłka trafiła pod nogi Chorwata, który pięknym uderzeniem zza pola karnego nie dał najmniejszych szans na interwencję Jose Reinie. „Koguty” wciąż były na fali i szukały okazji do zdobycia bramki, zamęt w szeregach defensywy „The Reds” siał Gareth Bale, który swoimi szarżami lewą stroną boiska i dośrodkowaniami w pole karne szukał Defoe i Adebayora.
W 13. minucie zespół z północnej dzielnicy Londynu mógł prowadzić dwoma bramkami, znowu o strzał zza pola karnego pokusił się Modrić, ale tym razem Reina zdołał sparować jego uderzenie. Pięć minut później piłka zatrzepotała w siatce Tottenhamu, jednak gol nie został uznany. Luis Suarez, który ostatni dotknął piłki, był na pozycji spalonej. Na odpowiedź Tottenhamu nie trzeba było długo czekać, niezwykle aktywny w tym meczu jest Emmanuel Adebayor, który w 21. minucie mógł podwyższyć rezultat meczu. Liverpool kompletnie zaskoczony takim stylem gry, bronił się na własnej połowie, a zawodnikom „The Reds” powoli puszczały nerwy i coraz brutalniej zaczynali grać. Efektem takiej gry była druga żółta kartka, czyli czerwona, Charliego Adama, który bez pardonu wszedł nakładką w nogi Scotta Parkera.
Wykorzystując przewagę jednego zawodnika, podopieczni Harry’ego Redknappa grali coraz pewniej, częściej nękając defensywę rywala. „Kogutom” brakowało jednak skuteczności i postawienia kropki nad i. Swoje próby mieli z rzutów wolnych Modrić i Bale, ale kończyły się najczęściej na wybiciu obrońców lub były niecelne. Liverpool przez całą pierwszą połowę nie oddał ani jednego strzału na bramkę strzeżoną przez Brada Friedela. Kompletnie niewidoczny był duet Carroll – Suarez. Do przerwy „Koguty” zasłużenie wygrywały z Liverpoolem.











