Szkolenie młodzieży w Wiśle to temat, który w kontekście występów klubu w ekstraklasie był przez ten sezon szczególnie często poruszany. O przyszłości klubu, o tym, czy Wisła w przyszłym sezonie będzie bardziej Polska i wydarzeniach w klubie w tym roku rozmawiamy z Kazimierzem Kmiecikiem – najwybitniejszym strzelcem Wisły Kraków, obecnie II trenerem drużyny Młodej Ekstraklasy.
Jak wrażenia po meczu TME z Bełchatowem? Czy po kolejnej stracie punktów wierzy Pan jeszcze w to, że Wisła może sięgnąć po tytuł mistrzowski?
Jeżeli piłka jest w grze, to trzeba do końca wierzyć. Żeby zdobyć mistrzostwo, trzeba do końca wygrywać i czekać, żeby przeciwnik któryś mecz przegrał. To nie jest jeszcze nic straconego.
A czy oglądając ten mecz, nie miał Pan wrażenia, że Wisłę stać było na coś więcej?
Na pewno Wisła w drugiej połowie przeważała i stworzyła sytuacje, nie uznano dwóch bramek. Uważam, że w drugiej połowie Wisła mogła wygrać ten mecz.
Co Pan sądzi o ostatnich roszadach, a mianowicie powrocie Bednarza i odejściu Basałaja? Wie Pan może dlaczego prezes Wisły zrezygnował?
Przyczyn decyzji nie znam, ja się tym nie zajmuję. Ja zajmuję się szkoleniem i mnie to, jeśli tak można powiedzieć, nie interesuje. Ja mam wykonywać swoją pracę.
Jak nastroje po porażce w Młodej Ekstraklasie z Bełchatowem? Proszę o krótki opis spotkania i odpowiedź na pytanie, co spowodowało tę porażkę?
Na pewno jestem zaskoczony, bo liczyliśmy na zwycięstwo, ale zawodnicy podeszli jakby zbyt pewnie siebie. Wydawało im się, że skoro Bełchatów ostatnio przegrał też dwa mecze, to będzie łatwo. Tymczasem okazało się, że to bardzo trudny przeciwnik – sytuacje tworzyli młodzi wiślacy, ale ich nie wykorzystali. Bełchatów w drużynie miał Maka, którego kiedyś trenowałem u mnie w juniorach.
Jak Pan go wspomina?
Zdaniem Kazimierza Kmiecika Wisła wciąż pozostaje w walce o tytuł mistrzowski (fot. Rafał Rusek /igol.pl)
Bardzo miły chłopak, technicznie bardzo dobry, widać to, strzelił trzy bramki. Na pewno go szkoda – gdy grał w Wiśle był małym zawodnikiem, teraz strasznie obydwaj bracia poszli w górę i z tego, co z nimi rozmawiałem, interesuje ich tylko gra w piłkę nożną.
Czemu go zatem dzisiaj nie ma w Wiśle?
Tego to nie wiem. Był taki okres, że mnie nie było przez dwa lata w klubie i on wtenczas odszedł.
A czy gdyby to Wisła miała przynajmniej Michała Maka, to ona świętowałaby zwycięstwo?
No, na pewno. Gdyby Mak grał w Młodej Wiśle, to pokusilibyśmy się o zwycięstwo, ponieważ umie strzelać bramki, co pokazywał już jako junior.
Rundę jesienną trudno zaliczyć w Waszym wykonaniu do udanych. Było sporo czasu do analizy. Jakie wnioski wyciągnął sztab szkoleniowy Wisły i nad czym pracowaliście na obozach przygotowawczych?
Duży problem powstał, gdy odeszło sporo zawodników z poprzedniego sezonu. Weszli młodzi chłopcy, którzy jeszcze, można powiedzieć, grają piłkę juniorską. Lubią się bawić, nie są przystosowani do realizacji założeń taktycznych. Jest to bardzo młody zespół, a ponadto z poprzedniego sezonu zostało czterech zawodników, wszyscy przyszli z juniorów – są to bardzo młodzi chłopcy. Tak samo było w innych klubach. Pamiętam jak Korona, a teraz Lechia – była drużyną bardzo dobrą, która walczyła o czołówkę i ci chłopcy odeszli, wypożyczono zawodników, tak jak od nas wypożyczono Chrapka, Nalepę, Skołorzyńskiego, by grali i ogrywali się. Do nas przyszli młodzi chłopcy, którzy mają po 16, 17 lat. Wiadomo, że samymi młodymi nie da się wygrywać meczów. Musimy się ograć – gdy chłopcy ograją się w Młodej Ekstraklasie, na pewno nowy sezon będzie wyglądał całkiem inaczej w ich wykonaniu. Na obozie pracowaliśmy nad tym, żeby zgrać tę drużynę. Trener cały czas ustawiał ich w obronie, ale i tak cały czas są błędy, bo to są młodzi chłopcy, którzy wciąż jednak bardziej bawią się piłką.
Wspomniał Pan o obronie – trzy bramki stracone z Bełchatowem, to samo z Lechem. Widać chyba zatem brak Michała Czekaja?
No na pewno, ale nie możemy ciągle na niego liczyć. Nam powiedziano, że mamy do pierwszej drużyny oddawać zawodników, a nie trzymać ich, wygrywać mecze i blokować rozwój np. Czekaja. To powiedziano w klubie, że wynik jest wynikiem, ale jeżeli młodzi chłopcy idą do pierwszej drużyny, to są bardziej przydatni dla klubu, niż jak zostaną w ME.
O Czekaju słyszałem opinię, że może być dla Wisły kimś, kim kiedyś był dla niej Głowacki? Ile Pana zdaniem jest w tym prawdy?
Jeżeli Michał nie będzie łapał kontuzji i będzie ciągle trenował, to na pewno będzie podporą Wisły. To będzie wychowanek, który może grać w Wiśle przez długie lata.
Michał Mak (z lewej) jako zawodnik Bełchatowa pogrążył w meczu ME swoją byłą drużynę (fot. Anna kaszuba / iGol.pl)
Co Pan sądzi o tych dwóch czerwonych kartkach, które otrzymał w odstępie zaledwie 10 dni? Czy należy mu to zapomnieć i konsekwentnie na niego stawiać, czy też dawać szanse np. Bunozie, który, na marginesie, w Poznaniu zagrał chyba mecz życia.
Wiadomo, w pierwszym meczu ze Standardem był błąd (Nuneza – przyp. red.) i ratował sytuację.
Też wydaje mi się, że ta czerwona kartka mu się nie należała…
No, nie należała się, sędzia zadecydował pochopnie. W drugim meczu to nie wiem, bo tylko Michał to może powiedzieć, to było przy linii i mógł to odpuścić, wiedząc, że ma żółtą kartkę. Ale liczył, że może sędzia nie da jej od razu, tym bardziej że ten faul nie był złośliwy. Nie mniej jednak Michał na pewno przemyślał sprawę i trzeba mu dawać szansę. Jeżeli się go odsunie, to będzie myślał o czym innym i w podobnej sytuacji będzie się bał zaatakować i może być jeszcze gorzej. Pana, jako II trenera ME, wypada zapytać, czy już wkrótce doczekamy się kolejnego wychowanka na boisku w barwach pierwszej drużyny? Jeśli tak, to kto ma największe szanse?
Poszedł do pierwszej drużyny Szewczyk, który ma zadatki na dobrego piłkarza, konieczna jest praca i to tylko od niego będzie zależało. Widzę, że on chce, jest to ambitny chłopak i na pewno kiedyś jeszcze usłyszymy o nim.
A czy Pan widzi w nim swojego przyszłego następcę? Umiejętności chyba przejął po tacie (Mirosław – przyp. red.)
Na pewno jest waleczny, no i sytuacje… Musi stwarzać sytuacje. Żeby dobry zawodnik strzelał dużo bramek, musi stworzyć sobie sytuacje bramkowe. Wiadomo, że każda sytuacja bramkowa nie musi być bramką, nie ma takich zawodników na świecie, żeby w każdej sytuacji, w której się znajdą, strzelali bramkę.
Czy jako sztab nie zawiedliście się na nim? Jako junior był królem strzelców ligi, w średniej Zatorzance zdobywał gola za golem, a w Wiśle jak na razie zaledwie (jak na niego) siedem.
Michał Czekaj ma zadatki na to, by w przyszłości byc podporą Wisły Kraków (fot. Rafał Rusek / iGol.pl)
Zacznijmy od zmiany klimatu. On się tu zaaklimatyzował, od razu wszedł wyżej, do starszych chłopaków. Tam był wyróżniającym się zawodnikiem, gdzie grała na niego cała drużyna. Wyróżniał się i dlatego gra w Wiśle.
Czy często na treningach bywa Witold Lis? Rozmawiał z Wami? O czym?
Tak, cały czas rozmawiamy, zajmuje się szkoleniem, robi zebrania i jak na razie wychodzi mu to bardzo dobrze.
Co się zmieni w skutek jego rozporządzeń? (Miały wejść od początku tego roku – przyp. red.)
Na razie nie ma żadnych rozporządzeń, czekamy jeszcze na decyzję.
A czy z Waszych rozmów wyciągnęliście już jakieś wnioski? Czy są już jakieś pierwsze ustalenia?
Jest już parę ustaleń, np. dotyczące kadr – kto gdzie ma trenować. Proponował też np. wyjazd trenerów do Eindhoven i Amsterdamu, żeby w ramach szkolenia jechać na trzy dni.
A jak się układa współpraca z działem skautingu? Czy w klubie jest robione wszystko, by szukać następców np. Kuby Błaszczykowskiego i nie przegapić już więcej takich talentów jak Robert Lewandowski?
Robimy mecze kontrolne – sprowadzamy zawodników, których skauci znajdują i polecają. Ostatnio taki mecz miał miejsce pod koniec listopada, następny odbędzie się pod koniec tego sezonu, teraz właśnie skauci na wiosnę będą chodzić na juniorów i wybierać najlepszych. My sprawdzimy ich w grze kontrolnej i na treningu.
W takim razie jak do Wisły trafił Łukasz Rojewski, jedyny bodajże nabytek drużyny? Wyróżnił się w listopadowej selekcji?
To jest zawodnik, który grał w Hutniku, poszedł do Zagłębia Lubin, potem do Warty Poznań. Chciał wrócić do Krakowa, stąd jest tutaj.
Co Pan sądzi o słowach Bogdana Basałaja, o tym, że dobrych polskich piłkarzy za korzystne pieniądze kupić jest trudno? Czy Wisła powinna dalej iść w tym samym kierunku, jeśli chodzi o politykę transferową?
Organizowane parę razy do roku mecze kontrolne mają za cel znalezienie następców Jakuba Błaszczykowskiego (fot. Grzegorz Rutkowski / iGol.pl)
Kupić dobrego zawodnika z Polski, to przewyższa kupienie zawodnika z zagranicy. Tu jest największy problem – kluby jak dowiedzą się, że Wisła, Legia czy inne kluby mające pieniądze chcą kupić zawodnika, to od razu cena idzie w górę. Tu jest największy problem w Polsce, ponieważ kluby chcą zarabiać na transferze zawodnika do innego zespołu ekstraklasy. Gdyby Wisła chciała kupić np. kogoś z Bełchatowa, to gdyby poszedł za granicę, to myślę, że kosztowałby mniej. Gdy zaś idzie do Wisły, automatycznie cena idzie w górę. Niemniej jednak też uważam, że należy wyszukiwać zawodników czy to z naszej ligi, czy ekstraklasy i dawać im szansę.
A właśnie, czy obserwując rozgrywki ligowe (zarówno TME, jak i ME), wpadło w oku Panu paru piłkarzy, którym warto dać szansę?
W Młodej Ekstraklasie na pewno są zawodnicy, ale to nie jest tak łatwo. Żeby młody zawodnik mógł zmienić klub, jego obecny musi wyrazić zgodę i tu są problemy. Jeżeli ma ważną umowę, trzeba za niego zapłacić, a wtenczas ceny są duże, stąd jedynie możemy liczyć na wychowanków.
Czy rozmawiał Pan już z trenerem Probierzem? Jakie są Pana wrażenia?
Rozmawiałem chwilę tylko, przywitałem się. Pierwsze wrażenie? Przede wszystkim dyscyplina na treningach.
Mówił Pan o braku wielu zawodników w drużynie ME. Czy nie ma konfliktu interesów z trenerami I drużyny, którzy coraz chętniej biorą młodych graczy nie tylko na treningi, ale nawet na mecze?
Na pewno nie, bo dla trenera, który prowadzi Młodą Ekstraklasę, jest to wyróżnienie, że młodzi zawodnicy idą do pierwszej drużyny. Jak się zaczynało grać w juniorach, to jak do pierwszej drużyny się poszło, to było się zadowolonym, że można było potrenować ze starszymi zawodnikami.
Wyniki Probierza są jak na razie przyzwoite. Czy Pana zdaniem będzie on trenerem na lata?
Jeżeli dalej będą wyniki i Wisła będzie grała bardzo dobrze, to na pewno.
Michał Probierz może być, wg naszego rozmówcy, trenerem Wisły na lata (fot. Rafał Rusek / iGol.pl)
Tę ostatnią zmianę trenerów można określić jako przyjście polskiego Guardioli – Probierza za wiślackiego. Pewnie Panu, jako legendzie klubu, szkoda odejścia Kazimierza Moskala? Czy nie powinien dostać szansy na dłużej lub czy nie powinno się go potraktować w inny sposób?
O wszystkim zadecydowały wyniki. Gdyby były one i zwycięstwa, to na pewno został. Jeżeli ich nie ma, to już nieważne, jaki trener by prowadził tę drużynę, i tak by nie przetrwał. Teraz dużo czyta się o zmianie trenerów, ma to nie tylko miejsce w polskiej lidze, ale też np. hiszpańskiej.
Rozmawiał Pan ostatnio z Kazimierzem Moskalem? Co u niego słychać?
Widziałem go wczoraj na meczu, rozmawialiśmy w piątek. Na razie spokojnie odpoczywa i przygląda się naszym występom, bo jego syn gra w Młodej Ekstraklasie.
Czy zadowala Pana praca w Młodej Ekstraklasie? Nie marzy się Panu posada pierwszego trenera Wisły? Jak się Pan czuł w tej roli w latach 1992, 1996 i 1997?
Byłem wówczas młody i miałem chęć robienia dobrych wyników, ale jednak w piłce nożnej dużo trzeba mieć raz, że szczęścia, bo jak go trener nie ma, to może bardzo dobrze trenować, ale przegrać trzy, cztery mecze i już go nie ma. Na pewno prowadzenie I drużyny tak dobrego klubu jak Wisła, było dla mnie wyzwaniem i jednocześnie dużym zaszczytem.
A nie chciałby Pan jeszcze raz się sprawdzić? Czy czuje się Pan na siłach do tak odpowiedzialnej roli?
Na siłach się czuję, ale obecnie wolę pracować spokojnie z młodzieżą, bo jednak to mnie dużo nerwów kosztowało.
Nie to, co w Młodej Ekstraklasie, gdzie nie ma takiego nacisku na wynik, tylko celem jest wprowadzenie jak największej ilości graczy do pierwszej drużyny?
Tu właśnie w ME jest nasz – trenerów – cel, żeby przesuwać zawodników do pierwszej drużyny, żeby mogli w niej grać.
Można zatem powiedzieć po paru sezonach, że wprowadzenie ME kosztem rezerw wyszło Wiśle na dobre?
Oczywiście, bo są zawodnicy, którzy nawet w juniorach mogą się nie mieścić, ale przyjdą do ME, uwierzą w siebie i grają bardzo dobrze. Są też i gracze, którzy mają po 16 lat i już grają w Młodej Ekstraklasie, dzięki której mają szansę pokazania się, grania na dobrych boiskach i wyjechania w Polskę. Dla mnie Młoda Ekstraklasa to duży sukces.
Młodzi zawodnicy, tacy jak Wolski, najszybciej rozwijają się, grając w otoczeniu doświadczonych piłkarzy (fot. Grzegorz Rutkowski/iGol.pl)
Czy w kontekście tego, że niedługo kończą się kontrakty większości zawodników, chętne sięganie przez Probierza po młodych graczy – na ławce w meczu w Poznaniu w Pucharze Polski siedział Szewczyk, Rojewski i…
Stanek.
Stanek, dokładnie. Na obozie z I drużyną był Szewczyk i Uryga, na treningach był też Mateusz Arian…
Na treningach był jeszcze Moskal, Karłowicz, także trener Probierz…
To jest jego inicjatywa, czy też Wy polecacie zawodników, których warto przetestować?
Trener mówi np. że potrzebuje prawego lub lewego obrońcę, to ci, którzy grają na tych pozycjach u nas w Młodej, idą tam na trening.
A czy trener Probierz odwiedza Was na treningu i obserwuje kandydatów do pierwszego składu?
Raczej nie, bo my się mijamy. Często też mamy treningi o tej samej porze.
Wróćmy do głównego pytania – czy w kontekście tego, że znacznej ilości zawodników kończą się kontrakty, można się spodziewać, że w przyszłym sezonie Wisła będzie młodsza i bardziej polska?
To wszystko będzie zależało od trenera i menadżerów – od tego, czy ci zawodnicy zostaną czy jeszcze ktoś dojdzie, różnie może być. Obecnie Wisła zajęła się tym, by zrobić wynik – zdobyć Puchar czy też wskoczyć na pudło i być w czołówce.
A jeżeli Wisła obrałaby strategię stawiania na młodych Polaków, to czy ci młodzi piłkarze będą w stanie unieść ciężar oczekiwań gry w ekstraklasie i zapewnić Wiśle odpowiedni poziom?
Na pewno wszyscy nie, jednak jak jest dziewięciu lub dziesięciu bardzo dobrych na boisku, to ten jeden młody może wchodzić, żeby ograł się, a następnie po jakimś czasie grał już na stałe.
Dokładnie tak jak w Legii obecnie, prawda?
Zdaniem Kazimierza Kmiecika Wisła powinna od początku surowo karać wybryki Małeckiego (fot. Rafał Rusek / iGol.pl)
Tak, w Legii jest ich tam trzech, czterech i oni się wymieniają. Ktoś rozegra dwa mecze i później na ławkę siądzie. Potem już jest dzięki temu pełnym zawodnikiem ligowym.
Przejdźmy do sprawy pierwszej drużyny. Wisła ma duże problemy ze zdobywaniem bramek w tym sezonie. Może zatem dobrze by było przywrócić do gry Patryka Małeckiego?
O tym zadecydują ci, którzy dali ten zakaz. Trener Probierz na pewno będzie teraz rozmawiał z Małeckim. Decyzja należy teraz do zarządu i pierwszego trenera. Na pewno by się przydał, bo Patryk umie strzelić bramkę i powalczyć.
Z drugiej strony Pana jako legendę Wisły zachowanie, którego dopuścił się w ostatnim meczu bulwersuje?
Na pewno, ale to już dużym błędem było, że po którymś razie tak go ukarano. Czemu od razu, już przy pierwszym wybryku od razu tak nie postąpiono? Niestety, to się nakładało – jak wiadomo Patryk jest wybuchowy. Gdyby go już przy pierwszym razie ukarano…
To by się szybciej nauczył?
Dokładnie – wówczas by nie było problemu.
Rozmawialiśmy o braciach Makach, dlatego na pewno dla Pana osobą anonimową nie jest Jakub Świerczok, o którego podobno w zimie Wisła walczyła z Kaiserslautern. Czy Pana zdaniem on mógłby rozwiązać kłopoty bramkowe Wisły?
Nasz rozmówca chciałby, żeby w Wiśle było więcej wychowanków (fot. Rafał Rusek /igol.pl)
Trudno powiedzieć, bo poszedł do Kaiserslautern, tam nie gra i nie strzela. To jest tak, że w jednym klubie zawodnik strzela bramki na zawołanie, a przejdzie do innego klubu, zmieni klimat i musi czekać jakiś okres, żeby wejść w drużynę i zacząć strzelać bramki. Przykładem dzisiaj nawet jest przecież – Torres.
No tak, w końcu się przełamał.
Przełamał się, a ile trzeba było na to czekać?
To prawda, niemniej Hiszpan sporo kosztował.
No tak, ale też umie grać w piłkę. Są zawodnicy tacy jak Świerczok, który umie grać w piłkę, strzela bramki i przeniósł się. Myślę, że zanim się odnajdzie, to potrwa z pół roku. Każdy zawodnik, który zmienia klub, to albo wejdzie w drużynę od razu, pół roku gra bardzo dobrze, a następny rok już słabiej. Są z kolei zawodnicy, którzy przychodzą, mają słaby start, a później są zawodnikami, na których liczy klub i oni dają mu to, czego on od nich chciał, czyli np. strzelają bramki.
Jeden z kibiców, zadając Cezaremu Wilkowi pytanie o atmosferę w drużynie, użył określenia „klasy pracującej”, od której kapitan Wisły swoim zaangażowaniem i profesjonalizmem się oddziela. Czy podziela Pan zdanie, wg którego w Wiśle dominuje właśnie „klasa pracująca”, a nie piłkarze, dla których Wisła jest czymś więcej niż pracodawcą?
Nie no, ja uważam, że dla piłkarza Wisła powinna być jak drugi dom.
Powinien, ale czy jest?
Dla np. wychowanków to na pewno. Z kolei zawodnicy, którzy przychodzą na rok lub dwa, to wiadomo, że nie są tak związani z klubem. Oni przyjechali grać, zarobić pieniądze i wyjechać.
Podoba się to Panu?
Na pewno nie, ale tak jest na całym świecie, że tacy zawodnicy grają w jednym klubie, potem drugim, trzecim. To wszystko menadżerowie załatwiają, że taki bardzo dobry zawodnik, jak nie wiem, no np. Ronaldo, który grał kiedyś w Manchesterze, teraz w Realu, ale nie wiadomo, gdzie za dwa lata będzie grał.
Jedynie chyba jakieś egzotyczne kraje, w których zarabiałby jeszcze większe pieniądze, choć ich mu i tak…
Kazimierz Kmiecik marzy o tym, by na meczu z Legią w końcu stadion zapełnił się do ostatniego miejsca (fot. Rafał Rusek /igol.pl)
Nie brakuje, ale widać, że jest to zawodnik wysokiej klasy, tak jak Messi, i że dla tych zawodników przychodzą kibice i są pełne stadiony.
Czy w obecnej kadrze Wisły jest piłkarz, którego postawa, umiejętności się Panu szczególnie podobają?
Na pewno Melikson, który zachwycił tym, że potrafi dużo nie tylko z piłką, ale też bez piłki. Uderzenie, szybkość – bez dwóch zdań zawodnik klasowy.
Po raz pierwszy od dawna w poprzednich meczach Wisła zagrała w pierwszym składzie dwoma napastnikami. W debiucie Probierza z Lechią na boisku obok siebie byli Genkow i Biton – padły dwie bramki. W Bełchatowie jak do Izraelczyka dołączył Bułgar, oboje zdobyli po golu. Czy może tak powinna Wisła grać od początku tego sezonu?
Jeżeli się ma zdrowego Bitona i Genkowa, to powinno się grać dwoma napastnikami. Były jednak kontuzje, chory był Genkow i nie było drugiego rasowego napastnika. Jeżeli to się sprawdza, to powinno się grać dwoma graczami w ataku.
Tym bardziej że Wisła wiele lat grała dwójką z przodu. Pamiętamy przecież pary Frankowski – Żurawski czy też Frankowski–Brożek.
Nowy system wszedł i wszyscy chcą nim grać.
Pewnie jak większość kibiców także Pan jednak chciałby powrotu tego starego?
Na pewno. Wtedy padało więcej bramek, było więcej sytuacji bramkowych, co też bez wątpienia zagwarantowałoby duży sukces.
Przed Wisłą bardzo ważne mecze z Ruchem i Legią? Jaki scenariusz wydaje się Panu najbardziej prawdopodobny?
Na pewno Ruch mnie zawiódł w ostatnim meczu, prowadząc 2:0 i remisując w końcówce…
Z drugiej strony taki zimny prysznic może być bardzo przydatny przed arcyważnym meczem z Wisłą?
Niemniej uważam, że Wisła powinna spokojnie ten mecz wygrać… To znaczy na pewno będzie ciężko, ale jeżeli chce pokazać, że potrafi grać, to z Ruchem czy Legią powinna wygrać. Bez dwóch zdań będzie to duże przeżycie, może po raz pierwszy stadion będzie pełny – tego bym sobie życzył, żeby kibice jeszcze mocniej dopingowali i żeby Wisła wygrała z Legią.