Do sporej niespodzianki doszło w sobotni wieczór na Reebok Stadium. Podopieczni Owena Coyle’a bez problemów pokonali drużynę „The Reds” 3:1, dzięki czemu wyskoczyli poza strefę spadkową.
Przed meczem mogliśmy się spodziewać, że bramek w tym spotkaniu nie zabraknie, Bolton to bowiem drużyna, w meczach której pada w tym sezonie średnio 3,4 bramki na mecz. Co więcej, jeszcze ani razu nie zdarzyło się w tym sezonie, by w spotkaniu Boltonu były mniej niż dwa gole. Podopieczni Owena Coyle’a mogliby być dumni, gdyby nie fakt, że najczęściej to przeciwnicy podnoszą statystykę liczby bramek zdobywanych w meczach z udziałem Boltonu. Jednak piłkarze z Reebok Stadium miewają przebłyski geniuszu, wtedy potrafią wygrać 4:0 lub 5:0.

Liverpool w dalszym ciągu musiał sobie radzić bez zawieszonego Luisa Suareza. „The Reds” zajmują siódmą lokatę w ligowej tabeli ze stratą tylko jednego punktu do będącego na piątej pozycji Arsenalu Londyn. W meczach z udziałem Liverpoolu oglądać możemy średnio tylko dwa gole na mecz, jednak większość z nich zdobywają piłkarze z Anfield Road. Krzepiąca dla podopiecznych Kenny’ego Dalglisha może być statystyka ostatnich dziesięciu ligowych potyczek między obiema drużynami – wygrali oni bowiem… dziesięć z nich. Między innymi dlatego absolutnym faworytem meczu był od początku Liverpool.
Początek spotkania przyniósł niespodziankę. W 4. minucie Chris Eagles zagrał z prawej strony do środka, piłkę przepuścił David N’Gog, przejął ją Mark Davies, wbiegł w pole karne i, uderzając lewą nogą w długi róg bramki, Jose Reiny zdobył gola. Ta szybko strzelona bramka tylko potwierdziła przedmeczowe przypuszczenie, że nie zabraknie nam w tym spotkaniu goli.
W 7. minucie kolejne ostrzeżenie dla Liverpoolu. Po fatalnym błędzie Jose Enrique piłkę przejął Eagles, wdarł się w pole karne z prawego skrzydła i był bardzo bliski zdobycia bramki z ostrego kąta. Dopiero jedenaście minut później mogliśmy oglądać strzał na bramkę. Z dystansu uderzał Jordan Henderson, jednak bez problemów złapał piłkę Adam Bogdan. W 29. minucie drugą asystę w meczu zalicza Eagles. Zszedł on nie po raz pierwszy do środka z prawego skrzydła i zagrał do rozgrywającego bardzo solidne zawody Reo-Cockera, który opanował trudną piłkę i zdobył bramkę.
36. minuta to pierwsza dogodna sytuacja dla Liverpoolu, wykorzystana przez Craiga Bellamy’ego. Duże brawa dla Andy’ego Carrolla, który zaliczył asystę, zgrywając górną piłkę głową prostopadle do Walijczyka, który wykorzystał swoją szybkość, popędził i podciął delikatnie piłkę nad próbującym interweniować Adamem Bogdanem. Węgierski golkiper nie zdołał zatrzymać strzału i piłka powoli wturlała się do siatki.
W 47. minucie Agger zagrał górną prostopadłą piłkę do Gerrarda, który uderzył lewą nogą z woleja, jednak na rzut rożny piłkę sparował Bogdan. Chwilę później kontra Boltonu została przerwana przez Charliego Adama. Z rzutu wolnego bardzo groźnie uderzał Martin Petrow, jednak jego strzał obronił Reina.











