Lech Poznań wciąż nie może pokonać na własnym stadionie GKS-u Bełchatów. Poznaniacy niemal przez cały mecz przeważali, lecz piłka nie wpadła do siatki. Niemoc poznaniaków w starciach z zespołem z Bełchatowa trwa już 13 lat.

Lech nie miał szczęścia do Bełchatowa. GKS nie przegrał w Poznaniu od 13 lat i choć w tym spotkaniu podopieczni Jose Marii Bakero byli faworytami, to typując wynik tego spotkania większość ekspertów brała pod uwagę tę serię. Decyzje personalne trenera Bakero również nie napawały poznańskich kibiców optymizmem, gdyż mecz na ławce rezerwowych rozpoczął Artjoms Rudnevs, a Bartosza Bosackiego w ogóle zabrakło w kadrze na to spotkanie. Mimo tego lechici jako pierwsi ruszyli do ataków. Najpierw na próbę strzału zdecydował się Kriwiec, ale piłka trafiła w Ubiparipa, a po chwili w taki sam sposób szczęścia poszukał Murawski i tym razem Sapela miał duże problemy ze złapaniem piłki. W 11. minucie bliski przechwycenia futbolówki w dogodnej sytuacji był Stlić, ale ta ostatecznie padła łupem bełchatowian. Pierwszy kwadrans należał do gospodarzy.
W kolejnych minutach ataki lechitów nie ustawały. Dopiero w 21. minucie bełchatowianie po raz pierwszy zagościli w polu karnym gospodarzy, ale to było nic groźnego w porównaniu do akcji, jaką po chwili przeprowadził Wojtkowiak. Poznański obrońca zdecydował się na odważną akcję ofensywną, minął dwóch rywali i posłał piłkę wzdłuż bramki, lecz żaden z piłkarzy nie zdołał wykończyć jego podania. Później strzelali jeszcze Kiełb, Ubiparip i Stilić, Lech miał tyle sytuacji, że trudno było nadążyć z liczeniem, lecz piłka, niczym zaczarowana, nie chciała wpaść do bramki.

Dominacja Lecha trwała do końca pierwszej połowy. Obrońcy GKS-u zupełnie nie radzili sobie ze skrzydłowymi. Otrzymywali oni dobre podania od Murawskiego i Stilicia, którzy opanowali środkową strefę boiska. Tak naprawdę pierwsze zagrożenie bramki Kotorowskiego miało miejsce w 35. minucie, kiedy to po strzale najlepszego piłkarza gości, Szymona Sawali, golkiper Lecha wybił piłkę na rzut rożny.












