O problemach z prawą obroną reprezentacji Niemiec napisano chyba już wszystko. Po zakończeniu kariery przez Philippa Lahma Joachim Loew zaczął szukać następcy piłkarza Bayernu i prawego obrońcy na kolejne lata. Szukał, eksperymentował, przesuwał do tyłu, ale żadna decyzja na dłuższą metę nie gwarantowała stabilizacji, i ta pozycja była palącym problemem „Die Mannschaft” niemal do końca przygotowań na Euro 2016. Pożar ma szansę ugasić Joshua Kimmich, który coraz śmielszym krokiem zaznacza swoją obecność w niemieckiej układance.
Przed 31 maja, a więc dniem ogłoszenia ostatecznej kadry na finały, chyba mało kto spodziewał się, że jednym ze skreślonych piłkarzy będzie Sebastian Rudy. Zawodnik Hoffenheim, mimo że w klubie grający przede wszystkim na środku pomocy, miał rywalizować do końca o miejsce na prawej obronie z Emre Canem. Loew podejmując dosyć zaskakującą decyzję o skreśleniu Rudy’ego, sprawił, że dziennikarze zaczęli szukać nowych wariantów, a jednym z nich miał być dosyć niespodziewanie… Kimmich, który na treningach na zgrupowaniu był ustawiany na prawej obronie, a kiedy treningowe akcje Kimmich – Mueller zaczęły się zazębiać, zaczęli zadawać nawet retoryczne pytanie: czy tak zagramy na Euro?
Ale to nie Kimmich, a Hoewedes zagrał na prawym boku, najpierw w sparingu z Węgrami, potem już na Euro w spotkaniach z Ukrainą i Polską. Nie były to olśniewające występy, a po zawodniku Schalke było widać, że do optymalnej formy (wrócił po kontuzji w połowie kwietnia) jeszcze trochę mu brakuje. Dodatkowo, zwłaszcza w spotkaniu z Ukraińcami, nie grał pewnie z tyłu, co skwapliwie mogli wykorzystać podopieczni trenera Fomenki. Prasa z kolei coraz częściej domagała się szansy debiutu na wielkiej imprezie dla Joshuy Kimmicha, dodajmy, że w kadrze zadebiutował dopiero pod koniec maja w pamiętnym „meczu na wodzie” ze Słowakami 1:3 (zagrał wtedy jako jeden z trzech środkowych obrońców, co było zaprzeczeniem treningowej logiki i był to słaby występ, podobnie jak i reszty kolegów).
Plotki potwierdziły się 21 czerwca. Niemcy podejmowali w Paryżu Irlandczyków z Północy. W tym samym czasie, kiedy swoje sytuacje w Marsylii marnowali Lewandowski, Milik, a piękną bramkę zdobył Błaszczykowski, młodzian z Bayernu miał swoje piłkarskie show. Niemal w każdej akcji ofensywnej musiał zaznaczyć swój stempel, raz za razem nękając twardo grającą obronę Ulsterów. Jego bardzo dobre dośrodkowania (treningi nie poszły więc na marne) powodowały wśród irlandzkich kibiców drżenie serca.











