Fot. Oficjalna piłka meczu Zagłębie Lubin – Legia Warszawa
W 8. kolejce Ekstraklasy byliśmy świadkami kilku sensacji. Pierwszą z nich była wysoka porażka 0:3 Legii Warszawa z Lechią Gdańsk, drugą zaś pokonanie Lecha Poznań przez PGE GKS Bełchatów. Przedstawiamy również podsumowanie pozostałych spotkań minionej kolejki Ekstraklasy.
Cztery bramki na inaugurację kolejki
W 8. kolejce Ekstraklasy zobaczyliśmy kilka nieprzewidywanych rozstrzygnięć (fot. Mikołaj Olszewski / iGol.pl)
W pierwszym piątkowym spotkaniu Polonia Bytom niespodziewanie zremisowała z Widzewem Łódź na własnym boisku 2:2. Mimo remisu to drużyna z Bytomia prezentowała lepszy futbol. Polonia dwukrotnie wychodziła na prowadzenie, jednak Widzew za każdym razem zdołał wyrównać. Bramki dla Polonii zdobywali Barcik i Jarecki, a dla Widzewa Bruno Pineiro oraz Grzelczak, który wykorzystał dobre podanie z lewej strony boiska oraz zawahanie bloku defensywnego rywala.
Nuda w Krakowie
Lech ma problemy z odnalezieniem formy sprzed roku (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Trudno napisać cokolwiek pozytywnego o tym spotkaniu. Wisła jest cieniem samej siebie chociażby z poprzedniego sezonu, a Śląsk wyraźnie potrzebuje czasu, by wejść w rytm treningów prowadzonych przez Oresta Lenczyka. W tym spotkaniu drużyna z Wrocławia w wyjściowym zestawieniu zagrała jednym wysuniętym napastnikiem, co kibice uważają za strzał w stopę. W meczu poza dwoma strzałami Boukhariego i Kirma praktycznie nic się nie działo.
Polonia remisuje w Gdyni
Zagłębie zremisował na własnym boisku z Cracovią (fot. Mikołaj Olszewski / iGol.pl)
Zdecydowanym faworytem spotkania była Polonia. Podopieczni Pawła Janasa chcieli to potwierdzić, lecz tego dnia zdecydowanie zabrakło im skuteczności. Najbliższy zdobycia gola był Mierzejewski, który w 16. minucie otrzymał świetne podanie z głębi pola. Pomocnik reprezentacji Polski minął bramkarza i uderzył do pustej bramki. Futbolówkę w ostatniej chwili na rzut rożny wybił Noll. Nie obyło się bez kontrowersji. W 28. minucie przed polem karnym piłkę ręka zagrywał Witkowski. Bramkarz Arki otrzymał zaledwie żółtą kartkę, choć wiele osób twierdzi, iż sędzia powinien był go wyrzucić z boiska. Mecz nie był wielkim widowiskiem, a i wynik wydaje się odzwierciedlać sytuację na boisku.
Podopieczni Rafała Ulatowskiego, opromienieni zwycięstwem w poprzedniej kolejce z Arką, jechali do Lubina po pierwsze wyjazdowe punkty w tym sezonie. Bardzo aktywny był Ntibazonkiza, który raz po raz nękał „Miedziowych” swoimi rajdami. Zawodnikowi z Burundi wyraźnie brakowało jednak skuteczności. Zagłębie było znacznie bliższe rozstrzygnięcia meczu na swoją korzyść. Groźnie uderzali Plizga oraz Bartczak. Najbliższy trafienia do siatki rywali był Kamil Wilczek, którego strzał zatrzymał się dopiero na poprzeczce. Bezbramkowy remis, jakim zakończyło się to spotkanie, z całą pewnością bardziej satysfakcjonuje drużynę gości, która powoli zaczyna łapać punkty mogące okazać się bezcenne w ostatecznym rozrachunku.
Jagiellonia nadal na czele
Kibice, którzy przyszli na zabrzański stadion, z całą pewnością nie mogli narzekać na brak emocji. Gospodarze, podrażnieni wysoką porażką w Gdańsku, od początku meczu starali się wyjść na prowadzenie. Niebezpieczeństwo pod bramką Sandomierskiego stwarzali Magiera, Wodecki, Kwiek oraz powołany na najbliższe mecze reprezentacji Bonin. Jagiellonia próbowała odpowiadać kontrami. Spotkanie toczone było w niezłym tempie. Przeważającą stroną byli jednak gospodarze. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się remisem, Skerla uratował białostocczanom trzy punkty, strzelając gola po wrzutce Burkhardta. Mecz w Zabrzu pokazał, że „Jaga” nad wieloma elementami musi jeszcze pracować. Nie ulega jednak wątpliwości, iż klasową drużynę poznaje się po tym, że potrafi wygrać po słabym meczu. Podopieczni Michała probierza to potrafią, co udowodnili w meczu z Górnikiem.
Lechia sensacyjnie gromi przy Łazienkowskiej
Po spotkaniu z Lechem wydawało się, że Legia wraca na właściwe tory. Goście, którzy początek sezonu mają bardzo udany, również nie zamierzali odpuścić, co pokazała pierwsza połowa, w której więcej było walki niż gry w piłkę. Drugą połowę lepiej rozpoczęli gospodarze. Swojej przewagi nie potrafili jednak udokumentować zdobyciem bramki. Zrobiła to Lechia, którą na prowadzenie wyprowadził w 70. minucie Buval, kończąc akcję Lukjanovsa. Bramka podcięła skrzydła gospodarzom, którzy w końcówce stracili jeszcze dwa gole. Ich strzelcami okazali się Hubert Wołąkiewicz oraz Paweł Nowak. Po zwycięstwie na stadionie przy Łazienkowskiej wydaje się, że gdańszczanie mogą na dłużej zadomowić się w czubie tabeli. Z kolei legioniści zagrali kolejny mecz, który nie przynosi chwały klubowi. Do tej pory posada Macieja Skorży wydawała się niezagrożona, lecz słaby wynik w kolejnym spotkaniu może diametralnie zmienić sytuację.
Jagiellonia nadal na czele tabeli Ekstraklasy (fot. Mateusz Styrnik/ iGol.pl)
Mistrz Polski nadal słabo
Piłkarze Lecha tak bardzo przejęli się grą w Europie, że na krajowym podwórku strata do lidera Ekstraklasy robi się coraz większa. Po porażce z Lechem Poznań przyszła przegrana z PGE GKS-em Bełchatów, który udowodnił, że miejsce, jakie zajmuje w czołówce naszej ligi, nie jest dziełem przypadku. Mistrzowie Polski przez cały mecz nie stworzyli sobie ani jednej klarownej sytuacji do zdobycia bramki, więc nie ma się co dziwić, że z Bełchatowa wyjeżdżają z zerowym dorobkiem punktowym.
Niedzielan dalej w gazie
Korona Kielce odniosła w Chorzowie swoje trzecie zwycięstwo wyjazdowe w tym sezonie, a wszystko dzięki niezawodnemu Niedzielanowi. Dla snajpera Korony był to sentymentalny powrót do miejsca, gdzie odbudował swoją formę, ale on bez skrupułów pogrążył byłych kolegów. Ruch mógł wywalczyć przynajmniej jeden punkt, jednak Grzybowi zabrakło zimnej krwi w sytuacji sam na sam z Małkowskim.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
W 8. kolejce Ekstraklasy byliśmy świadkami kilku sensacji. Pierwszą z nich była wysoka porażka 0:3 Legii Warszawa z Lechią Gdańsk, drugą zaś pokonanie Lecha Poznań przez PGE GKS Bełchatów. Przedstawiamy również podsumowanie pozostałych spotkań minionej kolejki Ekstraklasy.
Cztery bramki na inaugurację kolejki
W 8. kolejce Ekstraklasy zobaczyliśmy kilka nieprzewidywanych rozstrzygnięć (fot. Mikołaj Olszewski / iGol.pl)
W pierwszym piątkowym spotkaniu Polonia Bytom niespodziewanie zremisowała z Widzewem Łódź na własnym boisku 2:2. Mimo remisu to drużyna z Bytomia prezentowała lepszy futbol. Polonia dwukrotnie wychodziła na prowadzenie, jednak Widzew za każdym razem zdołał wyrównać. Bramki dla Polonii zdobywali Barcik i Jarecki, a dla Widzewa Bruno Pineiro oraz Grzelczak, który wykorzystał dobre podanie z lewej strony boiska oraz zawahanie bloku defensywnego rywala.
Nuda w Krakowie
Lech ma problemy z odnalezieniem formy sprzed roku (fot. Hanna Urbaniak / iGol.pl)
Trudno napisać cokolwiek pozytywnego o tym spotkaniu. Wisła jest cieniem samej siebie chociażby z poprzedniego sezonu, a Śląsk wyraźnie potrzebuje czasu, by wejść w rytm treningów prowadzonych przez Oresta Lenczyka. W tym spotkaniu drużyna z Wrocławia w wyjściowym zestawieniu zagrała jednym wysuniętym napastnikiem, co kibice uważają za strzał w stopę. W meczu poza dwoma strzałami Boukhariego i Kirma praktycznie nic się nie działo.
Polonia remisuje w Gdyni
Zagłębie zremisował na własnym boisku z Cracovią (fot. Mikołaj Olszewski / iGol.pl)
Zdecydowanym faworytem spotkania była Polonia. Podopieczni Pawła Janasa chcieli to potwierdzić, lecz tego dnia zdecydowanie zabrakło im skuteczności. Najbliższy zdobycia gola był Mierzejewski, który w 16. minucie otrzymał świetne podanie z głębi pola. Pomocnik reprezentacji Polski minął bramkarza i uderzył do pustej bramki. Futbolówkę w ostatniej chwili na rzut rożny wybił Noll. Nie obyło się bez kontrowersji. W 28. minucie przed polem karnym piłkę ręka zagrywał Witkowski. Bramkarz Arki otrzymał zaledwie żółtą kartkę, choć wiele osób twierdzi, iż sędzia powinien był go wyrzucić z boiska. Mecz nie był wielkim widowiskiem, a i wynik wydaje się odzwierciedlać sytuację na boisku.
Pierwsze wyjazdowe punkty Cracovii
Podopieczni Rafała Ulatowskiego, opromienieni zwycięstwem w poprzedniej kolejce z Arką, jechali do Lubina po pierwsze wyjazdowe punkty w tym sezonie. Bardzo aktywny był Ntibazonkiza, który raz po raz nękał „Miedziowych” swoimi rajdami. Zawodnikowi z Burundi wyraźnie brakowało jednak skuteczności. Zagłębie było znacznie bliższe rozstrzygnięcia meczu na swoją korzyść. Groźnie uderzali Plizga oraz Bartczak. Najbliższy trafienia do siatki rywali był Kamil Wilczek, którego strzał zatrzymał się dopiero na poprzeczce. Bezbramkowy remis, jakim zakończyło się to spotkanie, z całą pewnością bardziej satysfakcjonuje drużynę gości, która powoli zaczyna łapać punkty mogące okazać się bezcenne w ostatecznym rozrachunku.
Jagiellonia nadal na czele
Kibice, którzy przyszli na zabrzański stadion, z całą pewnością nie mogli narzekać na brak emocji. Gospodarze, podrażnieni wysoką porażką w Gdańsku, od początku meczu starali się wyjść na prowadzenie. Niebezpieczeństwo pod bramką Sandomierskiego stwarzali Magiera, Wodecki, Kwiek oraz powołany na najbliższe mecze reprezentacji Bonin. Jagiellonia próbowała odpowiadać kontrami. Spotkanie toczone było w niezłym tempie. Przeważającą stroną byli jednak gospodarze. Gdy wydawało się, że mecz zakończy się remisem, Skerla uratował białostocczanom trzy punkty, strzelając gola po wrzutce Burkhardta. Mecz w Zabrzu pokazał, że „Jaga” nad wieloma elementami musi jeszcze pracować. Nie ulega jednak wątpliwości, iż klasową drużynę poznaje się po tym, że potrafi wygrać po słabym meczu. Podopieczni Michała probierza to potrafią, co udowodnili w meczu z Górnikiem.
Lechia sensacyjnie gromi przy Łazienkowskiej
Po spotkaniu z Lechem wydawało się, że Legia wraca na właściwe tory. Goście, którzy początek sezonu mają bardzo udany, również nie zamierzali odpuścić, co pokazała pierwsza połowa, w której więcej było walki niż gry w piłkę. Drugą połowę lepiej rozpoczęli gospodarze. Swojej przewagi nie potrafili jednak udokumentować zdobyciem bramki. Zrobiła to Lechia, którą na prowadzenie wyprowadził w 70. minucie Buval, kończąc akcję Lukjanovsa. Bramka podcięła skrzydła gospodarzom, którzy w końcówce stracili jeszcze dwa gole. Ich strzelcami okazali się Hubert Wołąkiewicz oraz Paweł Nowak. Po zwycięstwie na stadionie przy Łazienkowskiej wydaje się, że gdańszczanie mogą na dłużej zadomowić się w czubie tabeli. Z kolei legioniści zagrali kolejny mecz, który nie przynosi chwały klubowi. Do tej pory posada Macieja Skorży wydawała się niezagrożona, lecz słaby wynik w kolejnym spotkaniu może diametralnie zmienić sytuację.
Jagiellonia nadal na czele tabeli Ekstraklasy (fot. Mateusz Styrnik/ iGol.pl)
Mistrz Polski nadal słabo
Piłkarze Lecha tak bardzo przejęli się grą w Europie, że na krajowym podwórku strata do lidera Ekstraklasy robi się coraz większa. Po porażce z Lechem Poznań przyszła przegrana z PGE GKS-em Bełchatów, który udowodnił, że miejsce, jakie zajmuje w czołówce naszej ligi, nie jest dziełem przypadku. Mistrzowie Polski przez cały mecz nie stworzyli sobie ani jednej klarownej sytuacji do zdobycia bramki, więc nie ma się co dziwić, że z Bełchatowa wyjeżdżają z zerowym dorobkiem punktowym.
Niedzielan dalej w gazie
Korona Kielce odniosła w Chorzowie swoje trzecie zwycięstwo wyjazdowe w tym sezonie, a wszystko dzięki niezawodnemu Niedzielanowi. Dla snajpera Korony był to sentymentalny powrót do miejsca, gdzie odbudował swoją formę, ale on bez skrupułów pogrążył byłych kolegów. Ruch mógł wywalczyć przynajmniej jeden punkt, jednak Grzybowi zabrakło zimnej krwi w sytuacji sam na sam z Małkowskim.