Kielce, późne czwartkowe popołudnie. Na ulicach odbija się światło z okien samochodów, flagi biało-czerwone powiewają na dachach, a ludzie są zmęczeni okropnym gorącem. W kółko słychać aluzje na temat meczu ostatniej szansy z reprezentacją Anglii.
Stolica województwa świętokrzyskiego od bardzo dawna jest ceniona i odwiedzana przez masę turystów. Wbrew pozorom przyjazdy nie muszą mieć celu zwiedzania, gdyż w centrum miasta można zahaczyć o lokal z zimnym piwem lub spędzić wolny czas z rodziną, udając się do parku czy restauracji.
Za dwie godziny rozpocznie się mecz, razem z bratem i tatą idziemy ulicami z nadzieją, że jeszcze będą miejsca w przydrożnych knajpach. Wszystko zapełnione kibicami obu reprezentacji, którzy z cierpliwością wymieniają się miedzy sobą poglądami. W każdym zakamarku widać ochroniarzy zmęczonych pracą, którzy kierują ruchem ulicznym. W międzyczasie odśpiewany zostaje hymn przez grupę polskich kibiców stojącą przy pobliskim sklepie.
Na zegarze wybija godzina 19:00, więc to już moment, by podnieść się z wygodnych krzesełek i wyruszyć w drogę na stadion przy ulicy im. księdza Piotra Ściegiennego. Pogoda robi się coraz lepsza, słońce powoli zaczyna zachodzić i tworzy piękny krajobraz na tle Kolporter Areny. Drogę pokonujemy piechotą, więc nietrudno zauważyć graffiti namalowane na pobliskich budynkach, które ukazują napisy takie jak „Polacy jesteśmy z wami” czy „Polacy do boju”. Na słupach przy drodze rozwieszone są za to flagi wszystkich uczestników turnieju, co w moim odczuciu oddawało klimat i miejscami przypominało Euro 2012.
W czerwcu tego roku Kielce mogłyby wydawać się miejscem, gdzie utrudnienia na drogach będą występowały głównie z powodu remontów na odcinkach prowadzących do miasta od strony południowej. W dniu meczu nie było jednak żadnych komplikacji, dojazd okazał się bezproblemowy. Odpowiednie służby zadbały o porządek na kluczowych ulicach dookoła stadionu, a sam odcinek przy Kolporter Arenie pozwolił na swobodną jazdę i dogodne parkowanie, nawet poza płatnymi parkingami. Jeśli chodzi o dostanie się na sam stadion, ruch na bramkach przebiegał sprawnie, a w przypadku zbyt dużej liczby kibiców na danej z nich spiker kierował fanów do miejsc z mniejszymi kolejkami.
Godzinę przed gwizdkiem zajmujemy nasze miejsca, a pierwsze przyśpiewki podgrzewają atmosferę i przyprawiają o gęsią skórkę. Stadion się zapełnia, trudno jednoznacznie ocenić, ilu jest Anglików czy Polaków, ponieważ sektory neutralne są wymieszaneZ ogromną przewagą przybywają fani „Biało-czerwonych”, zaś kibiców angielskich można zobaczyć na krzesełkach tuż przy samej murawie.Jordan, Jordan!” – krzyczy jeden z dzieciaków do rozmawiającego przez telefon zawodnika Evertonu. Muzyka rozbrzmiewa po obiekcie i jednocześnie umila czas przed rozpoczęciem spotkania. I teraz pora na najważniejsze 90 minut szczególnie dla Polaków. Z tunelu wyłaniają się zawodnicy i zaczyna się odśpiewanie hymnów obu państw.











