W rundzie wiosennej minionego sezonu rozegrany został mecz pomiędzy Koroną Kielce i Jagiellonią Białystok. Każdy zainteresowanym futbolem wiedział, że kielczanie wygrali z przyjezdnymi 5:0, bo też wynik powinien być najważniejszy. Tradycyjna relacja z meczu dotyczyła jego przebiegu, składów, frekwencji i wspominała o zajściach kibiców z policją. Żeby dowiedzieć się czegoś więcej, można było przeczytać oświadczenie na stronie policji, która podzieliła się opinią na temat zajścia.
Zainteresowani mogli dowiedzieć się, że pseudokibice blokowali dojście do sektora, gdzie została odpalona raca. W komunikacie tym jasno jest podane, że ani policja, ani straż pożarna nie mogły przedostać się do miejsca, gdzie odpalono niebezpieczne materiały. Wydarzenie to rzeczywiście mogłoby być niebezpieczne, gdyby jednak miało miejsce. W związku z oświadczeniem policji w internecie pojawił się natychmiast filmik pokazujący całe zajście. Zwykły materiał nagrany komórką przez jednego z kibiców, w żaden sposób niezmontowany, pokazujący przebieg wydarzeń.

I tutaj po raz pierwszy można odnieść wrażenie, że uczestniczymy w dwóch zupełnie odrębnych relacjach tego samego wydarzenia. Człowiek mający na celu zabezpieczenie odpalonej racy przechodzi przez grupę kibiców bez problemów. Wszystko pod komendą spikera namawiającego tłum do nieodpalania podobnych materiałów i bezpiecznej zabawy już po wszystkim. W momencie zakończenia incydentu policji nie było jeszcze pod trybunami. Tylko o co chodziło w wydanym przez nią oświadczeniu?
W relacji, które można odnaleźć w internecie, neutralny widz jest w stanie zweryfikować przebieg niektórych wydarzeń. W celu zabezpieczenia miejsca, gdzie zostały odpalone materiały pirotechniczne, wezwana policja blokuje wyjście kibiców z innych sektorów. Na swojej stronie mundurowi zaznaczają, że musieli ukarać mandatami ok. 100 osób m.in. za wulgaryzmy czy załatwianie potrzeby w miejscu publicznym. Podczas oglądania kilku filmów staram się dopatrzeć przewinienia kibiców, którzy w niewyjaśniony sposób zostali zatrzymani na schodach i przejściach stadionu. Widzę tłum, do którego zamiast agresywny bardziej pasuje przymiotnik mocno zdezorientowany. Na szczęście nie doszło do przemocy, chociaż niewiele brakowało. Gdyby w tłumie znaleźli się krewcy fani Korony, niewątpliwie mogliby wykorzystać postawę porządkowych do ataku.
Na filmiku możemy obejrzeć, jak po chwili dopiero przepuszczani do wyjścia są niektórzy kibice. Trzeba podkreślić, że nie stałoby się to, gdyby nie interwencja piłkarzy z Kielc, którzy wręcz odgradzali policjantów od wychodzących kibiców. Zastanawiające jest postępowanie mundurowych, którzy pod sugestią sportowców są w stanie ustąpić, czego nie robią, gdy proszą ich o to kibice. Nie konsultowali tej decyzji ze swoim dowództwem, zatem przychodzi do głowy pytanie, czy stało się tak tylko dlatego, że przemówił do nich ktoś znany? Prowadzi mnie to do nieprzyjemnej konkluzji, że dla policjanta nie ma znaczenia opinia zwykłego obywatela.










