Ogromne zaufanie prezesa nie wystarcza. Trzeba zaskarbić je sobie także u kibiców. A z powodu tych Stefan Majewski w Krakowie nie ma łatwego życia. Kiedyś było machanie białymi chusteczkami, teraz są obrażające przyśpiewki.
„Jutro sobota, Majewski pakuj laptopa” albo „Każdy to powie, Majewski niszczy Cracovię” – śpiewali sympatycy „Pasów” po piątkowej klęsce 0:3 z warszawską Legią.
Frustracja nie może dziwić. Cztery punkty (remis z Wisłą w derbach oraz zwycięstwo 2:0 nad ŁKS-em), fatalny bilans bramkowy (3:10) i 15. lokata.
Rok temu także jesienią Cracovia spisywała się poniżej oczekiwań (na koniec rundy 12. lokata). Spodziewano się lepszych rezultatów, pamiętając o czwartej lokacie (wyprzedzenie w ligowej stawce rywala zza miedzy – Wisły) w sezonie 2006/07.
Czas trenera Majewskiego pod Wawelem z pewnością się już skończył. Uświadomił to sobie wreszcie Janusz Filipiak. Na trybunach dopatrzono się Duszana Radolsky’ego.










