Lechia Gdańsk zremisowała 1:1 ze Śląskiem Wrocław. Emocji w tym spotkaniu nie brakowało, a gospodarze mogą mówić o sporym pechu, gdyż zasługiwali na zwycięstwo.
Spotkanie Lechii Gdańsk ze Śląskiem Wrocław teoretycznie miało tylko jednego faworyta. Drużyna Oresta Lenczyka przed 27. kolejką zajmowała drugie miejsce i od zespołu z Gdańska dzieliły ją 22 punkty. Tyle tylko że w rundzie wiosennej piłkarze Śląska prezentują się fatalnie i wyjazdowy mecz z zespołem broniącym się przed spadkiem wcale nie musiał być dla nich łatwy.

I jak pokazały pierwsze minuty spotkania, Lechia nie miała zamiaru oddać punktów za darmo. Już w 2. minucie swoją okazję miał Piotr Grzelczak, który mocno uderzył piłkę, ale ta trafiła wprost w ręce Kelemena. Chwilę później było groźnie pod bramką Lechii. Po sporym błędzie Pawłowskiego futbolówka trafiła pod nogi Stevanovicia, ale ten uderzył nad poprzeczką.
W 13. minucie znów przed szansą stanęli piłkarze gospodarzy. We własnym polu karnym potknął się Pawelec, do piłki szybko dopadł Traore, ale po raz drugi w tym spotkaniu strzał napastnika Lechii trafił wprost w ręce bramkarza Śląska.
Dwie minuty później Wrocławianie grali już w dziesiątkę. Wychodzącego na czystą sytuację Jakuba Wilka faulował Tadeusz Socha i arbiter słusznie pokazał zawodnikowi Śląska czerwoną kartkę.
Od tego momentu piłkarze Lechii przejęli inicjatywę i mozolnie budowali kolejne ataki pozycyjne. Podopieczni Oresta Lenczyka swoich szans szukali w kontratakach i stałych fragmentach gry.
W 24. minucie po raz kolejny w tym spotkaniu bardzo dobrze interweniował Kelemen. Tym razem szczęścia próbował Jakub Wilk, ale Słowak był dziś naprawdę dobrze dysponowany.
Później tempo spotkania nieco siadło, a na następną dogodną okazję musieliśmy poczekać aż do 45. minuty. Wtedy dobre podanie od Grzelczaka dostał Nowak, ale piłka po jego strzale minimalnie minęła bramkę Śląska.
Druga połowa rozpoczęła się podobnie jak pierwsza, czyli od naporu gospodarzy. W 55. minucie spotkania potężną bombę na bramkę Kelemena posłał Deleu, ale w ostatniej chwili strzał zablokował jeden z defensorów Śląska.












