Zamiast napawania się zwycięstwem z Borussią Dortmund w Bayernie wielka nerwówka. W prasie nie uświadczymy szczegółowych analiz taktycznych, tylko raczej kolejnych wypowiedzi Guardioli o zdradzie. Oto obraz po niemieckim hicie.
Na boisku wszystko miało być dla Bayernu proste, łatwe i przyjemne. Rozbita w tylnej formacji ekipa z Dortmundu tanio skóry nie sprzedała i przez długi czas nie tylko się skutecznie broniła, ale również kilkukrotnie zagroziła bramce Neuera. Sił zabrakło w końcówce, ale ostateczny wynik nieco zamazuje obraz całego spotkania. Oczywiście z „gorącym” przywitaniem spotkał się Mario Götze, który aby uniknąć sporej dawki gwizdów i obelg ze strony kibiców podczas przerwy rozgrzewał się w tunelu. Co prawda po zdobyciu gola się nie cieszył, ale i tak nie zmieniło to odczuć fanów BVB w stosunku do jego osoby.
Jednak nikt w Monachium nie cieszy się z sobotniego zwycięstwa. Trwa polowanie na „kreta”, który według Pepa Guardioli miał wynieść do dziennikarzy „Bilda” nie tylko skład na mecz z Borussią, ale również zdradził szczegóły taktyki (zagrywanie długich piłek) oraz część mowy hiszpańskiego trenera („Uważajcie na kontrataki!”). W mediach (nie tylko niemieckich) dziennikarze i eksperci strzelają nazwiskami. Może niezadowolony ze współpracą Mario Mandżukić? Lub ostatnio upokorzony Arjen Robben? Guardiola zapowiedział, że ktokolwiek to jest, więcej w Bayernie nie zagra. Zobaczymy, czy dotrzyma słowa.
***
Bardzo lubię patrzeć na grę Borussii M’Gladbach. Szczególnie wtedy, gdy „Źrebaki” są już pewne zwycięstwa. Wówczas rozkręcają się i ich gra kombinacyjna wygląda naprawdę imponująco. Lucien Favre wybrał sobie do tego odpowiednich, dobrze wyszkolonych technicznie piłkarzy, którzy dobrze czują się z piłką przy nodze i teraz zbiera tego plony.
Dwie asysty zanotował Herrmann, ale i tak muszę przyznać, że liczyłem na o wiele więcej w wykonaniu tego zawodnika. Spodziewałem się przełomowego sezonu w jego wykonaniu, rozbudził nadzieje w meczu z Bayernem, a potem zgasł. Oby po tym spotkaniu się przełamał.
***
Na podobne przełamanie liczą pewnie kibice Eintrachtu, dla którego dwukrotnie w minionej kolejce trafił Joselu. To jego pierwsze gole dla frankfurckiego zespołu, a całej przygodzie w Niemczech ma zaledwie siedem bramek. Zdziwiony popisami Hiszpana przeciwko Schalke był również chyba Armin Veh. Tak przynajmniej wyglądał po drugim golu. Nie zapominajmy jednak, że w swoim debiucie w ekipie Eintrachtu Srdjan Lakić trafił do siatki dwa razy, by potem przez całą rundę zawodzić.
Schalke w tym meczu udało się wyszarpać punkt, ale tylko dzięki łaskawości Eintrachtu, który wyjątkowo często w tym sezonie daje sobie odbierać punkty w końcówkach spotkań. To jeden z powodów fatalnej pozycji frankfurtczyków, którym gra w Lidze Europy wyraźnie nie służy.
Z kolei drużynie Jensa Kellera remis uratował Benedikt Höwedes, który zachował się w akcji bramkowej jak klasowy napastnik. Może to jego pod nieobecność Huntelaara na szpicy powinien wystawiać trener?
***








