Wynik 9:2 w Bundeslidze można by traktować jako słaby primaaprilisowy dowcip. To jednak nie żart, ale świetna gra… rezerw Bayernu, które rozniosły HSV w takim stosunku. Swoje zwycięstwo odniosła też Borussia, która uniemożliwiła Bayernowi świętowanie zdobytego mistrzostwa już w marcu.
HSV tworzy historię, niestety tę negatywną. Jest to najwyższa porażka w historii klubu i druga najwyższa deklasacja w tym wieku. Ostatnio taki wynik został odnotowany w 2001 roku, kiedy to Bayer Leverkusen pokonał SSV Ulm 9:1. Wynik 9:2 dla Bayernu stał się rzeczywistością, a nad Imtech Arena nadeszły już bardzo ciemne, burzowe chmury.

Deklasacja, pogrom, klęska… Synonimy oznaczające tragiczną grę „Hanseaten” można mnożyć, jednak ile winy można przypisać samym piłkarzom, a ile trenerowi? Trudno stwierdzić, bo cały sezon dla „Bawarczyków” jest czymś niesamowitym. Jest jednak jedno malutkie ale. Połowa najsilniejszych zawodników z Monachium odpoczywała, siedząc na ławce, a mimo to i tak Hamburger został zmiażdżony. Dziewięć bramek było i tak dość niskim wymiarem kary. Gdyby Bayernowi się chciało, to koniec końców po stronie gospodarzy widniałby dwucyfrowy bramkowy rezultat. Już przy 7:0 tempo meczu zdecydowanie spadło, co nie znaczy, że „Bawarczycy” nie przeważali, bo dalej robili swoje, doprowadzając wynik do 9:2. Łatwo jest nam oceniać fatalny występ Hamburga, jednak warto przyjrzeć się klubowi od wewnątrz. Kryzys trwa tam już jakiś czas. Problem braku trofeów nie jest w Hamburgu nowy. Trudno obwiniać trenera o to, że nie może wykrzesać z drużyny więcej niż tylko zwycięstwo w nic nieznaczących zawodach (Peace Cup), skoro ostatni większy sukces został osiągnięty dziesięć lat temu i było to zdobycie krajowego pucharu. Szkoleniowiec powinien spróbować wydobyć coś z drużyny w szatni, skoro zespół i tak przegrywał już 0:5. Zadaniem trenera było albo zmotywowanie graczy do lepszej gry, albo… bardzo defensywne ustawienie, które nie doprowadziłoby do aż takiego pogromu.
Należy się zastanowić na osobą Thorstena Finka. Czy trener mający wcześniej doświadczenie tylko z ligi austriackiej i szwajcarskiej jest w stanie poprowadzić drużynę z kilkoma piłkarzami zarabiającymi grube miliony euro? HSV ma ewidentne problemy z utrzymaniem równej, wysokiej formy. Kto jest za to odpowiedzialny, jeśli nie trener? Potencjał w Finku na pewno drzemie, ale szkoleniowiec ewidentnie nie potrafi go wykorzystać. Adler i Westermann są regularnie powoływani do reprezentacji Niemiec, van der Vaart ma za sobą przygodę w Realu i Tottenhamie, a o Rudnevsa i Sona zaraz będą się biły czołowe kluby Europy.
Trudno również powiedzieć wiele dobrych rzeczy na temat defensywy, którą dysponuje szkoleniowiec HSV. Mimo obecności niektórych doświadczonych defensorów (Westermann, Aogo) obrona nie wspiera swojego bramkarza. Zawodnicy nie unikają indywidualnych błędów, które rzadko naprawiane są przez innych piłkarzy. Część graczy często narzeka na różnego rodzaju urazy czy kontuzje. Sprawiają one, że Fink musi wprowadzać różne roszady, które niszczą zgranie w drużynie i powodują częste nieporozumienia zarówno pomiędzy formacjami, jak i w nich samych.










