Niemieckie kluby miały ponad miesiąc, by solidnie przygotować się do rundy rewanżowej. Z jednych obozów dochodziły informacje o zwycięstwach, z drugich o porażkach. Część drużyn wróciła osłabiona kontuzjami, część wzmocniona nowymi zawodnikami. Wszelkie doniesienia, ruchy transferowe czy wydarzenia zweryfikowała 18. kolejka – dyspozycja niektórych drużyn wcale nie jest taka kolorowa.
Zacznijmy od najgłośniejszego wydarzenia tej rundy, czyli porażki Bayernu Monachium. W tym wypadku nie chodzi już nawet o fakt, że Borussia M’Gladbach dwukrotnie pokonała niemieckiego potentata i będzie się bardzo liczyć w walce o europejskie puchary. Nie chodzi też o klasę Reusa, Ter Stegena czy Herrmanna. Najistotniejsze jest to, co zaprezentował Bayern – niemoc. „Bawarczycy” nie mają nic na swoje usprawiedliwienie. Okres przygotowawczy wyszedł im świetnie, drużyna rozbijała kolejnych rywali (ich poziom nie był co prawda zbyt wysoki), a do pełni zdrowia wrócili już Robben i Schweinsteiger. Do tego dochodzi motywacja – szansa na zrewanżowanie się za kompromitującą porażkę z początku sezonu oraz świadomość, że tuż za rogiem na wpadkę lidera tylko czekają Borussia Dortmund i Schalke Gelsenkirchen.
Tymczasem Bayern nie zaprezentował żadnego ze swoich jesiennych atutów. Najskuteczniejsza ofensywa w lidze, pełna gwiazd światowego formatu, okazała się gorsza od duetu dwóch utalentowanych mikrusów wspieranych przez weterana, Mike’a Hanke. Jeszcze gorzej wypadła obrona, podobno najlepsza w lidze, wzmocniona przed sezonem reprezentantami Niemiec. „Bawarczycy” stracili w spotkaniu z M’Gladbach aż 1/3 bramek z całej rundy jesiennej! Neuer znów się skompromitował i na tle znajdującego się po drugiej stronie Ter Stegena wyglądał bardzo przeciętnie. Naprawdę to nieistotne, że Borussia rozegrała świetne spotkanie, a Lucien Favre okazał się dobrym strategiem. Ważne jest to, że Bayern zagrał słabo i to ciągłe kreowanie go przez media nowym mistrzem Niemiec jest jak na razie bezpodstawne. Zapewne teraz czeka nas kolejna seria meczów bez porażki „Bawarczyków”, podobna do tej z początku sezonu. Jednak mimo że kilka miesięcy temu w Monachium wyśrubowano kilka rekordów, to na półmetku przewaga nad resztą stawki wynosiła zaledwie trzy punkty… W tym momencie stopniała do zera. Gdzie się podział murowany faworyt do mistrzostwa? Ja takiego w Bundeslidze nie widzę.
Skoro już jesteśmy przy podium tabeli, mamy okazję po raz kolejny pochwalić nasze trio z Dortmundu, które poprowadziło Borussię do zatopienia Hamburgera w jego własnym porcie. Mecz z wysokości trybun oglądał Franciszek Smuda, który później rozpływał się nad formą swoich kadrowiczów. – Było mi miło, byłem dumny z chłopaków. Czułem się naprawdę wyjątkowo na trybunie stadionu w Hamburgu. Siedziałem w towarzystwie szefów HSV. Prezydent tego klubu tylko westchnął: szkoda, że my nie mamy takiej trójki Polaków – wyjawił „Franz”. Chyba wszystkim polskim fanom przyjemnie oglądało się to spotkanie. Według nas jeden z autorów zwycięstwa Borussii – Jakub Błaszczykowski – zasłużył na miano najlepszego piłkarza 18. kolejki. Tymczasem lokalny rywal „BVB”, Schalke Gelsenkirchen, w dobrym stylu wygrał z VfB Stuttgart. „Królewsko-niebiescy” pod wodzą Huuba Stevensa kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa i niespodziewanie znaleźli się w gronie trójki walczącej o tytuł. Zobaczymy, jak długo wytrzymają tempo Bayernu i Borussii.








