Od pewnego czasu w Bundeslidze na pierwszy plan wysuwają się już nie piłkarze, ale sędziowie. Niestety, głównie przez swoje fatalne decyzje. Nawet ci dotychczas uważani za najlepszych w kraju arbitrów popełniają kardynalne błędy i nic nie wskazuje na to, by ta sytuacja miała się wkrótce zmienić.
Mniej więcej 70 niemieckich sędziów jest podejrzanych o uchylanie się od płacenia podatków i ukrywanie zysków na zagranicznych kontach. Ostatnio doszło nawet do przeszukania domów niektórych z nich. Do tej afery na coraz większą skalę dochodzą jeszcze nieciekawe wyniki na niemieckich boiskach. Były sędzia międzynarodowy dr Markus Merk uważa mimo wszystko, że tych dwóch zdarzeń nie należy łączyć i że jedno nie ma wpływu na drugie.
Nie sposób jednak zaprzeczyć, że sędziowie niemieccy mylą się ostatnio bardzo często, i to w sytuacjach zupełnie jasnych i przejrzystych. Można się pomylić o parę centymetrów, orzekając o spalonym, ale metr czy dwa to już zdecydowanie za dużo. To samo jeśli chodzi o faule, kartki czy rzuty karne. Z taką opinią zgodzić się nie może jedynie inny były sędzia, pan Lutz Wagner, który obecnie pracuje w niemieckim związku piłkarskim i zajmuje się między innymi wdrażaniem nowych zasad. Wagner wyjaśnia, że każdy sędzia ma swojego trenera, z którym ponownie analizuje spotkanie, i że każdą decyzję trzeba rozważać osobno.
Stanowisko Lutza Wagnera jest jednak odosobnione i ma taką a nie inną formę zapewne przez jego funkcję w DFB. 12. kolejka najlepiej świadczy o tym, że sędziowie w Niemczech przeżywają poważny kryzys. Michael Weiner najpierw nie dostrzegł istotnego zagrania gracza Werderu Brema ręką, chwilę później, po drugiej stronie boiska, ukarał za to czerwoną kartką piłkarza z Kolonii i podyktował rzut karny dla bremeńczyków. Ci dzięki temu wyrównali, a oba zajścia miały ogromny wpływ na losy meczu. Knut Kircher w meczu Bayeru Leverkusen z HSV nie uznał tym drugim prawidłowo zdobytej bramki. Guido Winkmann, który sędziował piątkowy mecz Mainz ze Stuttgartem, był zdecydowanym bohaterem wieczoru – nie zauważył faulu na Okazakim w polu bramkowym, ale za to niesłusznie przyznał karnego graczom Mainz. Trener VfB, Bruno Labbadia, stwierdził po spotkaniu, że jego drużyna musiała stawić czoła nie jedenastce, a dwunastce.
Nie pierwszy raz w tym sezonie zdarzają się takie sytuacje – liczba błędnych decyzji w każdej kolejce jest przerażająca, niestety sędziowie wciąż i wciąż są bez formy. Być może kilku z nich niedługo pożegna się ze swoją pracą – za wspomniane oszustwa podatkowe. Spora część jednak zostanie, a ich decyzje nadal będą wypaczać wyniki. Podobno błądzić jest rzeczą ludzką… Ale wszystko ma chyba jednak swoje granice.








