Kolejne trafienie Arjomsa Rudnevsa. Kapitalny/cudowny/fenomenalny/niesamowity/wspaniały (niepotrzebne skreślić) gol Vieirinhi. Co z tego, skoro po minionym weekendzie wszyscy mówią o derbach Zagłębia Ruhry?
Zgadzam się w zupełności z Kubą Machowiną, który boi się otworzyć lodówkę w obawie przed Robertem Lewandowskim. Prawdą jest, że w mediach mamy przesyt informacji o BVB. Ale… jak tu nie wspomnieć o meczu podopiecznych Jürgena Kloppa?

To było naprawdę bardzo dobre spotkanie. Może zabrakło jedynie nieco lepszej postawy gości. Wystarczy przytoczyć statystykę strzałów celnych. Zawodnicy z Dortmundu oddali ich trzy przy aż dziesięciu gospodarzy. Fantastyczne zawody rozegrała druga linia Schalke. Höger, Neustädter, a nawet Draxler niesamowicie pracowali w środku pola i neutralizowali Götzego i Gündogana. Świetnie dysponowany był również Farfan, który w drugiej połowie ciągnął grę ofensywną swojej drużyny. Do tego bezbłędny Matip (to akurat rzadko używany związek wyrazowy), solidny Kolasinac i szalejący Uchida. A kiedy gola strzelił Huntelaar, któremu ostatnio rzadko to się zdarza, stało się jasne, że Schalke już tego meczu nie przegra.
Nie dajcie zwieść się komentarzom, że Borussia w drugiej części spotkania była lepsza. Dortmundczycy przeważali, ale tylko dlatego, że Jens Keller cofnął swój zespół. Tylko Weidenfellerowi, do spółki z Farfanem, goście zawdzięczają to, że nie wyjechali z Veltins Arena z bagażem pięciu bramek. Strzał z woleja Huntelaara i dwie setki obronione przez bramkarza BVB, fatalne pudło Farfana, nieudany strzał Pukkiego. Gospodarze mogli ten mecz wygrać o wiele wyżej.
W tle tych dziesiątek podań Borussii i błyskawicznych kontr Schalke toczyła się walka o tytuł najgorszego gracza meczu. Po 45 minutach wydawało się, że to „zaszczytne” miano trafi w ręce Grosskreutza, który był kompletnie bezużyteczny w ofensywie, a do tego nie radził sobie z Uchidą. I kiedy już na boisku siły się wyrównały (czyt. Reus zmienił Grosskreutza), to kontuzjowanego Huntelaara zmienił Pukki. Nie rozumiem, co trener Keller widzi w Finie. Mając na ławce Raffaela, Barnettę i Meyera, wpuszcza Pukkiego. Niemal wszystkie pojedynki główkowe przegrane, dużo strat, niecelne podania, do tego zaprzepaścił dwie świetne sytuacje. Najpierw po podaniu Draxlera przestraszył się wychodzącego Weidenfellera i trafił w Bendera. Potem zamiast zostawić piłkę Bastosowi sam chciał uderzyć, co skończyło się autem bramkowym. Schalke potrzebuje jakiegoś napastnika, tym bardziej że Huntelaar przez najbliższe tygodnie nie zagra z powodu kontuzji. I nie powinien to być Pukki.
Tak czy inaczej, ten mecz to dobry prognostyk przed dzisiejszym starciem z Galatasarayem. Na szczęście Schalke bramki nie musi strzelić, więc może jakoś obędzie się bez napastnika.








