Bundesliga już niebawem zatopi się w świątecznej atmosferze i na moment emocje związane z piłką nożną odejdą na dalszy plan, aż do momentu wznowienia rozgrywek. Przed nami jednak jeszcze jednak kolejka. Ale co tam przyszłość, kiedy w miniony weekend tyle się działo w 16. kolejce ligi niemieckiej!
Pogoń Borussii
Z punktu widzenia polskich kibiców bardzo interesująco zapowiadał się mecz w Hoffenheim, gdzie miejscowi piłkarze Markusa Gisdola o mały włos nie sprawili niespodzianki, pokonując faworyzowanych graczy BVB. Ktoś, kto zasiadł w sobotnie popołudnie przed odbiornik telewizyjny, i myślał, że może zobaczy kolejne trafienie Lewandowskiego oraz łatwe zwycięstwo podopiecznych Juergena Kloppa, bardzo się rozczarował. Do 43. minuty meczu na Rhein-Neckar Arena rezultat wyświetlany na tablicy wyników był bardzo niekorzystny dla przyjezdnych. Dopiero Pierre Aubameyang trochę poprawił humory swoim kolegom, strzelając bramkę do szatni. Mimo tego ekipa z Dortmundu była bardzo zdziwiona schodząc na przerwę. W 67. minucie Łukasz Piszczek oficjalnie powrócił na salony. Prawy obrońca wicemistrza Niemiec na raty pokonał Jensa Grahla i dał tym samym remis Borussii. Na nic więcej nie było stać BVB i wynik z Hoffe, dosyć zaskakujący, stał się faktem. Przy trafieniach Schipplocka i Vollanda doskonale było widać, jak ogromną stratą jest brak Hummelsa, który nigdy nie pozwoliłby na taką swobodę, jaką dysponowali wtedy gospodarze. Swoją drogą ciekawe, czy piłkarze Borussii w ten sam sposób będą gonić Bayern Monachium w tabeli ligowej. Jak na razie pozostają im pościgi za wynikiem w meczach z dnem tabeli.
Niewyraźny Bayern – Goetze reaktywacja
Równolegle ze spotkaniem w Hoffenheim Bayern rozprawiał się z Hamburgerem SV, który puka do bram 2. Bundesligi. I znów, jeśli ktoś spodziewał się, że monachijski walec rozjedzie swoich rywali, jak to miało miejsce w poprzednim sezonie (9:2), to zapewne był rozczarowany, ponieważ ekipa z Hamburga nie zamierzała klękać przed hegemonem Bundesligi i prosić o najłagodniejszy wymiar kary. Więcej, zwycięstwo na Allianz Arena, choć sam wynik był przyzwoity, przyszło dosyć trudno. Zapewne to kwestia pewnego rozkojarzenia spowodowanego kosmicznymi meczami „Bawarczyków”, ale ewidentnie nie pokazali w tym spotkaniu tego, do czego przyzwyczajali w ciągu ostatnich kolejek. Może być też tak, że Bayern dopada lekka zadyszka. W końcu w Lidze Mistrzów również zostali pokonani przez „The Citizens”. Dwa nieco słabsze spotkania może nie są powodem do paniki, ale czuję po kościach, że Pep Guardiola jest bardzo szczęśliwy, że przerwa świąteczna nadchodzi i będzie okazja do naładowania mocno wyeksploatowanych już akumulatorów.
Kibiców Bayernu cieszy zapewne, że Mario Goetze, który w letnim okienku transferowym przeszedł z Borussii do drużyny z Monchium, znów zachwyca swoją grą. „Złote dziecko niemieckiej piłki” nareszcie zaczyna przypominać sobie, jak gra się porządnie w futbol, bo jednak dotąd fani w Monachium mocno psioczyli na reprezentanta Niemiec, sugerując, że gruba kasa, która została wyłożona za tego zawodnika, to kiepski interes. Mario powiedział jednak: hola, hola, to dopiero początek – i wydaje się, że faktycznie, może to być początek lepszych czasów Goetzego w Bayernie.








