Mówi się, że polska piłka już od wielu lat jest na etapie odbijania się od dna, jednak coraz dłuższe przebywanie w strefie beztlenowej powoduje, że coraz rzadziej myślimy o możliwości wypłynięcia na powierzchnię. Tym bardziej cieszą nas takie występy jak te w ubiegły weekend na boiskach Bundesligi w wykonaniu Polaków.
Odkąd Borussia Dortmund albo raczej Polonia Dortmund występuje częściej z dwoma, a nie jak przez ostatnie kilka lat trzema Polakami w składzie, rzadziej oglądamy takie mecze, w których nasi reprezentanci rozdają karty. Tak było właśnie w meczu z Mainz, który BVB wygrało 4:2, właśnie dzięki bramkom Piszczka i Lewandowskiego. Aż przykro myśleć, że po zakończeniu sezonu zakończy się też wielki polski rozdział w historii BVB. Trójka z Dortmundu się rozpadnie, choć miejmy nadzieję, że ubędzie tylko ten, którego odejście do Bayernu Monachium już jest przesądzone.

Kolejnym z polskich piłkarzy, który bardzo przyczynił się do zwycięstwa w meczu swojej drużyny, był Sebastian Boenisch, który trafił do siatki rywala i sam również asystował przy bramce kolegi. To z kolei reprezentant, który obecny sezon ma bardzo trudny, i obrazki takie jak ten w niedzielę, kiedy błyszczał na boisku, są dosyć wyjątkowe. Mecz dla Bayeru Leverkusen był o tyle ważny, że ta ekipa walczy nadal o pozostanie w tej strefie tabeli, która zagwarantuje grę w europejskich pucharach. Podopiecznym Saschy Lewandowskiego marzy się jeszcze wskoczenie na podium rozgrywek, ale Schalke łatwo skóry nie sprzeda. Co ważne, bramka i asysta Boenischa znacznie przyczyniły się do pogrążenia Norymbergi, która niebawem przywali dziobem o dno i zapewne wyląduje w 2. Bundeslidze.
Żeby nie było, że za naszą zachodnią granicą jest tak kolorowo, to należy przypomnieć, że Arkadiusz Milik nie pojawił się nawet w kadrze meczowej, a co tu dużo ukrywać – chyba wielu widziało w nim partnera do gry w reprezentacji Polski dla Roberta Lewandowskiego. Brak gry w lidze może spowodować, że Milik w ogóle w kadrze Nawałki się nie pojawi, ponieważ okazuje się, że o ile wcześniej problemem Milika były częste wejścia z ławki, czasem pod koniec meczu, o tyle teraz pod znakiem zapytania stoi, z którego miejsca obejrzy mecz (ławka rezerwowych? trybuny?). Miejmy nadzieję, że Arkadiusz się nie podda i na treningach pokaże szkoleniowcowi Augsburga, że zasługuje na miejsce w składzie. Treningami w Bundeslidze może sobie wywalczyć zasługi u trenera, co do tego nie ma żadnych wątpliwości. O polskich zawodnikach od lat mówi się, że w sobotnim czy niedzielnym meczu to może i by dali sobie radę, jednak aby do tego weekendu dotrwać, to trzeba mocno zapierniczać na treningach. Oby młody napastnik urodzony w Tychach o tym nie zapomniał.










