Wszyscy fani Bundesligi chcieliby widzieć najlepsze niemieckie ekipy w europejskich pucharach. Nie zawsze tak jest, że prawo do gry otrzymują ci najlepsi. Z różnych przyczyn. Brak szczęścia, kontuzje etc. Szczęścia nie brakuje ostatnimi czasy Robertowi Lewandowskiemu, który miażdży razem ze swoją Borussią całą piłkarską Europę. No cóż, o Europie kilka słów…
Niemiecka Bundesliga już niebawem znajdzie się na mecie rozgrywek w jubileuszowym 50. sezonie. Najistotniejsze rozstrzygnięcia już znamy. Bayern powraca na mistrzowski tron, Borussia tuż za nimi. Nie tak całkiem dawno ciekawie wyglądała walka o drugie miejsce, ale Bayer kilka razy stracił punkty i ekipa Juergena Kloppa odskoczyła. W środku tabeli jest jednak ciasno jak w tramwaju w godzinach szczytu. Różnica punktowa między piątym Eintrachtem, a jedenastym Wolfsburgiem to zaledwie sześć punktów. Dlaczego to ważne? Mówi się, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Poniekąd to stare prawidło funkcjonuje i w tej sprawie. Walka toczy się o Ligę Europy, Ligę Mistrzów, a więc kwestia pieniądza jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Wydaje się jednak, że w kontekście występów niemieckich drużyn w tych rozgrywkach ważniejsza od pieniędzy może być chociażby, nazwijmy to, „reprezentacja” Niemiec w europejskich pucharach. Jeżeli w Lidze Europy będzie występować drużyna Eintrachtu Frankfurt, a wydaje mi się, że będzie, to nie wróżyłbym świetnych opinii o poziomie tej zacnej ligi.
Runda wiosenna w wykonaniu tego zespołu to delikatnie mówiąc klapa. O ile jesienna aura sprawiała, że ten zespół lśnił, o tyle w tej części roku, kiedy wszystko budzi się do życia, piłkarze Eintrachtu ewidentnie uschnęli. Pytanie brzmi, czy tak dobra runda, jak ta jesienna, przydarzy im się, kiedy nadejdzie czas, aby zmierzyć się w Lidze Europy. Albo co gorsza, w Lidze Mistrzów (taka opcja też jest możliwa). Porażka chociażby z Augsburgiem, męczarnie z Greuther Fuerth czy ostatni mecz z Mainz dosyć jasno pokazują, że jest to ekipa niestabilna. A skoro o ostatnim meczu mowa. Nie wiem, czy ktoś widział ostatnie „starcie” z Mainz. Jeżeli tak, to zmarnował czas. Nudy, nudy i jeszcze raz nudy. Nie wiem, czy to wina trenera czy zawodników. Zapewne jak zwykle po równo. No bo przecież piłkarze dobrze wiedzą, o co walczą. A walczą o możliwość zarobienia dużych pieniędzy. Wiemy wszyscy, ile można zarobić w rozgrywkach, o których mowa. Wie też trener, który powinien zagrzmieć w szatni, aby trochę ożywić drużynę. Chociaż chyba jestem nie sprawiedliwy, ponieważ prawdopodobnie zagrzmiał. Przez 5-10 minut drugiej połowy coś się działo, więc ostatecznie: moja bardzo wielka wina…
Można oczywiście się upierać się, że skoro zdobyli punkty, to zasługują. Pewnie, że mierząc taką miarą, to jak najbardziej. Co zdobyli, to ich. Tylko czy ten zespół nie znalazł się w czołówce trochę przypadkowo? Patrząc na ostatnie mecze tej drużyny, nie mam złudzeń. Żeby nie było tak, że się uczepiłem tego Eintrachtu, to dla odmiany Borussii M’Gladbach też przyłożę i powiem, że do Ligi Europy trochę jej daleko. Ja wiem, że Lucien Favre to fachowiec niemałej klasy i być może stworzy lepszą ekipę w przyszłym sezonie. Być może. Jednak będę się upierał, że dzisiaj postawa tej drużyny nie jest zbyt przekonująca i czekam na ostanie mecze. Reszta? Uważam, że Freiburg czy Hamburger SV są dobrymi kandydatami na reprezentantów Bundesligi. Z Freiburgiem może być taki problem, że kluczowi zawodnicy odejdą i powstanie problem. Obecnie nie ma się jednak za bardzo do czego przyczepić. Co do szczytu tabeli, to wygląda on wprost idealnie. Idealnie, ponieważ Bayern jest zdecydowanie najlepszą drużyną w lidze. Rekordy mówią za siebie. Borussia i Bayern goniły, ale nieskutecznie. A Schalke, mimo iż ten rok ma raczej słabszy, to potencjał tej ekipy jest na tyle duży, że raczej bez większych problemów przebrnie przez eliminacje Ligi Mistrzów i sądzę, że z tej grupy chętnych na swoje obecne miejsce najlepiej pokaże się na europejskiej arenie.









