Robert Lewandowski w jednym z przedsezonowych wywiadów wspominał, że jego zdaniem Borussia w tym sezonie jest zdecydowanie silniejsza kadrowo niż w minionym roku. Lanie wody? Być może. Kurtuazja wobec nowych kolegów? Również prawdopodobne. Ale ta wypowiedź niesie ze sobą o wiele głębszy sens, którego w tamtym momencie prawdopodobnie Lewandowski sobie nie uświadamiał.
Po czterech kolejkach Bundesligi wicemistrzowie Niemiec samotnie liderują stawce z kompletem punktów na koncie. Borussia wygrywa bardziej lub mniej pewnie i efektownie, ale na swoje zwycięstwa w pełni zasługuje. Jaka jest w tym dorobku rola Roberta Lewandowskiego?
Wiadomo, strzelił dwie bramki – jedną z karnego i jedną na „pustaka”. Relatywnie do innych dortmundczyków – słabiusieńko. Aubameyang już przecież wprowadził się do zespołu hat-trickiem z Augsburgiem, a Mchitarjan zwycięskim „doppel-packiem” przeciwko Eintrachtowi.
Lewandowski w tym sezonie rzadziej jest pod grą, ma mniejszy udział w rozgrywaniu akcji i jest mniej efektowny. Czy nagle stracił umiejętności? A może jest bez formy?
Nic z tych rzeczy. Lewandowski jest dokładnie tym samym zawodnikiem, co rok czy dwa lata temu. To Borussia się zmienia (swoją drogą, czy to nie jest godne podziwu, że odkąd Robert pięć lat temu wybił się w Lechu, nie pozwolił sobie na choćby jedną obniżkę formy?). Odwołując się do słów „Lewego”, BVB dysponuje teraz mocniejszą kadrą. Siła ofensywna klubu z Westfali jest teraz naprawdę imponująca. I nie może dziwić, że gdy na boisku pojawia się jednocześnie tylu zawodników do kreowania gry ofensywnej, piłka pod nogami napastnika znajduje się rzadziej. Zatem zmorą „Lewego” w tym sezonie może być fakt, że będzie zmuszony być po prostu… napastnikiem. Takim zwyczajnym. Bo jego nadzwyczajność może okazać się zbędna.
Czy to oznacza, że to będzie słaby sezon w wykonaniu napastnika BVB? Wręcz przeciwnie. W rozgrywkach Bundesligi sezonu 2012/2013 Robert po sześciu kolejkach mógł się pochwalić jednobramkowym dorobkiem strzeleckim. Teraz? Cztery mecze – dwa trafienia. Takie ofensywne zaplecze może być dla Lewandowskiego prawdziwą fabryką bramek. Wystarczy stać, czekać i strzelać…
Sęk i sedno sprawy, do którego zmierzam, polega na tym, że „Lewy” tak nie umie. Jego piłkarska natura, która czyni go tak wyjątkowym graczem, każe mu szukać piłki. On chce ją mieć, chce cieszyć się tym okrągłym przedmiotem i tym, co potrafi z nim uczynić. Dlatego obawiam się, że Robert Lewandowski może w tym sezonie zostać najbardziej nieszczęśliwym królem strzelców w historii Bundesligi.
Ciekawość mnie zżera, jak na taką sytuację zareaguje zawodnik. Wiemy, że Robert ma charakter waleczny i nie będzie się skarżył czy psioczył na kolegów, że zabierają mu zabawki, tylko założy twardsze ochraniacze i będzie jeszcze mocniej walczył o swoje. Ale może to w nim jeszcze mocniej rozbudzić chęć opuszczenia Dortmundu. A przecież wszyscy – kibice, BVB i sam Robert – pragnęlibyśmy, aby odszedł on z Signal Iduna Park w świetle chwały jako żywa legenda, a nie jako zdrajca i niewdzięcznik.








