Weekend w Bundeslidze skończył się właściwie w piątek. Nic już nie było w stanie zdjąć pierwszych stron gazet oraz z czołówek portali informacji o golu Stefana Kiesslinga. A wbrew pozorom działo się sporo.
O tym, że w Bundeslidze pada dużo bramek, wiedzą już wszyscy. A jeśli nie, to informuję, iż w 9. kolejce byliśmy świadkami pierwszego bezbramkowego remisu, ponieważ strzały piłkarzy Werderu i Freiburga zatrzymywali bramkarze albo trafiały w aluminium. W której lidze we wszystkich pierwszych 145 meczach padał choć jeden gol?
Kolejne rekordy bije z kolei Bayern. W sobotnim meczu z Mainz piłkarze z Bawarii wymienili aż 817 (!) podań, co jest nowym rekordem Bundesligi. Do tego Phillip Lahm miał 146 kontaktów z piłką, co jest najlepszym wynikiem w tym sezonie. Z tych rekordów nic by Bayernowi jednak nie przyszło, gdyby obrony Mainz nie rozruszał Mario Götze. Przed przerwą wyraźnie przekombinował Guardiola, który za kontuzjowanego Dantego na środek obrony wpuścił Alabę, co skończyło się fatalnym błędem Boatenga i bramką dla rywali. Na jego szczęście Bayern wygrał, ale pewien niesmak po pierwszej połowie pozostał.
***
Dobra, przechodzimy do rzeczy najważniejszych. Oto krótki materiał filmowy obrazujący, jak z najbardziej niedocenianego przez selekcjonera napastnika kraju można stać się synonimem kłamstwa, obłudy i zaprzeczeniem zasad fair play.
Zwróćcie uwagę na dwa fakty:
Kiessling po swoim niecelnym (?) strzale, łapie się za głowę i jest wyraźnie skonsternowany, gdy jego koledzy podbiegają z gratulacjami.
Chwilę później król strzelców Bundesligi rozmawia z sędzia głównym i jakoś nie wygląda na takiego, który za wszelką cenę próbuje go przekonać, że gola nie było.
Co ciekawe, zawodnicy Hoffenheim zbytnio nie protestowali, czym również zasugerował się dr Felix Brych. Po meczu przyznał, że ta sytuacja była dla niego trudna, ale piłkarze nie zgłaszali uwag, więc uznał, iż bramka została zdobyta prawidłowo. W ogóle nie był to zbyt szczęśliwy dzień dla 38-letniego arbitra. W pierwszej połowie po sygnalizacji swojego asystenta nie uznał prawidłowej bramki dla gospodarzy, a po niefortunnej sytuacji z 70. minuty chciał wyraźnie oddać Hoffenheim gola, dyktując skandaliczny rzut karny. Nic dziwnego, że od „Kickera” otrzymał notę „6”.
Wrócmy jeszcze do Kiesslinga: napastnik Bayeru twierdził, że całego zajścia nie widział dobrze, a o nieprawidłowo zdobytym golu dowiedział się dopiero, gdy rezerwowi Hoffenheim pokazali rozerwaną siatkę. Starał się jakoś zaistniałą sytuację załagodzić i wytłumaczyć, ale nie przeprosił ani też nie przyznał się do ukrywania prawdy. Tym samym bardzo dużo stracił w oczach wielu fanów i właściwie nic nie zyskał. Śmiem twierdzić, że jego Bayer i tak by ten mecz wygrał, a i tak zostanie prawdopodobnie powtórzony. Już w pierwszej kolejce Alvaro Dominguez zgłosił swoją kandydaturę do miana „kretyna sezonu”, dwa tygodnie później poważnie zagroził mu Sejad Salihović. Kiessling jednak wymienioną dwójkę wyprzedził o kilka długości.








