Kolejna odsłona Bundesligi przyniosła nowe, jak zwykle ciekawe, wydarzenia. Również te okołoboiskowe. Nie zabrakło w tej 14. już kolejce goli pięknych oraz tych nieuznanych. Faworyci raczej nie zawodzili, a i mecze były pełne walki.
W 14. kolejce Bundesligi szczególnie warto było obejrzeć mecz wydawałoby się niezbyt istotny, ponieważ mowa o starciu Hoffenheim z Werderem, jednak warto zwrócić uwagę na horror jaki rozegrał się na stadionie Hoffenheim. Wymianami ciosów, jakimi zaprezentowali się główni aktorzy tego pojedynku, nie powstydziłby się sam Andrzej Gołota czy nawet partnerka Roberta Lewandowskiego. Werder do końca nękał biednych „Wieśniaków”, którym zwycięstwo przydałoby się jak tlen i w końcu wyrwał z samego gardła jeden punkt. Philip Bargfrede mógł zapewne liczyć na darmowe piwo w każdym pubie w Bremie po golu zdobytym w 90. minucie.
Obserwuj autora na Twitterze: @TomaszWerynski
Faworyci nie zawiedli
Trochę nudno było przy okazji meczów Borussii, Bayernu i Bayeru. Trzy najmocniejsze ekipy Bundesligi wygrały swoje spotkania, zwłaszcza „Aptekarze” i „Bawarczycy” dość sprawnie poradzili sobie ze swoimi rywalami. Borussia, jak to ostatnio ma w zwyczaju, musi trochę namieszać i na zwycięstwo trochę popracować. Podopieczni Juergena Kloppa zaczynają zapominać jak to się kiedyś pięknie i bez bólu wygrywało co drugi mecz po 5:0. Nie sposób nie wspomnieć o dwóch strzelonych golach z rzutów karnych Roberta Lewandowskiego. No cóż… ktoś by powiedział, że „jedenastki” to każdy głupi wykorzysta, ale jak historia piłki nożnej pokazuje, nie zawsze się to udaje i tę piłkę z „wapna” trzeba jednak wbić, koniecznie obok bramkarza. To bywa ciężkie. Robert drugi rzut karny zabrał Mkhitaryanowi, który już miał piłkę w ręku i zastanawiał się, w który róg posłać piłkę, ale to Klopp był prowodyrem zamieszania, gdyż wskazał 9 palców, które miały sygnalizować, że rzut karny powinien wykonywać „Lewy”. Ormianin odszedł ze spuszczoną głową, ale chwilę później humor poprawił mu zapewne reprezentant Polski, ponieważ podwyższył na 3:1. Niesmak jednak pozostał i szkoleniowiec BVB uderzył się po meczu w pierś i przyznał, że wprowadził piłkarzy w błąd.
Gdzie ten Piszczek?
Należy również powiedzieć słowo o Piszczku, który wraca na boiska Bundesligi. Już w meczu z Mainz trener Klopp posłał Polaka do boju od początku i wydaje się, że tylko gigantyczny szpital, jaki jest obecnie w linii defensywnej BVB, jest argumentem za tak szybkim powrotem Piszczka, który nie wydaje się piłkarzem gotowym do gry na najwyższym poziomie. Błędy, nerwowe zagrania i chyba również brak sił jest aż nadto widoczny. Miejmy nadzieje, że Łukasz wróci do formy sprzed kontuzji i znów wraz z Kubą stworzą na prawej stronie główny filar drużyny, który był w poprzednim sezonie niezwykle istotnym mechanizmem w konstrukcji Kloppa.
Ojjj bolało…
Spotkania Bayernu z Eintrachtem Brunszwik chyba nie ma sensu analizować, ponieważ stało się to, co stać się musiało i chyba wszyscy zgodnie potwierdzą, że prędzej spodziewali się kaktusa na swojej dłoni niż wygranej Brunszwiku. Nikt się jednak nie spodziewał, że Robben wywinie orła po swoim golu, kiedy chciał kapitalnie podkreślić zdobytą bramkę. Holender wymyślił, że przejedzie się po murawie na kolanach, lecz zrobił to na tyle niefortunnie, że mógł sobie coś złego zrobić. Ostatecznie fenomenalny tego dnia Arjen Robben pozbierał się i nawet nie pokazał, że w jakikolwiek sposób odczuł skutki tegoż dziwnego i nieco zabawnego zdarzenia, które serwuje








