Już 15 kolejek Bundesligi za nami i można powiedzieć, że jak zwykle niemiecka piłka przyniosła nam niespodziewane wydarzenia i rozstrzygnięcia. Ostatnia kolejka upłynęła pod znakiem starcia Borussii Dortmund i Bayeru Leverkusen, i głównie to spotkanie wygenerowało najwięcej emocji. Nie pozwolili o sobie zapomnieć również liderujący w tabeli piłkarze Bayernu, czego nie można powiedzieć o polskich zawodnikach…
Już piętnaście kolejek Bundesligi za nami i trzeba przyznać, że mało kto spodziewał się takiego układu w tabeli. No dobrze, pierwsze miejsce to akurat żadne zaskoczenie, ponieważ Bayern to obecnie taki capo di tutti capi, jeśli używać terminologii zapożyczonej z włoskiego półświatka. Lidera zatem zostawmy, ponieważ ciekawiej jest nieco niżej, bo już na miejscach dwa, trzy i cztery. Zwłaszcza 4. Pozycja to coś niewyobrażalnego w ostatnich latach, bowiem właśnie na tej lokacie znajdują się wicemistrzowie Niemiec i finalista ostatniej edycji Ligi Mistrzów. Mowa oczywiście o Borussii Dortmund, która przeżywa chude miesiące w swojej „lepszej” części klubowej historii. Piłkarze Juergena Kloppa podejmowali na własnym terenie trzecią siłę ostatniego sezonu w Niemczech i słusznie przegrali to spotkanie. Na ich szczęście, że tylko jedną bramkę wpakował Heung-Min Son. Wystarczyło, podopieczni Samiego Hypii poradzili sobie w hicie 15. kolejki i umocnili się na pozycji wicelidera rozgrywek i jednocześnie zepchnęli żółto-czarnych na czwartą lokatę. Już nie pamiętam, kiedy ekipa z Dortmundu znajdowała się tak nisko w ligowej tabeli.
Co z tą Borussią?

Powodów słabej postawy jest sporo. Co więcej, one są powszechnie znane. Mats Hummels, Neven Subotić, Marcel Schmelzer, Ilkay Gundogan, a teraz również Sven Bender. Tych ludzi stracił Klopp od początku rozgrywek I nie prędko znów z nich skorzysta. Jeśli spojrzymy na pierwsze cztery nazwiska, to zobaczymy, że to trzon obrony, który był fundamentem tej rewelacyjnej Borussii. Wydaje się, że zwłaszcza Matsa Hummelsa brakuje w szeregach BVB, którego sam nazywałem szeryfem obrony. Tak też w istocie było, ponieważ niemiecki defensor trzymał w ryzach fundament drużyny. Kolejne nazwisko przeze mnie przytoczone to Gundogan, który w ostatnim sezonie, tak wspaniałym dla piłkarzy z Dortmundu, był prawdziwym reżyserem gry, za którym wciąż oglądają się największe europejskie marki, jak Barcelona, Real czy Chelsea. O Svenie Benderze nie można powiedzieć, że był piłkarskim bożkiem, który kreował styl gry, jednak w tak trudnych dla Borussii czasach był niezwykle istotnym zawodnikiem. To on za każdym razem zostawia na boisku serce, a od jakiegoś czasu również notorycznie krew. Jestem w stanie zaryzykować, że jego nos jest bardziej pokiereszowany, niż nos Mameda Chalidowa czy nawet Tomka Adamka.









