Bayern Monachium od lat pozostaje jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą drużyną w lidze niemieckiej. Wielkie nazwiska, wielkie pieniądze, wielkie sukcesy. Tych ostatnich co prawda ostatnio brakowało, ale wygląda na to, że teraz porażka nie wchodzi w grę.
Osiem meczów. Osiem zwycięstw. 26 strzelonych bramek przy zaledwie dwóch straconych. Komplet punktów i wielkie nadzieje na resztę sezonu. To jest dotychczasowy dorobek wielkiego Bayernu Monachium w tym sezonie. Nadużywam tutaj słowa „wielki”, ale czy aby na pewno? Wystarczy spojrzeć na grę piłkarzy z Bawarii, którzy na boiskach Bundesligi robią z oponentami, co tylko chcą, czy to u siebie, czy też na wyjeździe. Wygląda na to, że monachijczycy chcą wrócić na tron za wszelką cenę i nikt nie będzie w stanie ich powstrzymać.
Działacze i piłkarze Bayernu jeszcze przed sezonem zapowiadali, że mają dość sezonów wypełnionych dobrą grą i dużą liczbą bramek, ale kończących się na stopniach podium niższych niż pierwszy. W końcu klub o takiej historii i takim zapleczu nie może sobie pozwolić na bycie w cieniu innej drużyny. W zeszłym sezonie Borussia Dortmund i Chelsea pokrzyżowały Bayernowi mistrzowskie zapędy i tytan z Bawarii został z niczym, podobnie było rok wcześniej, kiedy Robert Lewandowski i spółka także zgarnęli drużynie z Monachium tytuł sprzed nosa.
W tym momencie ekipa z Monachium jest w wielkim gazie i bije kolejne rekordy, co jest zaskakujące chyba nawet dla samych piłkarzy! Jeden z kibiców zapytany o formę zespołu zaraz po ostatnim meczu z Fortuną, którą bawarski zespół zdemolował 5:0, miał powiedzieć, że w tym sezonie Bayern nie straci ani jednego punktu. Pomysł wydaje się niedorzeczny, bo do końca sezonu zostało jeszcze 26 spotkań i absolutnie wszystko może się zdarzyć, ale w tej chwili nie widać nikogo, kto mógłby zagrozić rozpędzonej lokomotywie z Monachium. W końcu drugie miejsce zajmuje w tej chwili sensacyjnie Eintracht Frankfurt ze stratą pięciu punktów do lidera, a już przykładowo Borussia Dortmund musiałaby nadrobić 12 oczek, żeby przegonić doskonale dysponowany Bayern.
Tak świetny start zdarza się monachijskiej drużynie po raz pierwszy od ponad 40 lat. Wtedy w Monachium rządzili i dzielili między innymi Franz Beckenbauer, Gerd Mueller i Uli Hoeness, a zespół był prowadzony przez legendarnego Udo Lattka. Dzisiejszy Bayern także ma w swoim składzie prawdziwą plejadę gwiazd, którą uzupełnia grupa świetnie rokujących młodych piłkarzy z apetytem na grę i międzynarodowy sukces. Franck Ribery gra jak natchniony – podaje, strzela, na boisku jest absolutnie wszędzie, ale nie jest tak, że wygrywa mecze w pojedynkę, a jego boiskowi koledzy stoją i patrzą, co wyczynia. Od początku sezonu doskonale gra cała drużyna, nie sposób znaleźć słabego ogniwa w tak zgranej, świeżej i skutecznie grającej machinie piłkarskiej. Schweinsteiger, Mandzukić, Lahm czy nasz piłkarz kolejki, Mueller – każdy z nich potrafi samemu przesądzić o losach meczu, ale ich siła nie polega na grze indywidualnej, tylko zespołowej.
I tylko szkoda Polaków z Borussii, którzy prawdopodobnie w tym sezonie nie zaznają smaku zwycięstwa i nie podtrzymają mistrzowskiej passy z ostatnich dwóch lat. Trzeba jednak przyznać, że z tak grającym Bayernem nie jest wstyd przegrać.








