Bundesliga jak zawsze pisze ciekawe scenariusze. Każda seria spotkań przysparza kibicom zawrotów głowy – i o to chodzi. Rozważania na temat kłopotów Borussii, dominacji Bayernu, głupocie Hannoveru i ekstraklasowego poziomu gry VfB i Hoffernheim, czyli echa 23. kolejki Bundesligi… i nie tylko.
Zadano mi ostatnio pytanie, które również mnie nurtuje od dawna. Zapytano: dlaczego Borussia Dortmund przegrała mistrzostwo Niemiec? Najlepsza odpowiedź – to nie BVB przegrało ligę, tylko Bayern ją wygrał. Oczywiście ekipa z Signal Iduna Park zachowuje matematyczne szanse na obronę tytułu, jednak nikt o zdrowych zmysłach nie wyobraża sobie, że Sebastian Kehl podniesie mistrzowską paterę na koniec sezonu, sygnalizując kolejny triumf drużyny z Westfalii na niemieckim podwórku. Realiści widzą Bayern Monachium w najlepszym wydaniu, co powoduje natychmiastowy spadek nadziei kibiców na realizację powyższego planu przez chłopców z Dortmundu.
Każdy mecz ekipy Heynckesa to niemal egzekucja. „Bawarczycy” nie dość, że wygrywają i strzelają dużo goli – jednocześnie tracąc ich bardzo niewiele – to jeszcze prezentują nadzwyczajny styl. W odpowiedzi na pytanie, dlaczego nie Borussia, odpowiadam – bo w Dortmundzie jest tylko czternastu zawodników, którzy prezentują właściwy dla tego klubu poziom. I to jest dla mnie powód dominacji Bayernu. Jeżeli jakiś klub może pozwolić sobie na posadzenie na ławce rezerwowych chociażby takich piłkarzy jak Robben i Gomez, to musi wygrać ligę. Nawet więcej! Obecny sezon powinien dać piłkarzom z Allianz Arena potrójną koronę. Mistrzostwo Niemiec i krajowy puchar to niemal obowiązek.
To pierwsze jest już niemal przesądzone. Rozgrywki DFB Pokal również powinny się skończyć sukcesem „Bawarczyków”. Natomiast ja idę krok dalej i uznaje wicemistrzów Niemiec za głównych faworytów w drodze po zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Dlaczego nie? Poziom, jaki prezentują, jest najlepszy od wielu lat, zatem nie widzę żadnych przeszkód, aby również na szczeblu europejskim zdominować rozgrywki, które cieszą się największą popularnością wśród fanów piłki nożnej. Ktoś może powiedzieć że przecież są jeszcze Real Madryt, Barcelona czy Manchester United. Jeżeli jednak widział mecz BVB z Realem, wie, że powyższy scenariusz jest realny.
Niemiecka piłka wykonała w ciągu ostatnich kilku lat olbrzymi skok rozwojowy i będę się upierał przy tym, że największy niemiecki klub może się pokusić o zgarnięcie pełnej puli w tym sezonie. Borussia Dortmund zapłaciła za pazerność wysoką cenę, gdyż uważam, że jeżeli zwycięża się na dwóch frontach (Puchar Niemiec i mistrzostwo), to obowiązkiem jest wzmocnić zespół. Tymczasem sternicy BVB sprzedali Kagawę i kupili Schiebera, który w ostatnim meczu pokazał, w jakim stopniu może zastąpić Lewandowskiego. Maksymalnie pół godziny i z marnym skutkiem. I tutaj jest pies pogrzebany.
Bayern ma na każdej pozycji klasowych zawodników, a za bramką rozgrzewają się wielkie nazwiska, które chcą udowodnić trenerowi swoją klasę. Tymczasem Klopp ma wspaniałą jedenastkę, a do tego młodego i perspektywicznego Leitnera, Sahina – z całym szacunkiem, ale formę zgubił on blisko dwa lata temu i do dziś niewiele z niej zostało. Wspomnianego Schiebera – to nie jest zmiennik dla faceta, który jest wart blisko 30 milionów euro. Santanę – który mimo chęci jest obrońcą przeciętnym, niedorastającym do pięt Suboticiowi czy Hummelsowi.








