W 11. kolejce Bundesligi nie zabrakło niespodzianek i ciekawych meczów. Jak zwykle liga niemiecka dawała kibicom mnóstwo emocji. Bayern słabo wypadł na tle Heffenheim, Borussia rozgromiła VfB Stuttgart, natomiast Eintrach Brunszwik zatrzymał Bayer Leverkusen i co więcej zgarnął im pełną pulę, co jest największą sensacją minionej kolejki.
Do tego, że Bundesliga lubi przynosić nieoczekiwane rozstrzygnięcia, nikogo przekonywać nie trzeba. Najbardziej rozbroiło mnie zwycięstwo Eintrachtu Brunszwik nad bagatela… Bayerem Leverkusen. Trzecia siła, bo mniej więcej w tym miejscu znajdują się „Aptekarze” w Bundeslidze, przegrała z beniaminkiem tych rozgrywek. Co ciekawe zwycięstwo to wcale nie było dziełem przypadku. Eintracht przeważał w tym meczu i ten wynik nikogo nie powinien dziwić z przebiegu gry. Nie powinien, ale dziwi, nawet bardzo, ponieważ Bayer to przecież ekipa, która walczy w Lidze Mistrzów oraz o najwyższe cele w Bundeslidze, podczas gdy Eintracht zadowoli się samym utrzymaniem. Nie spisali się zatem podopieczni Samiego Hyypii, którzy otrzymują ode mnie tytuł wpadki kolejki.

Z zupełnie innej strony pokazali się piłkarze Borussii Dortmund, którzy rozgromili VfB Stuttgart, czyli drużynę, z którą niezbyt łatwo się grało w ostatnich latach podopiecznym Joergena Kloppa. Tym razem padł wynik…6:1. Po słabszym fragmencie sezonu znów odpalił „Lewy”, który skompletował hatt-trick i asystował przy jednym golu. Co ciekawe lepiej rozpoczęli zawodnicy VfB, którzy wykorzystali dośrodkowanie z rzutu rożnego i strzelili pierwszą bramkę w meczu. Jak się później okazało, było to ostatnie ich trafienie i później brylowali już jedynie gwiazdorzy BVB. Kolejny raz potwierdziła się zasada…miłe złego początki.
Przed środowym pojedynkiem z Arsenalem w Lidze Mistrzów ten mecz z VfB może być sporą dawką pozytywnej energii dla BVB i może się okazać, że znów będą górą nad ekipą Wojciecha Szczęsnego. Lewandowski, który trzykrotnie wpisywał się na listę strzelców i pokazał, że łapie właściwy rytm, co być może jest również dobrym prognostykiem przed meczami reprezentacji w Poznaniu i Wrocławiu.
Niewielkim, acz jednak widocznym zaskoczeniem było spotkanie Bayernu Monachium z Hoffenheim, w którym niewiele brakło, aby „Wieśniaki” złoiły skórę wielkim „Bawarczykom”. Od pierwszych do ostatnich minut gracze „Hoffe” wyglądali bardzo dobrze i ani na chwilę nie pozwolili Bayernowi grać w taki sposób, do jakiego przyzwyczaili swoich kibiców. Nie przestraszyli się piłkarze Markusa Gisdola podopiecznych Pepa Guardioli, którzy przed meczem byli bezapelacyjnym faworytem w meczu. Ostatecznie udało im się wygrać, jednak przez dużą część meczu wydawało się, że zakończy się świetna passa monachijczyków. Wielkie brawa zatem dla Hoffenheim, którzy, miejmy nadzieję, będą wzorem dla pozostałych ekip. Jednak da się prowadzić równorzędną walkę z gigantami światowego futbolu, nie mając jednocześnie w składzie Schweinsteigera, Ribery’ego czy Muellera.








