Siedemnaście kolejek, 152 spotkania, setki bramek, dziesiątki parad, miliony widzów na trybunach i kolejne przed telewizorami – tak w kilku drobnych statystykach możemy podsumować kończącą się rundę jesienną w Bundeslidze. Trzeba przyznać, że w ostatnim weekendzie z niemiecką ekstraklasą w tym roku zbyt wiele się nie działo, jednak i tak emocji nie zabrakło.
Galopujące „Źrebaki”
W zapowiedzi do siedemnastej kolejki pisałem o trzech meczach, które pretendowały do miana tych, które pod nieobecność Bayernu skradną show. „Bawarczyków” zastąpić miały Borussia Dortmund, Bayer Leverkusen i Borussia Moenchengladbach. Zarówno w pierwszym, jak i drugim przypadku zdecydowanie lepiej zaprezentowały się drużyny przeciwników. Po dość niemrawym początku „Die Fohlen” postanowili sprawić swoim kibicom wielki świąteczny prezent. Pierwsze czterdzieści pięć minut nie napawało optymizmem. Dość zachowawcza gra obu ekip zapowiadała 90 minut słabego i brzydkiego futbolu, a o zwycięstwie zadecydować miał ślepy los. Nic bardziej mylnego! Podopieczni Luciena Favre pokazali w tym roku, że grają najefektowniejszy futbol w prawdopodobnie całych Niemczech. Taktyka 4-4-1-1 pozwoliła im dostać się na podium najwyższej klasy rozgrywkowej za naszą zachodnią granicą. Na pierwszą bramkę w meczu czekaliśmy aż 53 minuty (trafienie Diego), a na wyrównanie kolejne 360 sekund. Jak pamiętamy, chwilę później było już 2:1. Jeżeli ktoś myśli, że 33 lata to za dużo na grę na najwyższym poziomie to niech spojrzy na tę bramkę.

Tak, Juan Arango urodził się 33 lata temu i wiele wskazuje, że będzie to jeden z jego ostatnich sezonów w jego karierze. Kibice z Borussia-Park będą musieli żałować utraty tak znakomitego technika, a najlepiej już teraz niech wznoszą modły do boga religii, którą wyznają, by jak najszybciej zesłał im zawodnika, który godnie zastąpi piłkarza z Ameryki Południowej. Jego statystyki może nie powalają (5 bramek i tyle samo asyst), ale to on jest motorem napędowym „Die Fohlen” i wpływa na jakość gry całej drużyny. Jeśli w nadchodzącym oknie transferowym zarząd nie osłabi, a wręcz wzmocni drużynę to Niemcy mogą mieć kolejną ekipę na miarę gry w Champions League. Kto wie? Może tym razem podopieczni Szwajcara wejdą do piłkarskiego saloonu i zaczną rozdawać karty? Rozpędzone „Źrebaki” nie biegną. One wręcz galopują po pierwsze od lat podium w niemieckiej ekstraklasie. Jeśli nie zwolnią, to już w czerwcu będą mogły szykować się do rywalizacji w fazie grupowej z elitą europejskiej piłki.
Żółto-czarna pszczoła bez skrzydeł
Końcówka jesieni była niesłychanie nieudana dla drużyny z Signal Iduna Park. Co prawda w ostatnich sekundach udało im się wyrwać awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów, ale osłabli na finiszu i spadli z pudła Bundesligi z wielkim hukiem. Dla Borussii Dortmund musi to być dość bolesne. Ekipa, która bić się miała o najważniejszą paterę, musi mierzyć się z imienniczką i walczyć o prawo startu w elitarnych rozgrywkach. Oczywiście, duży wpływ na to miała duża częstotliwość meczów, niska skuteczność oraz duża ilość kontuzji. Mieszanka tych trzech czynników sprawiła, że BVB nie wygrało na swojej twierdzy od trzech spotkań. Liczba może niezbyt wielka, ale dotkliwa – kosztowała ich coś więcej niż tylko dziewięć oczek, a mianowicie prestiż. Mistrzostwo oddala się coraz bardziej (dwanaście oczek różnicy), a odjeżdżać zaczynają również „Aptekarze”, którzy na swoim koncie mają pięć punktów więcej. Dodajmy, że podopieczni Juergena Kloppa na swoim obiekcie od 23 listopada trafili jedynie jedną bramkę, której autorem był Marco Reus. Niemiec trafił na SIP w meczu z Herthą Berlin. Liderem klasyfikacji króla strzelców i zawodnikiem, który przywdziewa żółty plastron lidera w wyścigu po triumf w klasyfikacji kanadyjskiej jest Robert Lewandowski. Forma napastnika reprezentacji Polski zdecydowanie rozczarowuje. „Lewy” z akcji ostatni raz trafił w jedenastej kolejce. To oznacza, że do siatki nie trafił przez ponad półtora miesiąca (liczymy jedynie Bundesligę, nie uwzględniamy rzutów karnych ze spotkania z Mainz). Czy z jednym snajperem da się osiągnąć coś więcej na jakimkolwiek polu? Pamiętajmy, że BVB gra na trzech frontach!









