Pomocnik Śląska Wrocław krótko po meczu z Górnikiem Zabrze, wygranym przez wrocławian 4:0, stwierdził, że w tym sezonie nie mierzy w koronę króla strzelców Ekstraklasy. Przemysław Kaźmierczak zaliczył w tym sezonie trzy trafienia dla klubu Oresta Lenczyka.
Wygrana 4:0 może być traktowana jako dobry krok w stronę kolejnych zwycięstw Śląska?
My skupiamy się na kolejnym meczu z Ruchem, nie wybiegamy aż tak daleko w przyszłość. Potwierdzamy to, że jesteśmy dobrym zespołem, gramy dużo skuteczniej. Cieszy także fakt, że kończymy spotkanie z czystym kontem, nasz zespół dobrze radził sobie i w defensywie, i w ofensywie. Przerwaliśmy złą passę i dzięki temu idziemy w górę w ligowej tabeli.
Dwie bramki w pierwszych dwudziestu minutach to także dobry omen, bo ostatnio różnie to bywało z wcześnie zdobywanymi golami.
Każdemu zespołowi jest łatwiej grać, kiedy jako pierwszy zdobędzie gola. My wiedzieliśmy o tym i cieszymy się, że udało się to zrobić, a teraz koncentrujemy się już na najbliższej konfrontacji z Ruchem.
Pana współpraca z Dariuszem Sztylką wyglądała dzisiaj bardzo efektywnie. Widać, że coraz lepiej czuje się Pan w Śląsku.
Początek sezonu był niezły, później niestety pięć meczów bez zwycięstwa i każdemu z nas było ciężko, ale wierzyliśmy, że się odbudujemy. Potwierdzamy, że mamy dobry zespół, we wcześniejszych meczach może brakowało nam nieco wykończenia, ale teraz sytuacja się odwróciła.
W ciągu ostatnich kilku kolejek wpisywał się Pan na listę strzelców dość regularnie. Można spodziewać się jakiegoś gola Kaźmierczaka do końca rundy?
Najważniejsze, że strzelamy bramki i wygrywamy, a nieważne, kto zdobywa gole. Wychodzimy z dołka i liczymy na to, że do początku grudnia powędrujemy bliżej środka tabeli, by móc spokojnie przygotować się do rundy wiosennej.
Czyli nie mierzy Pan w króla strzelców?
Zostawmy to napastnikom, jeśli uda mi się strzelić jakąś bramkę, to na pewno będę z tego bardzo szczęśliwy.
Z Przemysławem Kaźmierczakiem rozmawiał Mateusz Podyma.










