Gdy „Wilki” były pewne wywiezienia jednego punkciku z Emiratem Stadium, po raz kolejny ze wspaniałej strony pokazał się Bendtner. „Kanonierzy” znów strzelili bramkę w doliczonym czasie gry i szczęśliwie dalej gnają za liderem z zachodniego Londynu.
Mimo pozornie łatwego spotkania na graczach Wengera ciążyła gigantyczna presja związana z wcześniejszym zwycięstwem Chelsea w Manchesterze. Mecz do złudzenia przypominał potyczkę przeciwko Hull City i to nie dlatego, że goście grali również w pomarańczowych trykotach. Od początku spotkania „Kanonierzy” zgodnie z planem ostrzeliwali bramkę gości. Doskonałe okazje miał Chorwat Eduardo, który z kilku metrów nie potrafił skutecznie ulokować piłki w bramce. Jak to przystało na słabe drużyny grające z Arsenalem, fenomenalne zawody rozgrywał golkiper przyjezdnego teamu. W tym meczu był to Marcus Hahnemann. „Wilki” stać było tylko na stworzenie jednej, groźnej sytuacji. Po miażdżącej przewadze gospodarzy pierwsza połowa skończyła się wynikiem 0:0.
Druga odsłona nie zmieniła sytuacji. Arsenal był bardzo zdeterminowany do strzelenia bramki, z resztą nie było innego wyjścia. Na boisku pojawił się Bendtner. W 66. minucie za brzydki faul na Rosickim został wyrzucony kapitan gości – Karl Henry. Bardzo brzydko, z dużą prędkością na wślizgu, zaatakował Czecha. Chwilę później na murawie zameldował się Nasri. Strzelenie bramki było tyko kwestią czasu. Gospodarze nie schodzili z połowy „Wolves”. Jednak wszystkie ataki zostały bardzo, aż do bólu, przemyślane. Chęć strzelenia pięknej bramki była niezwykle duża, a przecież dalej utrzymywał się remis. Większość akcji charakteryzowała się długą wymianą piłki na 20. metrze boiska, brakowało celnych dośrodkowań, a co dopiero strzałów z większej odległości. „The Wanderers” mądrze się bronili, a jeżeli była okazja, to przetrzymywali piłkę z dala od własnego pola karnego. Jednak nadszedł czas najowocniejszy w zdobywane bramek dla ekipy Wengera. W ostatnich 10 minutach, w meczach tego sezonu,„Kanonierzy” uzyskali aż 17 trafień. Dopiero cztery minuty po upływie regulaminowego czasu Niklas Bendtner celnym strzałem głową pozwolił całemu Emiratem Stadium odetchnąć. Bardzo złym kryciem popisał się Zubar, który po prostu stał za plecami Duńczyka.
Lider z Chelsea nie musiał zatem długo czekać na odpowiedź lokalnego rywala. Arsenal, mimo kłopotów, dalej trzyma się czołówki, a spoglądając w kalendarz „The Gunnders” możemy zobaczyć najłatwiejszych rywali spośród drużyn walczących o końcowy triumf. Na „Chłopców Wengera”, z trudniejszych meczów, czeka potyczka z Manchesterem City i derbowy pojedynek z Tottenhamem.










