Wisła Kraków, grająca po raz pierwszy od 2004 r. pod batutą Henryka Kasperczaka, tylko zremisowała z Lechią Gdańsk 0:0 w pierwszym meczu 1/4 finału REMES Pucharu Polski. „Henri” był jednak zadowolony z postawy „Białej Gwiazdy”, zapowiadając, że teraz mistrzowie Polski mogą grać już tylko lepiej.
– W pierwszej połowie momentami widziałem Wisłę, którą oglądać chciałbym zawsze – przyznaje Kasperczak. – Szybka wymiana piłek, parę ładnych akcji. W drugiej odsłonie było już jednak znacznie gorzej, niemniej z pierwszej połowy jestem zadowolony. Z wyniku już mniej, gdyż zremisowaliśmy, choć chcieliśmy wygrać. Inna sprawa, że jeśli nie możesz wygrać spotkania, to chociaż je zremisuj. Wiem, że pojawią się głosy „znów nie strzelili gola”. Ja się z tym wszystkim zgadzam, ale potrzeba nam jednej rzeczy – spokoju. Widzę światełko w tunelu i teraz trzeba będzie tylko spokojnie popracować nad skutecznością, a wyniki w końcu przyjdą.
Co jednak w dużej mierze trzeba będzie zrobić, by mistrzowie Polski w końcu przełamali strzelecki impas?

– Skuteczność na pewno przyjdzie, gdy wróci większość zawodników, którzy stanowią o sile ataku Wisły, takich jak Issa Samba Ba, Łukasz Garguła czy Patryk Małecki – zapewnia szkoleniowiec krakowian. – Paweł Brożek dużo myśli o tym, kiedy się odblokuje i zacznie strzelać. W spotkaniu z Lechią, gdyby był w wyższej formie, spokojnie wykorzystałby sytuację sam na sam z Pawłem Kapsą.
Co natomiast może zrobić nowy trener, który dostaje zespół do prowadzenia w środku rundy, a wyniki muszą przyjść od zaraz?
– Przede wszystkim nie możemy panikować – przyznaje „Henri”. – To nie jest okres sprzyjający zmianom. Gramy teraz właściwie co trzy dni, nie ma nawet czasu na jakiś większy trening. To jednak wcale nie oznacza, że zawodnicy nie będą się starać, by pokazać lepszą jakość gry.
Kasperczak zaprzeczył również tezie, że przyczyną wiosennych niepowodzeń Wisły, jest złe przygotowanie zespołu do rundy.
– Długo rozmawiałem na ten temat z Maciejem Skorżą – zdradza. – To nie tak, że drużyna nie jest przygotowana do rundy wiosennej. Tu chodzi o pojedyncze jednostki, które z różnych względów, ale przede wszystkim z powodu kontuzji, nie są odpowiednio przygotowane do drugiej części sezonu. Szkoda, że chodzi tu o zawodników głównie ofensywnych, którzy teraz muszą nadrabiać braki. Dostają jednak wiele szans gry i będą dostawać, aby poziomem w końcu dostosowali się do reszty. Jeśli mam w składzie dwóch czy trzech zawodników słabiej przygotowanych, to jest to bardzo dużo, ale nie można wówczas mówić, że nie jest przygotowany cały zespół.











