Francesco Totti, Steven Gerrard i wielu innych. Zawodnicy poprzedniej epoki, którzy z dumą reprezentowali swoje kluby w roli kapitanów. Gracze stawiani za wzór. Czasy jednak się zmieniły, a znaczenie opaski na ramieniu zmalało. Obecnie zespoły z tunelu na murawę często wyprowadzają piłkarze, dla których klub jest jedynie pracodawcą, zawodnicy nieidentyfikujący się z klubem. W miniony weekend dobitnie aktualny trend potwierdził Granit Xhaka.
Kapitan zespołu powinien odznaczać się niekoniecznie najlepszymi umiejętnościami piłkarskimi w drużynie, lecz charakterem, wolą walki i odpowiedzialnością. Musi być liderem, przewodnikiem. Gdy wszyscy zwieszają głowy, kapitan powinien motywować do dalszej walki partnerów z zespołu, a kibiców do głośniejszego i intensywniejszego dopingu. Kapitan nie może zwątpić, kapitan wierzy w realizację celu i tą wiarą ma zarażać pozostałych.
Kiedyś tak rzeczywiście było. W poprzedniej epoce, w której po boiskach biegali gracze pokroju Francesco Tottiego czy Stevena Gerrarda. Gest Anglika po zdobytej bramce na 1:3 w finale Ligi Mistrzów w 2005 roku na zawsze zapisał się na kartach futbolu. To właśnie wtedy Liverpool uwierzył, że to nie koniec – uwierzyli kibice, uwierzyli zawodnicy. Uwierzyli także rywale. Postawa legendy „The Reds” w spotkaniu z włoskim gigantem stała się wzorem, jak powinien zachowywać się kapitan, gdy zespołowi nie idzie.
Kupczenie opaską
Od momentu pamiętnego finału Ligi Mistrzów futbol zmienił się jednak nie do poznania. Nie we wszystkich aspektach na lepsze. Funkcja kapitana straciła na znaczeniu. Opaska na ramieniu dla klubów stała się atutem przy negocjacjach na temat nowej umowy z ważnym zawodnikiem, dodatkowym argumentem za tym, by pozostał w zespole. Lata po odejściu Stevena Gerrarda w Liverpoolu funkcję kapitana, choć krótko, ale jednak, pełnili Luis Suarez czy Philippe Coutinho. Zawodnicy, którym na klubie z Anfield Road nie zależało. Gracze, którzy „The Reds” potraktowali jako trampolinę, by trafić do Barcelony. Przy okazji robiąc idiotów przede wszystkim z siebie, ale także z kibiców i ludzi, którzy powierzyli obu piłkarzom funkcję kapitana. Kupczenie opaską nic nie dało. Przynajmniej pozytywnego, bo z czegoś wyjątkowego stała się tylko kawałkiem materiału.

Liverpool nie jest wyjątkiem. Podobne praktyki stosowane były i są w wielu klubach. Coraz rzadziej zdarza się, by zespół z tunelu wyprowadzał rodzimy piłkarz, a jeszcze rzadziej wychowanek. Kapitan, który od dziecka kibicował klubowi. Zawodnik, dla którego zwycięstwo, korzystny rezultat drużyny ma znaczenie nadrzędne. Obecnie za to coraz częściej opaskę na ramieniu nosi zawodnik zagraniczny. Nierzadko przebywający parę lat w klubie, ale to nigdy nie jest to samo. Przez dwa czy trzy lata nie można przesiąknąć klubem, miejscem czy atmosferą.
Deklaracje o miłości, chęci zostania legendą też najczęściej są puste albo przedwczesne. Głównie dlatego, że oferta z lepszego klubu jeszcze nie nadeszła. Zagraniczni zawodnicy w zdecydowanej większości nie są w stanie tak identyfikować się z zespołem i kibicami jak rodzimi gracze. Dobitnie pokazał to Granit Xhaka, który podczas zejścia z murawy tylko potwierdził obecny problem.











