Widzew Łódź zremisował na własnym stadionie z Lechem Poznań 2:2 (0:1) w meczu kończącym 25. kolejkę spotkań TME. Goście prowadzili 2:0, ale ostatecznie nie udało im się utrzymać wyniku i stracili szansę na doskoczenie do Wisły Kraków. Widzew mimo punktu jest nadal w fatalnej sytuacji.
Spotkanie było bardzo emocjonujące. Obie drużyny nie odpuszczały. Do składu Lecha powrócił Manuel Arboleda, który najpierw wyprowadził swój zespół na prowadzenie, jednak w drugiej połowie zawalił dwie bramki.

Już w 11. minucie Lech mógł wyjść na prowadzenie. Jeden z piłkarzy został sfaulowany przez obrońcę Widzewa na granicy pola karnego. Ostatecznie sędzia pokazał rzut wolny dla „Kolejorza”. Piłka po strzale Douglasa wylądowała jednak na poprzeczce. Siedem minut później Mikita gnał sam na bramkę Gostomskiego, ale w ostatniej chwili powstrzymał go Szymon Pawłowski. Chwilę później znów dobrą sytuację miał Widzew. Kaczmarek miał okazję podać do świetnie ustawionego Urdinova, jednak zagrał za plecy. Gospodarze nadal atakowali i doskonałe okazje mieli Cetnarski i Batrović, którzy dobrze odnaleźli się w zamieszaniu w polu karnym, ale ostatecznie byli blokowani. W 25. minucie goście mieli kolejną okazję. Znów Marcin Borski w kontrowersyjnej sytuacji odgwizdał rzut wolny dla Lecha, choć wydawało się, że zawodnik z Poznania był faulowany w polu karnym. Strzał zza szesnastki obronił Patryk Wolański.
W 34. minucie podopieczni Mariusza Rumaka w końcu strzelili bramkę. Dośrodkowanie Douglasa z rzutu wolnego wykończył niechciany w Poznaniu Manuel Arboleda. Wtedy zaczęła się wymiana cios za cios. Najpierw Visnakovs znalazł się w wybornej sytuacji, ale uderzył wysoko nad poprzeczką. Chwilę później Teodorczyk doszedł do dośrodkowania, ale piłka po jego strzale głową uderzyła w poprzeczkę. W odpowiedzi Urdinov dośrodkował wprost na głowę Cetnarskiego, ale strzał kapitana Widzewa bez problemów obronił Gostomski. Nie minęła minuta, a dobrą sytuację miał „Kolejorz”. Hamalainen uderzył z kilku metrów, ale piłkę odbił golkiper miejscowych, Fin dobiegł jeszcze raz do piłki, ale znów kapitalnie interweniował Wolański.
Drugą połowę z wysokiego C zaczęli przyjezdni. W 54. minucie Linetty świetnie zagrał do Teodorczyka, który wpadł w pole karne i pewnym strzałem podwyższył wynik spotkania. Cztery minuty później Arboleda stracił piłkę blisko własnego pola karnego na rzecz Visnakovsa. Łotysz mocno uderzył, ale nad poprzeczką. 20 minut przed końcem Widzew w końcu strzelił bramkę. Po kolejnym fatalnym błędzie Arboledy piłkę przejął Alex Bruno i dośrodkował do Marcina Kaczmarka, który pewnie pokonał Gostomskiego.
Bramka ta podziałała mobilizująco na podopiecznych Artura Skowronka, ale najpierw to Lech miał sytuację. Łukasz Teodorczyk najwyżej wyskoczył do dośrodkowanej piłki, ale dobrze interweniował Wolański. W 78. minucie „Czerwoni” wyrównali. Visnakovs uciekł Arboledzie i doszedł do dośrodkowania, pewnie umieszczając piłkę w siatce. W doliczonym czasie gry szansę mieli lechici, ale w ostatniej chwili ofiarną interwencją popisał się Lafrance, który zablokował Trałkę i uratował punkt Widzewowi.











