Angielska Premiership nie zwalnia tempa nawet w niedzielne popołudnie. Niejako na przystawkę przed meczem wielkich na Stamford Bridge fani wyspiarskiego futbolu otrzymali trzy emocjonujące mecze. Aż 8 bramek z czternastu strzelonych padło na Emirates, gdzie Arsenal rozgromił Blackburn 6:2. Bez fajerwerków, choć nie mniej ciekawie, było w małych derbach Londynu.
Genialny Vermaelen
Arsenal Londyn bezsprzecznie prezentuje w tej chwili najbardziej ofensywny i otwarty futbol w Anglii, a być może nawet w Europie. Nawet w przegranych meczach z Manchesterem United i Manchesterem City podopieczni Wengera byli zdecydowanie lepsi od swoich rywali, stwarzając sobie mnóstwo doskonałych sytuacji podbramkowych. Jedynym grzechem „Kanonierów” była do tej pory duża nieskuteczność. W meczu z Blackburn zawodnicy Arsenalu mieli celowniki wyregulowane idealnie.
Mecz na Emirates zaczął się dość niespodziewanie, bo już w 4. minucie Steven Nzonzi pokonał Vito Mannone. Asystę przy tym trafieniu zaliczył bramkarz przyjezdnych, Paul Robinson. Utrata bramki podrażniła tylko gospodarzy, którzy natychmiast przystąpili do odrabiania jednobramkowej straty. Kolejny raz wielkimi umiejętnościami snajperskimi błysnął środkowy obrońca „Kanonierów”, Thomas Vermaelen. To właśnie Belg w 17. minucie wyrównał stan meczu, wykorzystując dobre podanie Fabregasa. Było to już jego 5 trafienie w sezonie.
Gdy wydawało się, że ofensywa Arsenalu przyniesie kolejne bramki, goście przeprowadzili skuteczny kontratak. Dwa podania wystarczyły, aby piłka trafiła do Davida Dunna, który nie miał żadnych problemów z pokonaniem Mannone. Od tego momentu na boisku rządzili już tylko „Kanonierzy”. Piłkarze Wengera jeszcze do przerwy wyszli na prowadzenie po golach Van Persiego w 33. minucie i Arszawina w 37.
Prezent dla Wengera
W drugiej połowie zawodnicy Arenalu dokończyli dzieła zniszczenia, dorzucając jeszcze trzy trafienia. Najpierw na 4:2 podwyższył genialny tego dnia Fabregas. Dwie pozostałe bramki były autorstwa rezerwowych Theo Walcotta i Nicklasa Bendtnera. Młody napastnik „Kanonierów” wykończył fenomenalną akcję Arszawina, który przebiegł z piłką niemal całe boisko, natomiast Duńczyk postawił kropkę nad „i”, wykorzystując asystę Aarona Ramsaya. Tym samym piłkarze z Emirates zrobili ogromny prezent swojemu managerowi, wszak Wenger obchodzi dziś 13-lecie swojej pracy w Arsenalu.
Derby Londynu zakończyły się remisem, który nie krzywdzi żadnej ze stron. Mecz miał dwa oblicza. W pierwszej połowie na boisku rządzili i dzielili piłkarze West Ham, a swoją przewagę udokumentowali golem Carltona Cole’a w 16. minucie. Zresztą jednobramkowa strata to najmniejszy wymiar kary, jaki mógł spotkać zawodników Fulham do przerwy. „The Cottagers” wyglądali na kompletnie zagubionych i wydawało się, że nic nie uchroni ich od wysokiej porażki. Tym bardziej, że w 41. minucie za czerwoną kartkę musiał opuścić boisko Dikgacoi.
Niespodziewana zmiana ról
Podopieczni Zoli myśleli zapewne, że mecz wygra się sam. Takie przynajmniej wrażenie sprawiali w drugiej połowie. Nie tylko nie potrafili skonstruować przez dłuższy czas żadnej składnej akcji, ale popełniali mnóstwo błędów w obronie. Już kilka sekund po rozpoczęciu gry Matthew Upson faulował w polu karnym Kamarę, a karnego na bramkę zamienił Murphy. Włoski manager młotów był wściekły.










