Mecz 13. kolejki Ekstraklasy nie okazał się dla wrocławian pechowy, Śląsk wygrał bowiem z Górnikiem Zabrze aż 4:0. Przyjezdni nie mieli w tym spotkaniu nic do powiedzenia, a gospodarze wykorzystali to bezlitośnie.
Pierwsza akcja należała do gospodarzy, którzy już w ciągu pięciu minut zdołali oddać groźny strzał. Do piłki szczęśliwie dopadł Sebastian Mila, po czym zdecydował się na uderzenie, ale trafił w słupek, a sytuację wyjaśnili defensorzy Górnika. Kwadransa nie rozegrał nawet Michał Bemben, który z powodu kontuzji musiał opuścić plac gry. W jego miejsce pojawił się Michał Pazdan.

Co nie udało się w akcji premierowej, udało się kilka chwil później, kiedy w 10. minucie po dośrodkowaniu z rzutu rożnego strzelał Gikiewicz, ale Górnika uratował Sebastian Nowak. Bramkarz gości interweniował sekundy później, przy dobitce Piotra Celebana, a wynik ostatecznie otworzył Przemysław Kaźmierczak. Kolejne 10 minut i następna bramka dla Śląska. Tym razem pogromcą Nowaka okazał się Vuk Sotirović, który w sytuacji sam na sam płaskim strzałem pokonał golkipera Górnika. Asystę przy bramce zaliczył Waldemar Sobota, który błysnął świetnym prostopadłym podaniem.
Po pół godzinie gry podwyższyć mógł jeszcze Sobota, który jednak z pięciu metrów nie potrafił pokonać Nowaka. Dośrodkowanie z rzutu rożnego starał się wykorzystać Przemysław Kaźmierczak, ale piłka minęła słupek bramki Sebastiana Nowaka. Końcówka pierwszej odsłony meczu zdecydowanie należała do Śląska, który raz po raz próbował zwiększyć dorobek bramkowy, ale swój zespół skutecznie ratował Nowak.
Tuż po zmianie stron to zabrzanie zaatakowali jako pierwsi, kiedy Zahorski po składnej akcji całego zespołu wyszedł sam na sam z Marianem Kelemenem. Niestety dla przyjezdnych, słowacki golkiper wyszedł z tego starcia zwycięsko. Groźnym strzałem w 55. minucie popisał się Aleksander Kwiek, jednak piłka odbiła się od jednego z obrońców Śląska i wyszła na rzut rożny. Z dystansu swojego drugiego gola szukał Vuk Sotirović i mimo że Nowak miał problemy z jego strzałem, ostatecznie złapał piłkę.
Po godzinie gry precyzyjnie piłkę w pole karne dośrodkował Tadeusz Socha, a Łukasz Gikiewicz, który wyszedł sam na sam z Sebastianem Nowakiem, praktycznie podał piłkę do bramkarza przeciwnika, marnując tym samym świetną okazję. Mimo dwubramkowego prowadzenia, Śląsk nie odpuszczał, próbując zwiększyć rozmiar wygranej. Udało się to w 80. minucie, kiedy Piotr Celeban wyskoczył najwyżej w polu karnym Górnika i pokonał Sebastiana Nowaka.
Koncert strzelecki wrocławian kontynuował Piotr Celeban, dokładając swoją drugą bramkę do wygranej nad Górnikiem. Obrońca gospodarzy znalazł się znakomicie w zamieszaniu w polu karnym i z zimną krwią wpisał się na listę strzelców.











